Active Heed - Visions From Realities

Artur Chachlowski,

ImageZagadnienie przejścia pomiędzy realnym światem, a rzeczywistością „po życiu” było od zawsze przedmiotem rozważań filozofów. Było też wielokrotnie poruszane w dziełach ludzkiego umysłu, czy to w literaturze, czy w malarstwie, czy w muzyce. Także rockowej. Nie szukając daleko całkiem niedawno podobnym tematem zajął się zespół Days Between Stations na swojej płycie „In Extremis”. Dziś trzymam w ręku album „Visions From Realities” sygnowany nazwą Active Heed. Jest to studyjny projekt włoskiego muzyka i kompozytora Umberto Pagniniego. Co ciekawe, jest on autorem całego konceptu, tekstów oraz muzyki do wszystkich 15 wypełniających program albumu kompozycji, ale… nie uczestniczył on w nagraniach. By wcielić w życie swój muzyczny pomysł zebrał cenionych włoskich muzyków sesyjnych: Lorenzo „Il Magnifico” Poli (bg, g, k), Alberto „Einsteina” Callegari (zajął się miksem i masteringiem), Giovanniego Giorgi (perkusja), a także wokalistów: znanego z grup The Anabasis i Damnation Angels, Pera Frederika Åsly, który ukrywa się pod pseudonimem PelleK, Marca Coltona z zespołu Credo oraz śpiewającą panią Marit Børrensen. Z tym, że udział wymienionej na końcu dwójki jest naprawdę okazjonalny, by nie powiedzieć, że marginalny. To PelleK swoim nawiedzonym i uduchowionym głosem, przypominającym nieco, szczególnie w górnych rejestrach, Matthew Bellamy’ego, dźwiga ciężar prowadzenia głównych linii melodycznych. I robi to z powodzeniem, swoim śpiewem przykuwa uwagę, jest właściwie wszechobecny na tym albumie. Co więcej, i muszę to zdecydowanie podkreślić, jest on bardzo ważnym, o ile nie najważniejszym, ogniwem wykonawczym w przedsięwzięciu, któremu na imię Active Heed.

Koncept opowiada o bohaterze, który nazywa się Forest i który kilkakrotnie przemierza granicę pomiędzy rzeczywistością, a światem po życiu, nie mogąc zdecydować się którą drogę wybrać, by przemierzać ją po kres swoich dni. Historia ubrana jest w 15 połączonych ze sobą muzycznych tematów, które niezwykle płynnie przechodzą jedne w drugie i przenikają się wzajemnie, tworząc właściwie jedną, 50-minutową muzyczną całość. Główny bohater doświadcza całej gamy uczuć: od miłości i szczęścia po desperację, od rezygnacji po gniew, od poważnych rozważań o życiu po wesołe, pełne humoru, a nawet purnonsensu, zdarzenia (np. w jednej z piosenek komputer Foresta zainfekowany jest przez spamy i wirusy rozsyłane przez filozofa Johana Robecka (to postać autentyczna)). Poszczególne piosenki posiadają dość szerokie spektrum stylistyczne: od akustyki po metal, od progrockowych ballad po AOR, od popu po dynamiczny rock… Najciekawsze fragmenty? Mam kilku faworytów: „Every Ten Seconds Before”, „If I Will Never Be”, „Usual Plays In Heaven”. W ogóle wydaje mi się, że im dalej w las, tym… jaśniej. Im bliżej końca płyty, tym robi się bardziej interesująco.

Być może nie jest to najczystszej odmiany rock progresywny, ale ciekawy koncept połączony z dobrze skomponowaną muzyką oraz nieprzeciętnie wysokiej jakości wykonaniem (instrumentaliści oraz wiodący wokalista spisali się na medal) predysponują album „Visions From Realities” do miana płyt, które warto znać, warto o nich wiedzieć i warto od czasu do czasu do nich powracać…

MLWZ album na 15-lecie