Pymlico - Directions

Artur Chachlowski,

ImageW ubiegłym roku były inspiracje (album „Inspirations” omawialiśmy tutaj), w tym roku mamy nowe kierunki. „Directions” to drugi album w dorobku norweskiego multiinstrumentalisty Arilda Brøtera.

Ten młody artysta zainspirowany jest dorobkiem tuzów progresywnego rocka, a także innych, choć wcale nie tak odległych gatunków, jak muzyka filmowa, fusion czy ambitny pop rock. Na firmowanym nazwą Pymlico albumie „Directions” znajdujemy 55 minut instrumentalnej muzyki podzielonej na 6 utworów. Dwa z nich to kilkunastominutowe suity, pozostałe trwają po 5-6 minut. Na poprzedniej płycie Brøtera wspomagało kilkunastu muzyków, tym razem otoczył się on bardziej zwartą gromadką, którą śmiało można by nazwać „grupą” towarzyszącą naszemu bohaterowi we wszystkich utworach. Jej trzon tworzą: Mads Tuinnereim Horn, Mattias Krohn Nielsen i Geir-Anders Haugen (wszyscy na gitarach), Øyvind Brøter (organy Hammonda, fortepian), Julie Falkevig Tugevåg (fortepian), Fredrik Sydow Hage (saksofon) i Karoline Torkildsen (flety).

Drugi album często okazuje się najtrudniejszym dla początkującego artysty. Szczególnie gdy debiut był powszechnie uznany za płytę udaną. Tak było przecież w przypadku „Inspirations”. Co zatem mogę powiedzieć o najnowszym krążku projektu Pymlico? Chyba tylko tyle, że to rzecz chyba jeszcze bardziej udana, jeszcze bardziej epicka, jeszcze bardziej wszechstronna i jeszcze wspanialsza niż album sprzed roku. Nigdy nie ukrywałem faktu, że nie jestem wielkim zwolennikiem muzyki instrumentalnej. Z reguły doszukuję się w niej wolnej przestrzeni, którą mógłby wypełnić dobry wokal. I tak jest też w przypadku Pymlico. Ale album „Directions” to jedna z niewielu instrumentalnych płyt, którą akceptuję bez szemrania. Tu wokal nie jest konieczny. Arild Brøter i spółka grają tak precyzyjnie, melodyjnie i z takim rozmachem, że słucha się tej muzyki z otwartymi z zachwytu ustami.

Gdy sięgniecie po tej album, do czego serdecznie Was namawiam, usłyszycie echa twórczości Pink Floyd, The Alan Parsons Project, Pendragon (ach te solówki grane na gitarze!) oraz Steve’a Hacketta (szczególnie gdyby wsłuchać się w pierwszą stronę winylowej płyty „Voyage Of The Acolyte” – takie klimaty dominują na „Directions”).

Nowy album Pymlico zawiera piękną, przestrzenną i bardzo plastyczną muzykę. To rzecz z gatunku epickich dzieł ilustracyjnych, ale trochę wzbraniałbym się przed tym ostatnim określeniem, gdyż nie jest to ten typ twórczości, który mógłby brzęczeć sobie gdzieś w głębokim tle, w windzie, czy – nie daj Boże – w supermarkecie. O, nie! To zdecydowanie bardziej ambitne i chwytające za serce dźwięki.

Na swojej pierwszej płycie Arild Brøter szukał Inspiracji. Na drugiej znalazł Kierunki. Proponuję by trzeci album Pymlico nosił tytuł  „Success”.

MLWZ album na 15-lecie