Małoleksykonowe Drogowskazy, czyli przegląd płyt z ostatniego tygodnia

Sławek Dziennik, Małoleksykonowe Drogowskazy, czyli przegląd płyt z ostatniego tygodnia

W siódmej części Małoleksykonowych Drogowskazów pierwszy raz odczujemy zbliżające się Święta. Nie mówię tego na podstawie wszechobecnych bożonarodzeniowych atrybutów dostępnych w każdym większym markecie, a na podstawie pojawiających się płytowych wznowień i reedycji.

Tak się bowiem składa, że obserwując od lat politykę wydawniczą zarówno dużych koncernów fonograficznych, jak i niewielkich manufaktur zauważyłem, że od połowy listopada pojawiają się wielodyskowe boxy, które niejeden z fanów chciałby znaleźć pod swoją choinką. Kilka z nich dziś omówię, zwłaszcza że sygnowane są przez uznanych Artystów. A kilka innych płyt pominę, gdyż zostały lub zostaną wkrótce wspomniane na łamach MLWZ (Antimatter - A Profusion of Thought, Queen - The Miracle, Retrospective - Introvert, Soen - Atlantis, The Smashing Pumpkins - ATUM - Act I, Threshold - Dividing Lines).

17 Crash17 Crash - Stamina (18.11.2022)

Włoskie zespoły bardzo często goszczą w Małoleksykonowych Drogowskazach. Tyle, że są to zwykle zespoły progresywne, natomiast 17 Crash to band hardrockowy. Powstał w 2011 roku w Livorno i obecny album jest czwartą pozycją w jego dyskografii. Płyta rozpoczyna się melodią żywcem przeniesioną ze spaghetti westernów. Dwuminutowy wstęp zatytułowany jest „A Song for Ennio” i bez wątpienia zadedykowany jest panu Morricone. Ale tuż po nim zaczyna się ostra jazda hard'n'heavy, nie pozbawiona jednak melodyjności, harmonijnych wokali i AOR-owej przebojowości. Oczywiście nie brak też balladowych „wyciskaczy łez”. Całość dla fanów grup Crazy Lixx, Stryper czy Hardline.

Arc of LifeArc of Life - Don't Look Down (18.11.2022)

Przyznam, że debiutancki album zespołu Arc of Life (ukazał się w połowie lutego 2021) odsłuchałem tuż po premierze i tuż po tym odsłuchu zupełnie o nim zapomniałem. Kilka dni temu sięgnąłem do swoich notatek, chcąc sprawdzić czy ta muzyka na pewno gościła w moich uszach. Była, tyle że nic z niej nie zostało. Niestety, mówiąc językiem sportowym ta płyta to taka niewykorzystana szansa. A szansa na sukces była ogromna, bo zespół Arc of Life to wyborni muzycy, mający za sobą bogate kariery w topowych zespołach z szeroko pojętego progresywnego rocka. Billy Sherwood, Jon Davison, Dave Kerzner, Jay Schellen oraz Jimmy Haun to nazwiska dobrze nam znane z niejednej płytowej okładki. Ale niestety - tu raz jeszcze odniosę się do terminologii sportowej - nazwiska nie grają. Teraz jednak muzycy dali sobie (a chyba bardziej nam słuchaczom) drugą szansę i zarejestrowali materiał na nowy album. Płyta „Don't Look Down” zawiera sześć utworów. No i ten nowy album jest zdecydowanie lepszy niż debiut - nowe pomysły, znacznie więcej brzmień prog i art rockowych i wszechobecny duch Yes unoszący się nad całością. Ale to akurat zrozumiałe, gdyż aż czterech muzyków Arc Of Life występowało lub nadal występuje z zespołem Yes.

AstrosaurAstrosaur - Portals (18.11.2022)
Kiedy zerknąłem na Bandcamp zespołu z miejsca zostałem porażony niezbyt skromnym wpisem, iż Astrosaur to niedoceniany klejnot na międzynarodowej scenie heavy psychodelicznego rocka i post metalu. Nie ma jak szczerość wypowiedzi i poczucie własnej wartości. Grupa pochodzi z Oslo i do teraz miała w dorobku dwie płyty, których niestety nie znam, więc nijak nie mogę porównać nowego materiału z minionymi dokonaniami. Zespół tworzy gitarzysta Eirik Kråkenes (wspomagał na scenie m.in. Leprous), basista Steinar Glas oraz perkusista Jonatan Eikum (z Taiga Woods). Muzyka to pięć numerów łączących w sobie elementy hałaśliwej psychodelii, post-rocka, prog metalu, stoner rocka, a nawet sludge czy doom metalu. W dalszej części bandcampowego wpisu zespół wystawia sobie kolejne laurki, których już nie będę przytaczał. Najbardziej przekonuje mnie kończący album, ponad 23-minutowy „Eternal Return” - momentami łagodny, a momentami niezwykle dynamiczny utwór łączący wszystkie style prezentowane przez Astrosaur.

AvandraAvandra - Prodigal (18.11.2022)
Nie wiem, ile zespołów gra progresywny metal w Portoryko, ale mam wrażenie że Avandra robi to najlepiej. Zespół działa od 2011 roku i ich najnowsza produkcja jest czwartym krążkiem w dziejach grupy. Znam tylko poprzedni album „Skylighting” z 2020 roku. Wtedy było melodyjnie, miękko, z klasycznym wokalem i chórkami oraz z soczystymi solówkami gitary utrzymanymi także w łagodnej, wręcz śpiewnej konwencji. Teraz dostajemy muzykę momentami nieco wzmocnioną, pojawił się okazjonalny growling (ale bardzo strawny), gitara też brzmi odrobinę ostrzej. Wciąż jednak znajdujemy tu dużo melodii, także nastrojowości, spokoju oraz odrobinę elektroniki. Ciekawa płyta, która zachęciła mnie do sięgnięcia po dwa pierwsze, jeszcze mi nieznane albumy grupy.

Black SabbathBlack Sabbath - Mob Rules (Remastered and Expanded Version) (18.11.2022)

Drugi album Sabbs z Ronnie Jamesem Dio przy mikrofonie. Mniej znany i chyba jednak mniej udany od fantastycznego, wydanego rok wcześniej „Heaven and Hell”. „Mob Rules” ukazał się w listopadzie 1981 roku uzyskując w USA status złotej płyty, a w Anglii jedynie srebrnej. Później było już tylko gorzej, kolejne złote płyty przyszły dopiero wraz z pożegnalnym albumem „13”. Nowe wydanie albumu zawiera zremasterowany w 2021 roku podstawowy pakiet nagrań, kilka nowych mixów, strony B singli oraz mnóstwo nagrań koncertowych z Hammersmith Odeon w Londynie oraz z Memorial Coliseum w Portland (USA). Jeśli nie wyobrażacie sobie „Paranoid” bez Ozzy'ego warto poznać wersję z Dio i zamówić ten album na świąteczny prezent. Jest też pięknie wydana wersja winylowa.

CandlemassCandlemass - Sweet Evil Sun (18.11.2022)
Szwedzki zespół Candlemass zadebiutował w 1986 roku znakomicie przyjętym albumem „Epicus Doomicus Metallicus” uważanym do dziś za jedno z epokowych dzieł epickiego doom metalu. Większość następnych płyt trzymała dobry, równy poziom, ale zespół nękany przetasowaniami personalnymi nie potrafił już przebić sukcesów pierwszych czterech albumów. Nowa płyta nie odkrywa niczego - wciąż mamy ciężkie doomowe riffy, ale też klasyczny hard rock (utwór „Sweet Evil Sun” to taki wzmocniony Deep Purple) i silne wpływy heavy metalu. Generalnie nad wszystkim unosi się nieśmiertelny duch Black Sabbath. Żadne wielkie doomowe dzieło, ale solidny materiał który może się podobać.

Enemy EyesEnemy Eyes - History's Hand (18.11.2022)
Enemy Eyes to zespół w połowie amerykański, w połowie włoski. Znów więc zaglądamy na Półwysep Apeniński i znów nie będzie progresywnie. Podobnie jak w przypadku wspomnianego wcześniej 17 Crash będzie za to hardrockowo i heavymetalowo. To zresztą nie jest jedyna paralela, gdyż w poprzednim opisie pojawiło się porównanie muzyki 17 Crash do zespołu Hardline. Zaś od 30 lat wokalistą Hardline jest Johnny Gioeli, odpowiedzialny za... założenie Enemy Eyes. Johnny jest też wokalistą na wielu płytach niemieckiego gitarzysty Axela Rudiego Pella i kilku innych rockowych projektów. Enemy Eyes to spełnienie wizji Johnny'ego, by stworzyć nowy zespół, który połączy jego zamiłowanie do klasycznego hard rocka i europejskiego metalu. O materiale na nowej płycie sam wokalista mówi tak: „od muzyki metalowej, z którą dorastałem, po bardziej nowoczesne zespoły, takie jak Breaking Benjamin, Volbeat, Architects”. No dobrze, a skąd ten Półwysep Apeniński we wstępie? Otóż w zespole na basie i klawiszach gra Alessandro Del Vecchio (Hardline, Place Vendome, Bonfire) oraz perkusista Fabio Alessandrini (Annihilator). Skład uzupełnia „anonimowy” Marcos Rodrigues na gitarze.

GaupaGaupa - Myriad (18.11.2022)

O ile pierwsza płyta szwedzkiego zespołu Gaupa zatytułowana „Feberdrom” nie zostawiła większego śladu w mojej pamięci, o tyle nowa już od samego początku sprawia znacznie lepsze wrażenie. Grupa pochodzi z Falun i gra specyficzną mieszankę stoner rocka i rocka alternatywnego, z odczuwalnym wpływem brzmień psychodelicznych, doom metalu a nawet folku. Ozdobą jest wokalistka Emma Naslund obdarzona hipnotyzującym, niezwykle energetycznym wokalem. W porównaniu do debiutu otrzymujemy znacznie bardziej intensywny, obdarzony kilkoma niezłymi riffami materiał który sprawia, że słuchanie albumu nie nuży, a nawet może stać się bardzo interesujące.


Jimi HendrixJimi Hendrix - Los Angeles Forum - April 26, 1969 (18.11.2022)
Album nagrany podczas jednego z koncertów ostatniej trasy Jimi Hendrix Experience po Ameryce Północnej - w składzie oczywiście Jimi, Noel Redding i Mitch Mitchell. Był to czas nieskrywanych konfliktów między gitarzystą i Noelem, w rezultacie czego latem 1969 roku Redding opuścił kolegów i wrócił do Anglii wiążąc się z zespołem Fat Matress. Materiał z tego występu dostępny był na niezliczonej ilości bootlegów, a teraz fani dostają w prezencie kompletny występ o solidnie poprawionym dźwięku. Wśród utworów takie perły jak „Purple Haze”, „Sunshine of Your Love” czy „Voodoo Child”. Pięknie wydany podwójny winyl też zapewne wielu chętnie przygarnie na świąteczny prezent.

KissKiss - Creatures of the Night (18.11.2022)
Dziesiąty studyjny album Kiss oryginalnie został wydany w 1982 roku. Był ostatnim albumem nagranym dla firmy Casablanca i pierwszym, gdzie pojawia się gitarzysta Vinnie Vincent. Album charakteryzuje się ciężkim brzmieniem, a chwilami dostajemy nawet nieco nieśmiałe fragmenty heavy metalowe (ballada „I Still Love You”). Teraz do ręki fanów trafia wzbogacona edycja tej płyty. Drugi dysk zawiera 16 dodatkowych utworów - wersje demo i instrumentalne, utwory odrzucone, oraz kilka nagrań koncertowych z lat 1982-83. Rzecz dla najwierniejszych sympatyków zespołu.

Reale Accademia di MusicaReale Accademia di Musica - Lame di Luce (18.11.2022)

Włoski zespół, który zadebiutował w 1972 roku albumem o takim samym tytule jak nazwa. I to była bardzo dobra płyta, charakterystyczna dla włoskiego progowego grania tamtych lat. Później zespół zrobił sobie bardzo długą przerwę, by wrócić w 2008 roku albumem „Il linguaggio delle cose”. Skład oczywiście wyraźnie różni się od tego z czasów debiutu, dziś jest to tylko gitarzysta i wokalista Pericle Sponzilli. Główne wokale wykonuje teraz Erica Savastani. Mówiąc o tworzeniu materiału na nowy album Pericle powiedział „nasza muzyka szanuje przeszłość, ale sięgamy też po nowe, bardziej współczesne brzmienia”. No i jest na tej płycie dużo współczesnego popu, nieco piosenkowego (ale wciąż ambitnego) i niestety tylko trochę klasycznego progresu. Jak na przykład w utworze „Incontri” kiedy to na chwile obowiązki głównego wokalisty przejmuje Sponzilli - od razu dostajemy zdecydowanie lepszy, bardziej progresywny produkt. Obawiam się, że dawni fani mogą nie zaakceptować jednak całości, a o pozyskanie nowych będzie niezwykle trudno.

SammalSammal - Aika Laulaa (18.11.2022)
Sammal to fiński projekt muzyczny, który narodził się w Turku w 2007 roku. Początkowo współtworzyli go wokalista Janu Kiviniemi, gitarzysta Jura Salmi, perkusista Tuomas Karivaara, basista Lasse Ilano i grający na organach Hammonda Juhani Laine. Pierwszy album „Sammal” wydali w 2013 roku zgrabnie łącząc progresywne brzmienia lat 70. z melancholijnymi, depresyjnymi pejzażami dźwiękowymi właściwymi dla wielu wykonawców ze Skandynawii. Nowy album nagrało tylko trzech pierwszych wymienionych muzyków, a gościnnie wspomaga ich na basie Ami Kajan. Muzyka stała się nieco bardziej psychodeliczna, trochę chropowata na co wpływ ma lekko sfuzzowana gitara. Jura Salmi - główny kompozytor materiału na nowa płytę twierdzi, że wśród inspiracji byli m.in. Bo Hansson, Type O Negative czy Iron Butterfly.


udoU.D.O. - The Legacy (Best Of) (18.11.2022)
Kolejna ciekawa propozycja prezentowa dla tych, którzy nie mają potrzeby postawienia na półce wszystkich albumów Udo Dirkschneidera, ale z chęcią posłuchają jego najlepszych numerów zebranych i wydanych na dwóch krążkach. 33 kawałki muzyka, który kojarzony jest z najlepszymi latami zespołu Accept (któż z nas nie zna „Metal Heart” z wplecionym motywem z „Für Elise” Beethovena). Składankowy album zawiera utwory ze wszystkich płyt formacji U.D.O. oraz na okrasę cztery nowe, dotychczas niepublikowane kawałki. Niestety, jak na razie brak wersji winylowej.

MLWZ album na 15-lecie