Gazpacho - Night

Artur Chachlowski,

ImageTo jedna z najbardziej zaskakujących płyt ostatnich miesięcy. I to zaskakująca w zdecydowanie pozytywny sposób. Znam w całości dotychczasowy dorobek tej norweskiej grupy i powiem szczerze, że nie spodziewałem się, że jej czwarty album będzie aż tak dobry. Zespół Gazpacho zaskoczył przede wszystkim nowatorskim podejściem do tworzonej przez siebie muzyki. Płyta „Night” nie jest kolekcją krótkich piosenek, jak to było w przypadku poprzednich albumów, a jednym długim trwającym ponad 50 minut utworem, podzielonym formalnie na 5 połączonych ze sobą części. „Night” jest bardzo atmosferycznym wydawnictwem, na którym w głównej roli występuje niesamowity klimat i wciągający nastrój. Choć pięknych melodii też na nim nie brakuje. Zespół postawił na długie partie instrumentalne, często stylizowane na muzykę poważną. Szczególnie sam koniec płyty oraz kilkadziesiąt sekund muzyki w utworze „Dream Of Stone” zasługują niemalże na miano prawdziwego arcydzieła „muzyki klasycznej”. Duża w tym zasługa gościnnie występującego na płycie skrzypka Mikaela Kromera. Jego instrumentalne partie upodabniają muzykę Gazpacho do filmowych sekwencji Komedy, Kilara, czy Morricone. Ale te „klasyczne” partie to zaledwie swoisty ozdobnik na płycie „Night”. W przeważającej mierze muzyka na tym albumie ma jednak charakterystyczny atmosferyczny posmak. Przywołałbym tu klimaty znane z płyty „Colour Of Spring” grupy Talk Talk, odwołałbym się do atmosfery pamiętnej kompozycji „This Is The 21st Century” grupy Marillion, porównałbym klimat całości albumu do produkcji spod znaku Radiohead, Muse, czy natchnionych i spokojnych kompozycji Porcupine Tree. Z kolei głos Jana Henryka Ohme’a przypomina mi w dużej mierze samego Steve’a Hogartha, a po części też Thoma Yorke’a, Marka Hollisa, a nawet Mortena Harketa z grupy A-Ha.

Płyty „Night” powinno słuchać się wyłącznie w całości. Muzyka grupy Gazpacho dociera do zmysłów powoli i nieśpiesznie, oddziałuje na słuchacza jak narkotyk, wciąga, wabi i zachwyca. Czaruje swoim niesamowitym klimatem i świetnym wykonaniem. Zespół gra na jakimś przedziwnym, zachwycającym luzie, nigdzie się nie śpieszy, umiejętnie dawkuje cudowne dźwięki, co powoduje, że z każdym kolejnym przesłuchaniem album podoba się coraz bardziej. Tak, to naprawdę piękna płyta. Już nie pamiętam od jak dawna nie byłem tak pozytywnie zaskoczony. Bo przyznam szczerze, że nie takiej (czytaj: nie aż tak świetnej) płyty po grupie Gazpacho się spodziewałem.

Nie ma co ukrywać, album „Night” grupie Gazpacho udał się jak żaden z dotychczasowych. Wymieńmy zatem autorów tych wspaniałych dźwięków i twórców fantastycznej atmosfery, jaką znajdujemy na tym świetne prezentującym się wydawnictwie: Jan Henryk Ohme (v), Jon-Arne Vilbo (g), Thomas Andersen (k), Robert Johansen (dr), Kristian Torp (bg), Mikael Kromer (viol) oraz Kristian Skedsmo (flety, banjo, mandolina, didgeridoo). Brawo panowie. Spisaliście się doskonale..

MLWZ album na 15-lecie