Solstice - definitywne przesilenie

Artur Chachlowski,

ImageSolstice – jeden z najznakomitszych, a zarazem najmniej znanych brytyjskich art rockowych zespołów lat 80. Niedawno nakładem firmy F2 Music Ltd. w ramach wydawniczej serii „The Definitive Edition” ukazały się zremasterowane i poszerzone o dodatkowe nagrania wznowienia wszystkich płyt zespołu. To doskonała okazja, by przyjrzeć się fonograficznemu dorobkowi tej ciekawej grupy.

 W chwili, gdy na rynku ukazał się pierwszy album grupy Solstice „Silent Dance” (jesień 1984 roku), zespół już cieszył się ogromną popularnością w art rockowych kręgach Wielkiej Brytanii. Został on zaliczony do jednego z czołowych, obok Marillion, Pendragon, Twelfth Night, Pallas i IQ, przedstawicieli tak zwanego „nurtu odrodzenia progresywnego rocka”.

ImageZespół Solstice powstał w 1980 roku, a założyli go skrzypek Marc Elton oraz gitarzysta Andy Glass, który działał wcześniej w grupie o nazwie Electric Gypsy. Co ciekawe, z tego samego zespołu wywodzili się też Mick Pointer i Doug Irvine – muzycy, którzy założyli potem formację Silmarillion, dającą początek Marillionowi. Eltonowi i Glassowi towarzyszyli często zmieniający się muzycy, z którymi Solstice udanie koncertował m.in. na festiwalu w Reading w 1982 roku, nagrał taśmę demo oraz został zaproszony na specjalną sesję nagraniową przez słynny program BBC’s Friday Rock Show. Gdy do grupy dołączyła zdolna wokalistka Sandy Leigh, a potem basista Mark Hawkins i grający na perkusji Martin Wright potencjał grupy ustabilizował się już na tyle, że Solstice przystąpił do realizacji nagrań na debiutancką płytę. Premiera longplaya „Silent Dance” przyniosła grupie jeszcze większy wzrost popularności i zespół rozpoczął intensywne tournee, wypełniając po brzegi najbardziej prestiżowe sale, ze słynnym klubem Marquee na czele. Ten popularny londyński klub na długie lata stał się prawdziwą koncertową przystanią zespołu. Niespotykana u tak młodych twórców wrażliwość muzyczna, a przy tym zadziwiająca dojrzałość wszystkich muzyków tworzących Solstice została doceniona przez brytyjskich fanów progresywnego rocka. Rosnąca rzesza fanów zacierała z radości ręce po sukcesach zespołów z art rockowego nurtu, które na początku lat 80. nagle i niespodziewanie zaczęły mnożyć się jak grzyby po deszczu. Solstice udanie wpisał się w coraz popularniejszy nurt młodych zespołów progresywnych, szybko zyskując sobie zasłużony rozgłos i sławę. Akustyczna delikatność zabarwiona nutką folk rocka oraz anielski, uduchowiony śpiew Sandy Leigh stały się w tamtych czasach prawdziwym wyróżnikiem brzmienia grupy Solstice, a takie utwory jak epicki „Brave New World”, liryczny „Earthsong”, czy wspaniały hymn „Cheyenne” przeszły na trwałe do historii gatunku. Zespół zademonstrował na płycie „Silent Dance” własną, oryginalną wizję muzyki i niewątpliwie stał się jednym z najbardziej oryginalnych zjawisk w brytyjskim prog rocku dekady lat 80.

Na wznowionym niedawno przez firmę F2 Music Ltd. albumie „Silent Dance” znajdujemy dodatkowy krążek, zawierający pierwsze dema grupy Solstice nagrane w 1982 i 1983 roku, jeszcze z poprzednią wokalistką, Sue Robinson, oraz cztery utwory z sesji dla Radia BBC z 12 sierpnia 1983 roku. W sumie na dodatkowym dysku znalazło się piętnaście nagrań, które dopiero teraz po raz pierwszy ukazały się w wersji CD. Łącznie z podstawowym krążkiem stanowią one „ostateczną” wersję płyty dokumentującą najwcześniejszy okres działalności zespołu.

ImageSukces płyty „Silent Dance” oraz ogromna koncertowa popularność zespołu mogły wskazywać, że dla grupy „Solstice” rozpoczyna się prawdziwy złoty okres. Trwał on jednak wyjątkowo krótko, gdyż niespodziewanie pod koniec tournee promującego pierwszy album z zespołu odeszła Sandy Leigh. W jej ślady poszedł basista Mark Hawkins. Ich następcy w osobach Barbary Deason i Kena Bowleya, aczkolwiek nie byli złymi muzykami, nie potrafili już wnieść w muzykę Solstice tej magii i iskry, którą czuć było na debiutanckiej płycie. Niemniej jednak zespół odbył kilka kolejnych tras koncertowych oraz zrealizował w 1985 roku nowe demo z utworami „New Life” i „Spirit”. Miały one być zaczątkiem nowego albumu, ale entuzjazm w zespole gwałtownie topniał i pod koniec 1985 roku zapadła decyzja o jego rozwiązaniu. Nie wiadomo jak potoczyłyby się dalsze losy grupy Solstice, gdyby nie pierwsza kompaktowa reedycja płyty „Silent Dance” (1992). Na bazie niespodziewanego powrotu popularności zespołu, Andy Glass, Marc Elton i Pete Hemsley postanowili dokonać studyjnej rejestracji materiału, który nie zmieścił się przed laty na debiutanckim krążku. W tym celu zaprosili do studia wokalistkę Heidi Kemp oraz basistę Craiga Sunderlanda, z którymi nagrali i wydali płytę zatytułowaną „New Life”. Album zawierający dwa dziesięciominutowe epiki („Journey” i „Guardian”) oraz cztery nieco krótsze utwory utrwalił wszystkie cechy, które czyniły muzykę grupy Solstice unikalną i jedyną w swoim rodzaju. Andy Glass osobiście przejął stery produkcyjne, dzięki czemu brzmienie zespołu na „New Life” stało się jeszcze czystsze i jeszcze bardziej oryginalne niż na płytowym debiucie. Album „New Life” w spektakularny sposób stał się pomostem pomiędzy muzyczną przeszłością, a teraźniejszością zespołu. Stał się też dla Solstice prawdziwą nadzieją na lepszą przyszłość. Na nowe życie. Optymistyczny tytuł płyty doskonale oddawał radosnego ducha muzyki Solstice.

Wznowiona niedawno przez F2 Music Ltd. wersja tego albumu nie dość, że ukazała się w nowej szacie graficznej (jej autorem jest sam Andy Glass, który zrealizował nowy projekt na podstawie oryginalnej mandali Cary Lee), to na dodatkowym krążku zawiera wspomniane wcześniej demo z 1985 roku oraz fragmenty trzech koncertów grupy Solstice z St. Alban’s City Hall (1984), Queensway Hall w Dunstable (1985) oraz z londyńskiego klubu The Marquee (1985). Łącznie stanowią one smakowity kąsek w postaci ponadgodzinnej porcji koncertowej muzyki zespołu z czasów jego największej popularności.

ImagePodczas gdy wydany w 1992 roku album „New Life” oferował utwory skomponowane dekadę wcześniej, to następna płyta grupy Solstice zatytułowana „Circles” zawierała całkowicie nowy materiał. Jej premiera nastąpiła w 1997 roku i nagrana została znowu w nieco zmienionym składzie. Na swojej trzeciej płycie zespół Solstice wystąpił z trzecią kolejną wokalistką. Została nią Emma Brown. I choć, jak niektórzy twierdzą, jej głos brzmiał najsolidniej spośród wszystkich śpiewających do tej pory w zespole pań, to paradoksalnie materiał wypełniający płytę „Circles” wypadł chyba najmniej przekonywująco. Z pewnością nie wylansowała ona hitu na miarę „Sunrise” z pierwszej, czy „New Life” z drugiej płyty, ale mimo wszystko i tak wypełniały ją tak piękne kompozycje, jak tytułowy „Circles”, czy „Medicine”. Całość w formie klamry spinały dwa bajkowo śliczne, zaprezentowane w unikatowym stylu zespołu instrumentale: „Salu” i „Coming Home”. Oba utrzymane były w uduchowionym, na poły onirycznym klimacie. Z kolei nagranie tytułowe było swoistym protestem przeciwko brutalnej akcji policji w trakcie pewnego festiwalu rockowego odbywającego się w 1985 roku w pobliżu Stonehenge. Andy Glass i spółka byli świadkami zamieszek przeradzających się w regularną bitwę pomiędzy widzami, a siłami porządkowymi. Utwór ten, w swojej centralnej części wypełniony odgłosami tamtych wydarzeń, doskonale oddaje atmosferę niepokoju, a przy tym na zasadzie kontrastu, pięknej i lirycznej melodii tematu przewodniego przeciwstawia odgłosy brutalnej walki, co potęguje dramatyzm całej historii. Prawdziwą ciekawostką jest udział w nagraniu płyty „Circles” w charakterze pełnoprawnego członka zespołu byłego perkusisty Jethro Tull, Clive’a Bunkera.

Wydana przez F2 Music Ltd. zremasterowana edycja tej płyty oprócz zasadniczego programu zawiera cztery bonusowe utwory, z których trzy to instrumentalne wersje tematów przewijających się w zasadniczej części płyty, a jeden jest śpiewaną jeszcze przez Heidi Kemp piosenką zamieszczoną swego czasu na kasecie ilustrującej książkę „Directory Of British Progressive Rock” autorstwa Davida Robinsona (obecnie szefa wytwórni F2 Music Ltd.)

ImageOstatnim akordem udanej serii „dzieł wszystkich” grupy Solstice jest premierowy album zatytułowany „The Cropredy Set”. W pierwotnym zamyśle miało to być koncertowe wydawnictwo CD/DVD upamiętniające występ Solstice na festiwalu Cropredy 15 sierpnia 1998 roku. Ta doroczna impreza gromadzi liczne zastępy fanów muzyki folk rockowej, a największą gwiazdą regularnie bywa legendarny zespół Fairport Convention. Grupa Solstice wystąpiła na scenie w składzie: Andy Glass (g), Jenny Newman (viol), Clive Bunker (dr), Emma Brown (v), Steve McDaniels (k) i Rob Phillips (bg). Większość repertuaru stanowiły utwory z ostatniej studyjnej płyty „Circles”, lecz nie brakło też takich żelaznych repertuarowych gwoździ, jak „Find Yourself”, „Morning Light”, czy „New Life”. Ponadto zespół zaprezentował premierowy utwór instrumentalny pt. „Ducks On The Pond”  oraz nagranie „Awakening” pochodzące z solowego albumu Clive’a Bunkera. Wszystko wypadło świetnie, zespół spisał się znakomicie, a publiczność ciesząca się z kolejnego udanego powrotu zespołu była wręcz wniebowzięta. Reakcja na występ Solstice na Cropredy Festiwal była oznaką ogromnej sympatii jaką zespół ten wciąż cieszy się u licznej rzeszy sympatyków. Na całym, niewątpliwe udanym, wydarzeniu zaistniała tylko jedna, wcale niemała, mała rysa. Już po koncercie okazało się, że jakość zarejestrowanego dźwięku jest niewystarczająca do opublikowania go na płycie. Zespół postanowił więc następnego dnia po swoim występie dokonać studyjnej rejestracji materiału granego poprzedniego dnia na koncercie i w taki oto sposób trafia nam w ręce trochę dziwaczny twór w postaci albumu „The Cropredy Set”. Choć z założenia koncertowy, to nie słyszymy na nim reakcji publiczności. Szczególnie sztucznie wypada to na krążku DVD, na którym widać (i słychać), że obraz i dźwięk pochodzą z różnych występów. Jak już wspomniałem trochę dziwaczna to chimera, ale jej ewidentnym plusem jest fakt, że dzięki niej mamy wreszcie możliwość zobaczenia koncertowych obrazków tej jednej z najważniejszych i najbardziej zasłużonych brytyjskich grup „odrodzenia progresywnego rocka”. To niewątpliwa i wcale nie jedyna zaleta tego ciekawego pod każdym względem wydawnictwa.

P.S. Z informacji, które docierają z obozu grupy Solstice wynika, że zespół pracuje obecnie nad nowym materiałem, który w formie nowej studyjnej płyty powinien ukazać się w 2008 roku.  
MLWZ album na 15-lecie