Biografia grupy Mech

Janusz Groth,

ImageParę tygodni temu na jednym z internetowych forum znalazłem archiwalną dyskuję poświęconą płycie grupy Cytrus ze starym materiałem. Jeden z uczestników, były redaktor zinu poświęconego rockowi progresywnemu przyznał, że do momentu ukazania się płyty nawet nie wiedział o istnieniu takiej grupy. Skoro nawet tak oddani wielbiciele gatunku jak ww. mało wiedzą o polskiej muzyce rockowej przełomu lat 70 i 80, to co wiedzą pozostali? Ci którzy nie mają tyle czasu i cierpliwości aby szukać?

To powiedzmy „wydarzenie” zainspirowało mnie to skreślenia paru słów wspomnień o tamtych czasach, tamtych wykonawcach i ich dorobku. Chyba tak lubianej kiedyś a zapomnianej grupy jak Cytrus już nie znajdę (i dobrze). Są jednak inni, niby znani ale wielu słuchaczom nie do końca. Niby znani, ale nie z całego wartego poznania dorobku.

 

Zespół MECH ciągle (a raczej ponownie) istnieje, ale z racji swojej obecnej twórczości kojarzony jest raczej z heavy metalem niż z innymi odmianami rocka. A przez lata był to najlepszy obok Exodusu polski zespół progresywny. Wsławił się m.in. spektakularnymi koncertami i współpracą z uznanymi jazzmanami Tomaszem Stańką i Tomaszem Szukalskim. Ale po kolei ...

Początki działalności muzyków grupy MECH giną gdzieś w mrokach połowy lat 70tych. Najważniejsi muzycy formacji trzej gitarzyści i wokaliści Maciej Januszko, Janusz Łakomiec i Robert Milewski poznali się w początkach lat 70tych gdy byli uczniami warszawskiego LO im. Reytana. Janusz z Maćkiem prowadzili szkolny zespół (Janusz w zasadzie przyjął Maćka do zespołu). Gdy kończyli szkołę przekazali sprzęt młodszemu koledze Robertowi.   W 1974 roku Maciek (wtedy już student SGPiS) i Janusz (student SGGWAR) prowadzili zespół w klubie Politechniki Warszawskiej Wydziału Mechaniki Precyzyjnej „Mechanik”. Początkowa nazwa grupy „WHB United” zostala później zmieniona na „Mech”. We wrześniu 1974 Robert – wtedy jeszcze uczeń LO im. T. Reytana – wpadł na próbę ich zespołu. Był zachwycony jego „profesjonalnym obliczem”. Wiedział, że musi zrobić wszystko, by z nimi grać. Był jednak poważny problem: w grupie było już dwóch gitarzystów. Całe szczęście, że Robert grał rownież na pianinie – w ten sposób został klawiszowcem zespolu „Mech”. Za twórców i liderów nowej profesjonalnej formacji - Zjednoczone Siły Natury "MECH" uważa się Macieja Januszkę i Roberta Milewskiego. Od 1974 do 1977 roku zespół "MECH" związany był z klubem Politechniki Warszawskiej - Mechanik(od którego wziął też swoją nazwę). Od 1977 do 1979 – z klubem Hybrydy. Od 1979 – z klubami Riviera-Remont.

Przez pierwszych kilka lat MECH występował w klubach i na obozach studenckich. W listopadzie 1975 roku Mech wziął udział w Mokotowskiej Młodzieżowej Jesieni Muzycznej w Warszawie gdzie zdobył główną nagrodę  i zagrał na rozdniu nagród w Teatrze Rozmaitości.

Debiut kwintetu na dużej scenie miał miejsce w 1979 roku w czasie festiwalu Pop Session w Sopocie. Był to absolutny sukces zespołu. Walter Chełstowski – główny organizator koncertow – tak skomentował ich występ: „Cały ten festiwal warto było zorganizowc tylko dlatego, by uslłszeć „Atlantis Suite” grupy Mech. Zespół zaistniał w świadomości fanów jak również organizatorów imprez rockowych. Od tego czasu MECH regularnie występował na najważniejszych krajowych imprezach rockowych. Kolejne duże koncerty miały miejsce na Międzynarodowej Wiośnie Estradowej 1980, Festiwalu Muzyki Młodej Generacji w Jarocinie 1980, kolejnej edycji Pop Session 1980.  W tym samym czasie w sierpniu 1980 zespół nagrał swoją pierwszą małą płytkę dla Tonpressu. Zawarto na nim kompozycje „Ogród snów” i „Romantic Blues”. Niedługo potem MECH dokonał pierwszych nagrań dla Programu III PR. Efektem sesji był około 40 minutowy materiał, który można zaklasyfikować jako rock symfoniczny. Najważniejszą chyba kompozycją z zarejestrowanych wtedy była czteroczęściowa suita „Atlantyda”.  

Zespół od początku istnienia przyznawał się do inspiracji twórczością YES i innych grup spod znaku „progressive rock”. Tworzył większe formy muzyczne, wieloczęściowe kompozycje. Taki repertuar zarejestrował też w czasie ww sesji. Wielowątkowe  kompozycje o - jak to się ładnie mówi - gęstej fakturze dźwiękowej z dominującą rolą klawiszy. Zespół dużą wagę przywiązywał do efektów wizualnych prezentowanych w czasie koncertów. Zwracał też dużą uwagę na kostiumy - muzycy występowali ubrani we fraki.

Początek 1981 roku był dla zespołu szczególnie pracowity. W pierwszych dniach stycznia MECH zarejestrował w studio Tonpressu dwie nowe kompozycje na swój drugi singiel „Królewski poker” i „TV Super Star”. Sczególnym powodzeniem cieszył się pierwszy z tych utworów. Dziennikarze muzyczni nawet teraz doceniają „twórcze czerpanie ze stylu Genesis”. (Fani mogli nabyć tę płytkę dopiero w połowie następnego roku.)  

Jeszcze w tym samym miesiącu MECH z zaproszonym czołowym polskim trębaczem jazzowym Tomaszem Stańką, realizują program telewizyjny "Atlantis Suite", w czasie którego wykonano „Atlantis Suite”, "Romantic Blues", „Przemiana Materii” i „TV Super Star”. Wszystkie kompozycje oprócz tej ostatniej były wykonane na żywo w studio telewizyjnym.

 

Dążenie do przygotowania wielkiego przedstawienia zaowocowało przygotowaniem dwóch spektakli "Podróże Guliwera" w Teatrze Małym w Warszawie w lutym 1981r. Jako pierwszy wykonawca w Polsce wykorzystał w nich lasery i w pełni kwadrofoniczną aparaturę nagłaśniającą. Do udziału w tych koncertach zespół ponownie zaprosił trębacza jazzowego Tomasza Stańkę. Koncerty zostały sfilmowane i wyemitowane przez TVP.

Wspomina Robert Milewski: „Wspólne granie ze Stańko było kolosalnym przeżyciem. On był już wtedy uznanym w świecie jazzmanem. My nie graliśmy jazzu, ale każdy z nas był wielbicielem wspołczesnej muzyki jazzowej. Nie pamietam jakie kawałki były zagrane na tamtych koncertach. Prawdopodobnie coś co wówczas graliśmy, wiec na pewno cała „Atlantis Suite”, „Guliver”, „Romantic Blues”, etc... Daliśmy dwa koncerty w ciagu jednego dnia. Było to w centrum Warszawy w całkiem przecież nie tak dużej Sali Teatru Małego. Jak się o tym rozeszła wieść po mieście, to tłumy waliły takie, że pracownicy teatru zbuntowali się i ogłosili strajk. Dopiero obietnica większych pieniędzy ze strony naszego managera zachęcila ich do pracy w takich warunkach. Wydarzenie to nosilo znamiona artystycznej sensacj, wiec pojawiły się tam osoby z czołówki owczesnego polskiego „szołbyznesu”. Całość filmowała telewizja. Cała sala zawalona była aparaturą audio-wizualną. Nagrania te chyba jednak nie zachowały się. Przynajmniej ja nic o tym nie wiem.”  

W lutym 1982 MECH wystąpił razem z Kombi i Exodusem na prestiżowym koncercie w sali kongresowej PKiN. Czasy się zmieniały, sytuacja w kraju - stan wojenny i boom rockowy nie sprzyjały tworzeniu lirycznej, wielowątkowej, bogato aranżowanej muzyki progresywnej.  W tych warunkach styl formacji zaczął ewoluować w kierunku cięższej i łatwiejszej w odbiorze muzyki, a nazwę ograniczono do jednego, podstawowego słowa "MECH". Taki też materiał przedstawił zespół w czasie świetnie przyjętego kolejnego występu na festiwalu w Jarocinie w 1983 roku. MECH wystąpił jako gwiazda. Jego nocny show ozdobiony efektami świetlnymi i pirotechnicznymi na długo zapadł w pamięć widzów.  W owym czasie polskie wytwórnie płytowe wreszcie otworzyły się na młode zespoły rockowe, powstały też tzw. wytwórnie polonijne. Dzięki temu udało się wreszcie zespołowi znaleźć chętnych do wydania ich muzyki na dużych płytach. Na przełomie czerwca i lipca 1982 roku Mech nagrał w studiu Polskich Nagrań swój pierwszy album „Bluffmania” wydany przez Poljazz/Pronit. W grudniu 1982 i styczniu 1983 roku nagrali w studiu Polskich Nagran drugi album, wydany przez polonijną firmę Polfrakt-Polton. Album miał się nazywać TASSmania”, co miało być parafrazą nazwy sowieckiej agencji prasowej TASS. Cenzura jednak dopatrzyła się tego i nazwa musiała być ograniczona do „Tasmania”. Mech przeznaczył na swoje albumy zupełnie nowy stylistycznie program, co skazało ich oryginalne „progressive-rock” produkcje na zapomnienie. Nagrania z czasow „Atlantis Suite” nigdy nie doczekały się wydania. Bardzo powolny cykl produkcyjny „Pronitu” (tłoczenie, druk okładek itd.) spowodowały, że obydwa albumy ukazały się w sklepach prawie jednocześnie pod koniec 1983. Data mało precyzyja ale należy pamietać, że dystrybucja płyt jak i innych towarów była wtedy straszna, różnice w ukazaniu się płyt w sklepach w różnych częściach kraju sięgały kilku tygodni. Ba, były wydawnictwa, które można było kupić tylko w kilku sklepach w wybranych miastach. Jednym z takich krążków był singielek „Kaskader”/”TIR”, nagrany przez zespół tuż przed rozpoczęciem realizacji płyty „Bluffmania”. „Kaskader” to trzecia mała płytka formacji i ostatnie wydawnictwo podpisane starą długą nazwą Zjednoczone Siły Natury MECH. Krytycy nie padli na kolana przed albumami Mechu, choć byli nastawieni pozytywnie. Średnia ocen była dobra. Słuchacze spragnieni rodzimej muzyki tłumnie rzucili się do sklepów. Z powodu małego odstępu w ukazania się w sklepach płyty niektórzy dziennikarze oceniali je łącznie i traktowali je jako jedno. Tak być nie powinno. Co prawda obydwie zawierały eklektyczny materiał, jednak różniły się. "Bluffmania" bliższa jest muzyce lat siedemdziesiątych. Widać wpływy Black Sabbath czy Genesis jak choćby w otwierającym „Piłem z diabłem bruderschaft” z ciężkimi gitarowymi riffami i rozbudowaną formą. O progresywnej przeszłości świadczyły też mroczny, tytułowy „Bluffmania” czy „Cztery ściany”. Część nagrań ozdobił swoimi partiami kolejny zaproszony do nagran jazzman w muzycznej karierze formacji saksofonista Tomasz Szukalski. Dzięki czemu np. instrumentalny „Nautilus” może być zaliczony do jazz-rocka. Całość płyty brzmiała dość mrocznie i patetycznie. Na drugiej widać trochę wpływów new wave, jako sztandarowy przykład wymienia się kompozycję „Brudna muzyka”, ale należy dorzucić jeszcze utwory „Elektryczna kokieteria” czy „Kołysanka dla nienarodzonego”. Cięższe brzmienie reprezentował „Popłoch”. Wspomnieniem dawnego stylu był tylko utwór „W pajęczej sieci milczeń”. Brzmienie formacji stało się bardziej przejrzyste, a surrealistyczne teksty nabrały też żartobliwego charakteru. Obydwie płyty znacznie różniły się także ceną. „Bluffmania” wydana dla państwowego Pronitu kosztowała 250 zł, „Tasmania” dla polonijnego Poltonu 550 zł.

Albumy zwracały także uwagę jednolitymi, ciekawymi, mrocznymi oprawami graficznymi. O zespole mówiono, że gra "horror rocka" (a może "wampir rocka" ?) i okładki z horrorem jak najbardziej się kojarzyły. Podobnie jak emitowane w Telewizyjnej Liście Przebojów teledyski do utworów "Piłem z diabłem bruderschaft" i "Bluffmania". Teledysk "Piłem z diabłem bruderschaft" debiutował w pierwszym wydaniu listy w październiku 1982 na miejscu 7. W kolejnym dostał się podobno na pierwsze miejsce telewizyjnej listy przebojow, ale został natychmiast wycofany ze wzgledow politycznych. Władze komunistyczne odkryły, że mowił o wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 r. (Robert Milewski brał ślub dokładnie 13-go grudnia 1981 roku, w pierwszym dniu stanu wojennego). W radio największy sukces odnioła piosenka „Jak to możliwe”, dochodząć do 5 miejsca trójkowej listy przebojów. Na liście gościły także utwory „Suahili” i „Tasmania”. "Tasmania" jako jedna z nielicznych polskich płyt w tamtym okresie zapakowana była w rozkładaną okładkę, a na kopercie wewnętrznej (kolejny ewenement) wydrukowane były teksty. Niestety jak się miało okazać „Tasmania” była ostatnim wydawnictwem zespołu.  W 1984 roku zespół pojawił się w filmie Pawła Karpińskiego "To tylko rock" wykonując utwór "Brudna muzyka". Dużo koncertował, jednym ze stałych miejsc występów był Berlin Zachodni. Coś jednak „pękło”. Z grupą pożegnał się jeden z liderów – Robert Milewski. 

W 1985 roku MECH przeznaczył do prezentacji radiowej nagranie "Samosierra", które miało zwiastować nowy album "Mechmania". Do "Samosierry" realizowano też teledysk. Utwór utrzymany w konwencji pop-rocka, cały czas jednak ciągnęło grupę w stronę YES. W teledysku wykorzystano lecący w tle fragment clipu do „Owner of the Lonely Heart”. Rok później zespołu już nie było.

............................................  

Skład zespołu: Maciej Januszko - śpiew, gitara, gitara basowa; Robert Milewski (w U.S.A. pod nazwiskiem Robert Millord) - śpiew, klawisze (do 1984, później występy z AYA RL w Arenie w Poznaniu i z KAT na Torwarze, w 1985 r. napisał teksty na pierwszy singiel zespołu KAT pod pseudonimem Robert Lor, w 1988 roku nagrał materiał na płytę solową, od 1988 roku w Niemczech, od 1994 roku na stałe w USA)Janusz Łakomiec – gitara; Krzysztof Fijałkowski – bas (do XII.1979 i IV.1981 – VII.1981);Adam Lewandowski – perkusja (do 1979 r., pozniej w „Air Condition” Zbigniewa Namyslowskiego);Andrzej Nowicki – bas (1979 – IV.1981, później w zespole Perfect, Morawski Waglewski Nowicki Hołdys, VooVoo, zm. 07.IV.2000); Janusz Domański – perkusja (VII.1979 - II.1981);Andrzej Dylewski – perkusja (II.1981 – XII.1983, później w Lady Pank, nagrywał m.in. z własna grupą SQUONK); Od jesieni 1981r. na basie grał dotychczasowy gitarzysta Maciej Januszko. Od 1984 roku nowym perkusistą został Wiesław Gola. W ostatnim składzie zespołu znalezł się też Marcin "Samba" Otrębski. 

Pisząc o zespole trzeba koniecznie wspomnieć o nieżyjącym już Filipie Holszańskim. Wspomina Robert Milewski: „Filip Holszański stał się dla nas od poczatku 1979 roku motorem i aranzerem wszelkich artystycznych działań. Był świetnym animatorem artystycznych przedsiewzieć w całym ruchu „Muzyki Młodej Generacji”. Mało się teraz o tym pamięta. Zawdzięczaliśmy mu bardzo wiele. To on wyciagnał nas z poziomu klubow studenckich na najwieksze sceny w Polsce. Nie tylko zresztą nas. Wszystkie te nasze telewizyjne i teatralne, laserowe i kwadrofoniczne przedsięwzięcia to jego dzieło. Niestety nie miałem kontaktu z Filipem od wielu lat. Filip był jedną z najważniejszych osób óowczesnych ruchów artystycznych w Polsce. Byl rowniez wspołtwórca spektakli baletowych z nowoczesną muzyką i choreografią kreowaną przez czołowych artystow polskich. Zawsze myśle o nim z największym szacunkiem. Miał niestety silną słabość do alkoholu  i to go oddalało od największych laurów tej epoki.".

Z dostępnością nagrań tej warszawskiej formacji nie jest najlepiej. Zjednoczone Siły Natury MECH to bodaj jedyny obok Perfectu zespół z polskiej czołówki okresu boomu rockowego, którego nagrania nie doczekały się porządnych kompaktowych wydań. Nagrania z obydwu albumów dostępne są co prawda na jednej płytce pt. "Portret", ale jej jakość, szczególnie edytorska pozostawia wiele do życzenia. Innym kompaktem dostępnym na rynku (w niskiej cenie) jest składanka "Królewski poker - The best". Zawiera ona 6 (czyli prawie wszystkie) nagrania z płyty „Bluffmania”, 5 (połowę) z albumu „Tasmania”, utwory z singla „Królewski poker” oraz nigdy wcześniej niepublikowane ostatnie nagranie  zespołu „Samorierra”. Więcej kompaktów nie ma.  Ciągle niedostępne w postaci cyfrowej pozostają:- nagrania z dwóch singli: Ogród Snów / Romantic Blues i Kaskader / TIR- Czterdziestominutowy zapis sesji dla Programu III PR z 1980 (dostępny jest tylko w postaci słabej jakości plików mp3 udostępnionych przez Roberta na jego stronie www.Robert-Millord-Music.com). - zapis koncertu z Sali Kongresowej z 1982 roku (prezentowany we fragmentach w Trójce przez Piotra Nagłowskiego)- video z koncertów „Podróze Guliwera” z Teatru Małego w Warszawie- program telewizyjny „Suita Atlantydy”- trzy teledyskiMam nadzieję, że w archiwach telewizyjnych ciągle spoczywają ww zapisy video. A to wcale nie jest takie oczywiste. W latach 80-tych, w czasie kryzysu telewizja po wyemitowaniu kasowała wiele taśm, aby nagrać na nie nowe programy. Należy wierzyć, że te wszystkie skarby ciągle istnieją w postaci taśm a nie tylko wspomnień i wreszcie kiedyś opuszczą półki w archiwum i zostaną wydane w postaci CD, DVD lub innej.  W 2004 roku Maciej Januszko (m.in. z Januszem Łakomcem) reaktywował Mech. Mech podążył w kierunku zapoczątkowanym przez kompozycje typu "Popłoch" i "Piłem z diabłem bruderszaft", czyli w stronę ciężkiego rocka. Ale to już inna historia z zupełnie innej beczki.  

Autor: Janusz „Janus” Groth z dużą pomocą Roberta Milewskiego i przy aprobacie Macieja Januszki. 

Mech w sieci:www.progrock.art.pl/mech                                    www.Robert-Millord-Music.com

MLWZ album na 15-lecie