Martin Schuster (Face The Day) - wywiad

Maciek Lewandowski, Martin Schuster (Face The Day) - wywiad

Choć Czechy jawią się jako nasz najbliższy sąsiad pod względem kulturowym, to odnoszę wrażenie, że jest to przez nas nadal kraj bardzo niedoceniany, szczególnie jeśli chodzi o muzykę. To bardzo ciekawy socjologiczny problem, nad którym często się zastanawiam. Po upadku żelaznej kurtyny, to właśnie do Pragi ciągnęły pielgrzymki polskich fanów na wymarzone przez tyle lat koncerty takie jak np. Pink Floyd, The Rolling Stones, Guns N' Roses, Depeche Mode, AC/DC, Aerosmith czy słynny festiwal Ozzfest, oczywiście z Księciem Ciemniści w głównej roli. To nieodżałowany prezydent Czech Vaclav Havel, wcale nie przesadzę jak napiszę, że przyjaźnił się z tak wielkimi legendami sceny jak wspomniany The Rolling Stones, Lou Reedem czy Frankiem Zappą. I pomimo tych wszystkich rockandrollowych konotacji, czeskiej rockowej muzyki w naszych mediach było zawsze jak na lekarstwo. Rozważania naukowe co to tej kwestii, proponuję odłożyć na inną okazję, zdradzę tylko, że mam swoją osobistą na ten temat teorię.

Dziś jednak chciałbym przedstawić Wam czeskiego muzyka i artystę, który w tym roku powrócił z niezwykle udaną płytą „Echoes of the Child's Mind” z jednym, ze swoich projektów – Face the Day.

Album ukazał się 22 września 2022. Był obszernie prezentowany w audycji Mały Leksykon Wielkich Zespołów, a recenzję autorstwa Artura Chachlowskiego oczywiście można przeczytać na naszej stronie.

Drodzy słuchacze i koneserzy wyrafinowanych dźwięków, przed Wami - Martin Schuster, wokalista, gitarzysta, klawiszowiec i lider Face The Day!

 

Z Martinem umawiam się na spotkanie w samym centrum Pragi, w jednej z legendarnych, tradycyjnych czeskich „hospod” (a jakże by inaczej ) – „U Dvou koček” czyli „U dwóch kotów”. I choć widzimy się po raz pierwszy w życiu, Martin okazuje się niezwykle miłym, a przede wszystkim otwartym kamratem. Siadamy przy tradycyjnym kufelku czeskiego trunku, a oto część naszej rozmowy, którą wraz z Martinem chciałbym się z Wami podzielić.

 

Maciek Lewandowski: Martin opowiedz naszym czytelnikom i słuchaczom o projekcie „Face The Day”, którego to już trzecia płyta w dyskografii, ujrzała światło dzienne w bieżącym roku i co najważniejsze zyskała spore zainteresowanie w Polsce.

Martin Schuster: Face the Day to projekt muzyczny, który rozpocząłem około 2013 roku. Byłem w pewnym sensie na muzycznym rozdrożu z moim macierzystym, metalowym zespołem Mindwork. Poczułem, że muszę rozpocząć swoją kolejną muzyczną podróż pod inną nazwą. Z projektem Face The Day wydałem dotychczas dwa albumy "Corroding Dreams" (2016) i "Stuck in the Present" (2018) po których postanowiłem prezentować także naszą muzykę na żywo. Poza perkusistą Filipem Kittnarem, moim wieloletnim kolegą z zespołu Mindwork, który bębnił na obu albumach Face the Day, połączyłem wówczas siły z dwoma młodymi, ale znakomitymi muzykami – Jirim Rambouskiem (gitara) i Dominikiem Vozobule (bass). Zagraliśmy kilka koncertów, ale kiedy nadszedł czas na kolejny album, Face the Day ponownie zmienił się w projekt, hmm… bardziej studyjny. Płytę "Echoes of the Child's Mind" nagrałem z Romanem Vichą (na co dzień perkusistą Ewy Farny) i wspomnianym Dominikiem na basie.

Nie ukrywam, że Wasza nowa płyta "Echoes of the Child's Mind " wywarła na mnie bardzo duże, pozytywne wrażenie. I uwierz mi Martin, nie tylko na mnie ! W materiałach promocyjnych dołączonych do wydawnictwa , mogliśmy przeczytać że jest bezpośrednio inspirowana wydarzeniami z Twojego dzieciństwa. Jeśli nie jest to zbyt osobiste pytanie, czy możesz podzielić się z nami i nieco bardziej rozwinąć ten temat ?

To trochę nie tak do końca. Nie powiedziałabym jednoznacznie, że jest bezpośrednio inspirowana moim dzieciństwem. Jest czymś, co raczej określiłbym bardziej jako rodzaj ucieczki w dzieciństwo, od tej nieprzyjemnej, twardej, dorosłej rzeczywistości. Ale jeśli nie masz nic przeciwko, wybacz mi, nie chciałbym w tym momencie opisywać większości szczegółów, zwyczajnie zdecydowanie wolę pozwolić słuchaczowi posłuchać albumu z czystym kontem i tym samym dać możliwość interpretacji każdemu na swój sposób.

Za oprawę graficzną Waszego ostatniego albumu, okazuje się odpowiada polska artystka - Ada Zielińska. Proszę opowiedzieć o okolicznościach tej współpracy i znaczeniu, jakie ma dla Ciebie, ta bez wątpienia, piękna okładka i cała szata graficzna.

Do Ady zwróciłem się bezpośrednio na podstawie jej ilustracji zatytułowanej "Ból głowy", na którą natknąłem się zupełnie przypadkowo w internecie. Ten obraz wywołał we mnie sporą melancholię, ale co najważniejsze, wyglądał nowocześnie, a zarazem nieco retro. Od razu zrozumiałem, że to jest styl, który idealnie pasuje do mojego nowego albumu. Współpraca miała początkowo obejmować tylko samą okładkę, ale Ada odważnie i kreatywnie wkroczyła do akcji, czego efektem jest kompletny projekt graficzny płyty.

Co istotne dla mnie, okładka "Echoes of the Child's Mind" przedstawia człowieka w swoistej kapsule czasu, zanurzonego w swoich dawnych, nawet bardzo odległych czasowo myślach.

Odnoszę często wrażenie, że dzieciństwo to taki okres, który pozostaje w nas bardzo głęboko zakorzeniony do samego końca życia, wpływając na nasze życie, nasz charakter, ale także na życie naszych bliskich. To także często niekończąca się inspiracja dla artystów. Czy podzielasz mój pogląd?

Nie do końca wydaje mi się, abym w swojej pracy bezpośrednio inspirował się stricte dzieciństwem, ale sposób, w jaki zachowanie umysłu dziecka różni się od zachowania umysłu dorosłego człowieka, jest czymś, co mnie bardzo fascynuje. To inne postrzeganie czasu, intensywniejsze przeżywanie wydarzeń, szersza wyobraźnia... Bardzo interesują mnie sposoby przybliżania stanu umysłu do jego dawnej formy, czy to za pomocą psychodelików, czy innych technik. Widzę to tak, że z jednej strony artysta z wiekiem zdobywa doświadczenie i poprawia się technicznie, ale z drugiej traci intensywne przeżycia emocjonalne i wyobraźnię. Myślę, że to dość ogólne zjawisko, większość artystów tworzy swoje najważniejsze dzieła w młodym wieku, potem bywa różnie.

Face The Day to bez wątpienia zespół, który możemy śmiało zaliczyć do kategorii rocka progresywnego. Decydując się na granie tego rodzaju muzyki, podjęliście duże ryzyko. To specyficzny rodzaj publiczności, który niestety niekoniecznie idzie w parze ze spektakularną popularnością. Skąd więc taki zamiar?

Nie mówiłbym tutaj o decyzji. Przez całe życie stopniowo skłaniałem się ku muzyce, którą tworzę i powiedziałbym, że jest to po części odzwierciedlenie mojego temperamentu. Nie sądzę, abym kiedykolwiek komponował muzykę, która zgrabnie mieści się w określonych sztywno ramach, zamknięta w pudełku z opisem stylu. I z obecną płytą jest tak samo. Ale szczerze mówiąc, osobiście nie słyszę tam, aż tak dużo rocka progresywnego.

Wymień proszę Matinie więc artystów, którzy Cię inspirują, których podziwiasz i co według Ciebie jest w nich takiego wyjątkowego?

Wszyscy artyści mnie inspirują…, także ci źli - pomagają mi przecież uświadomić, jak bardzo nie chcę tworzyć takiej właśnie muzyki (szczery uśmiech). Chyba nie ma sensu wymieniać tu konkretnych nazwisk - ale generalnie podziwiam tych artystów, którym w 100% ufam, że robią to dla siebie i nie starają się wpasować na siłę w jakiś modny trend.

Jak oceniasz obecny rynek muzyczny? Czy nie masz wrażenia, że wszechobecny streaming w jakimś stopniu zabija sprzedaż płyt? Że płyty dedykowane są obecnie tylko dla coraz węższego grona fanów, kolekcjonerów, a nie dla szerszej grupy słuchaczy, jak bywało to kiedyś? Z tego co wiem, sami wydaliście tylko 300 egzemplarzy swojego ostatniego albumu... Jak w takim kontekście widzisz przyszłość muzyki?

Oczywiście nie do końca zasadne byłoby obarczanie samych platform streamingowych winą za stale spadającą sprzedaż muzyki. Trend ten zaczął się przecież jeszcze przed ich powstaniem. Ale dobrze pamiętam mocne hasła i deklaracje o walce i wręcz rozprawianiu się z nielegalnym pobieraniem plików i zwracaniu pieniędzy ze sprzedaży z powrotem do kieszeni muzyków, które towarzyszyły w momencie powstawania narzędzi streamingowych. Nie mogę się tutaj powstrzymać od porównań do zachowania polityków przed wyborami, którzy obiecują wiele, a potem, kiedy są już u władzy, rzeczywistość brutalnie to weryfikuje. Nie chcę wygłaszać zbyt ekstremistycznych tez, ale w moich oczach platformy streamingowe przyniosły muzykom jedynie legalizację zdzierstwa. Oczywiście rozumiem ich zalety z perspektywy użytkownika, ale osobiście nie mam dobrych relacji ze streamingiem i nie używam go. Na szczęście są jeszcze alternatywy w postaci np. Bandcamp, który jest skonfigurowany bardzo uczciwie w stosunku do muzyków, ale także cieszy się popularnością dużej społeczności fanów.

Nie spodziewam się żadnych cudów co do przyszłości w tym temacie. Naprawdę nie mam pojęcia, w jakim kierunku to pójdzie, ale wygląda na to, że trend spadkowy w sprzedaży muzyki będzie kontynuowany. Jeśli ma się wydarzyć coś pozytywnego, to może przynajmniej będzie to wyprostowanie i uregulowanie, absurdalnie śmiesznych, ustalonych stawek na platformach streamingowych dla muzyków.

Wróćmy do Face The Day. Martinie, jakiej promocji możemy się spodziewać w przypadku nowego albumu? Czy planujecie koncerty, a może trasę koncertową?

Jest to sprawa tak naprawdę wciąż jeszcze otwarta, choć nie planowałem prezentacji albumu na żywo. Ale jeśli pojawi się jakaś ciekawa oferta, to oczywiście chętnie ją rozważę. Co do grania na żywo, to w tej kwestii chcę się bardziej skupić w ramach mojego drugiego zespołu, Mindwork, który zwyczajnie ma stabilny skład muzyków. Face the Day zaczęło się jako projekt studyjny i stopniowo wraca do takiego stanu, przynajmniej jak na razie…

Choć nasze kraje są geograficznie i kulturowo tak bliskie, mam wrażenie, że wciąż zbyt mało nawzajem wiemy o naszej muzyce, zwłaszcza tej wartościowej, przeznaczonej dla bardziej wymagającego czy wrażliwego odbiorcy. Co o tym sądzisz? A czy są jakieś polskie zespoły, które są znane i szczególnie cenione w Czechach?

W Czechach bardzo cenimy polskie zespoły i bardzo często bierzemy ich sukces za wzór. Oczywiście niepodważalnym jest fakt, że macie bardzo mocną scenę metalową. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że nie znajdziesz w Czechach metalowca, który nie zna Vadera, Decapitated czy Behemotha. Ja osobiście bardzo lubiłem kiedyś Proghma-C, Atrophia Red Sun czy Sceptic.

Jeśli chodzi, jak to mówisz, o bardziej „wrażliwą” muzykę, to generalnie wiedza i niej jest zdecydowanie mniejsza. Na pewno wasz Riverside doszedł najdalej i jest najbardziej rozpoznawalny. Zaintrygował mnie też Besides, który mi polecałeś Maćku. (aut. Przygotowując się do wywiadu i wymieniając korespondencję z Martinem, „podrzuciłem” Mu kilka obecnych polskich kapel, z dużym naciskiem na post rock, który Martin osobiście bardzo ceni)

Twoja aktywność muzyczna jest rozległa i godna podziwu. Poza Face The Day angażujesz się w inne projekty muzyczne. Opowiesz nam o nich więcej?

Oprócz Face the Day, głownie jestem zaangażowany w mój metalowy zespół Mindwork. Założyliśmy go w 2007 roku i od tego czasu wydaliśmy dwa studyjne albumy – „Into the Swirl” (2009) i „Eterea” (2012), po czym nastąpiła kilkuletnia przerwa, podczas której założyłem właśnie zespół Face the Day. Dwa lata temu wznowiliśmy działalność Mindwork i nagraliśmy EPkę "Cortex", która ukazała się na początku 2021 r. Obecnie pracujemy nad trzecim albumem. Poleciłbym naszą muzykę fanom takich zespołów jak Cynic, Opeth czy Death. Można nas słuchać na stronie https://mindwork.bandcamp.com

Moim kolejnym projektem jest duet 'Martians', który stworzyłem z moim przyjacielem Martinem Spacoshem. To stricte studyjny projekt, na który spory wpływ miały takie zespoły jak Porcupine Tree czy Radiohead. Nasz debiutancki album "You Are Here" ukazał się w ubiegłym roku na CD i winylu. Jest również dostępny do odsłuchu na naszym profilu bandcamp https://martiansband.bandcamp.com

Wiem, że swego czasu to właśnie z Mindwork odbyłeś trasę koncertową po Polsce. Jakie są Twoje wspomnienia z tego okresu, jak była odbierana wasza muzyka.

Zacznę od sprecyzowania. Byliśmy co prawda na małej trasie w Polsce z Mindwork, ale to było naprawdę w dawnych czasach, co najmniej 10 lat temu. To był wtedy naprawdę duży underground, warunki nie były dla nas do końca zbyt komfortowe, ale podobało nam się. A nasza muzyka została bardzo pozytywnie odebrana na wszystkich koncertach w ramach tej małej trasy - entuzjazm polskich fanów muzyki jest niezaprzeczalny! Chętnie wróciłabym do Polski z którymś z moich projektów ponownie, bo Wy jesteście po prostu „hudební srdcaři”* ! Śmiech !

* i to jest przykład cudownego czeskiego słowa, którego nie można jednoznacznie przetłumaczyć na polski język. „Hudba” po czesku to muzyka, a „srdce” to serce. Więc równie dobrze można to zrozumieć jako „muzyczne serce” , „serca otwarte na muzykę” ale również tłumaczone to jest jako „łamacz serc” lub bardzo skrótowo i bezdusznie „meloman”.

Martinie, czy zostały Ci jakieś wspomnienia z Polski ?

Maćku, minęło już kilka dobrych lat, więc wspomnienia te nie są do końca świeże, ale jednym z najbardziej niezwykłych przeżyć był nasz nocleg w Krakowie. Jeden z członków zespołu Banisher, z którym byliśmy w trasie, studiował tam i postanowił zakwaterować nas w swoim pokoju w akademiku. Był piątek i cały akademik zamienił się wręcz w imprezowy klub, a poranny widok z okna na atrium budynku, które było całkowicie zasypane pustymi kubkami po piwie! Było to dla mnie do tej pory niespotykane! (śmiech).

Czy polska publiczność różni się od czeskiej? Jeśli tak, to na czym polega ta różnica?

Jak już podkreśliłem tym rzekomo trudnym dla Ciebie słowem „hudební srdcaři” , doprecyzowałbym tylko jeszcze, że polska publiczność okazuje swój muzyczny entuzjazm o wiele bardziej niż czeska. Zazdroszczę też wam okazałej sceny prog/art rock, która w naszym kraju praktycznie nie istnieje. W Czechach tą muzyką interesuje tak naprawdę tylko wąskie grono entuzjastów.

Ponieważ Praga jest dla mnie osobiście szczególnym miastem na świecie, nie mogę sobie odmówić pytania jak się mieszka w Pradze? Jakie są zalety i wady?

Praga to dobre miejsce do życia. To stosunkowo spokojne i niezatłoczone miasto z dobrze funkcjonującymi udogodnieniami. Pełne dobrze zachowanych zabytków i wszelakich spuścizn historycznych. Co do zalet/wad, to ciężko tak na gorąco powiedzieć... Wydaje mi się, że Praga nie różni się aż tak bardzo od innych europejskich stolic pod względem warunków życia.

Praga jest dużą atrakcją turystyczną. Przez cały czas utrzymuje się w ścisłej czołówce najchętniej odwiedzanych miast. A jakie są Twoje ulubione miejsca, Martinie?

Jeśli chodzi o kluby muzyczne, lubię „Akropolis” (aut. położony w dzielnicy Žižkov) lub „Lucerna Music Bar” (aut. będący częścią okazałego kompleksu Pałac Lucerna, mieszczącego się bardzo blisko centralnie położonego Plac Wacława - Václavské náměstí ). Mamy też wiele fajnych pubów, na przykład „U Bansethů” czy „ Vinohradský pivovar”. Jest sporo pięknych parków jak np. Reigrovy sady, Havlíčkovy sady (aut. zwane również Grébovka). No i oczywiście mnóstwo, mnóstwo architektury.

Martinie, to był zaszczyt i wielka przyjemność poznać Cię osobiście. Chciałbym za to bardzo podziękować. Co chciałbyś powiedzieć polskim słuchaczom i, mam nadzieję, fanom Face The Day?

Chciałbym z całego serca podziękować polskim słuchaczom za zainteresowanie naszą muzyką, które bardzo mile mnie zaskoczyło. Jesteście naprawdę wspaniali!!!

Dziękuję za rozmowę Martinie! (aut. uchylę tu czytelnikom i słuchaczom rąbka tajemnicy, że mamy już zaplanowane kolejne spotkanie w Pradze). I na koniec chciałbym życzyć Tobie i nam wszystkim, aby nasze kolejne spotkanie odbyło się również… przy okazji koncertu w Polsce!

Maćku, dziękuję za wsparcie i poświęcony czas. Już nie mogę się doczekać kolejnego spotkania!

MLWZ album na 15-lecie