Moon Safari - Himlabacken Vol. 1

Anna Sobótka,

ImageOd kilku miesięcy śledziłam na Facebooku informacje zamieszczane przez zespół Moon Safari dotyczące prac nad nowym albumem i z niecierpliwością oczekiwałam na najnowszą produkcję, tym bardziej, że od wydania ostatniej (studyjnej) „Lover’s End” minęły już trzy lata. Przyznam, że darzę tych Szwedów ogromną sympatią, nie tylko z powodu kunsztu muzycznego, jaki prezentują na wszystkich swoich wydawnictwach, ale przede wszystkim dlatego, że z ich utworów zawsze bije tak dużo radości i optymizmu, iż nie chce przestać się ich słuchać. To zespół obdarzony niezwykłą muzykalnością, tworzący wspaniałe wielogłosowe aranżacje wokalne i posiadający doskonałą umiejętność pisania piosenek.

Najnowsze wydawnictwo zatytułowane jest „Himlabacken Vol. 1” i znalazło się ono na półkach sklepowych 20 sierpnia 2013 roku. Tytuł ten, w wolnym tłumaczeniu na język polski, możemy przełożyć na „Niebiańskie wzgórze”. A jaki jest materiał zamieszczony na tym krążku? To, co mogę powiedzieć z całą pewnością, to fakt, że album Moon Safari brzmi jak…muzyka Moon Safari. Bowiem w mojej, i chyba nie tylko mojej opinii zespół ten prezentuje swój własny, indywidualny styl. I nawet, jeżeli słyszymy w ich kompozycjach beatlesowskie wpływy oraz takich klasyków muzyki progresywnej jak Genesis, Marillion, IQ, czy Yes, to bez wątpienia możemy powiedzieć, że styl przez nich prezentowany jest oryginalny, rozpoznawalny i w pewnym sensie unikalny.

Krążek „Himlabacken Vol. 1” zawiera osiem utworów trwających 46 minut. Otwiera go króciutkie, bo zaledwie dwuminutowe nagranie „Kids” rozpoczynające się dźwiękami utrzymanymi w marszowym rytmie i uzupełnione partiami wokalnymi. Czy to wstęp do wspaniałej uczty, która ma nas czekać później? Album ponownie udał się Szwedom wybornie, ale tym razem, nie wszystkie dania smakują wyśmienicie. Są poprawnie przyrządzone, ale tych, które można by określić słowem delicious jest jakby mniej. Na pewno na uwagę zasługuje zróżnicowana i potężna kompozycja „Mega Moon” ze znakomitymi, wielogłosowymi partiami wokalnymi i patetycznymi marszami operowymi. Nie sposób nie zauważyć „My Little Man”, krótkiej, przeuroczej akustycznej piosenki o miłości ojca do syna. Z kolei „Diamonds” to utwór będący prawdziwą ucztą dla progrockowego ucha, zawierającym wzruszające, syntezatorowe i pełne wdzięku miękkie melodie, połączone tanecznym rytmem. Prawdziwą wisienką na torcie jest natomiast zamykająca to wydawnictwo, trwająca dziewięć i pół minuty suita „Sugar Band”. Rozpoczyna się ona musicalowym wstępem, nabierając powoli tempa, by przejść w swingująco - taneczne rytmy. Przepięknie zaaranżowane wariacje klawiszowe, nienachalne, ale wyraziste gitary i wreszcie znakomite harmonie wokalne powodują, że od tych różnorodności kręci nam się w głowie. Jest jeszcze jedno nagranie, o którym chcę napisać kilka słów. To „Red Blues White”, które ewidentnie inspirowane jest twórczością The Flower Kings, i to do tego stopnia, iż mamy wrażenie, że słuchamy utworu Kwiatowych Królów z albumu „Adam & Eve”, a zatytułowanego „Cosmic Circus”. Zresztą posłuchajcie Państwo sami.

Podsumowując, „Himlabacken Vol. 1” to bardzo solidny album. Po raz kolejny możemy przekonać się, że został stworzony przez muzyków obdarzonych niezwykłym talentem i prezentujących prawdziwy kunszt muzyczny. To produkcja przepełniona znakomitymi wokalami (to już staje się normą, jak i znakiem rozpoznawczym Moon Safari), ale również pięknymi dźwiękami klawiszy i gitar. Nie brakuje też na niej symfonicznego przepychu. Tradycyjnie zrealizowana jest na najwyższym poziomie. Podoba mi się ta płyta, ale... wydawnictwo „Lover’s End” podobało mi się bardziej.
MLWZ album na 15-lecie