Walfad - Ab Ovo

Paweł Świrek,

ImageZespół WALFAD (skrót od We Are Looking For A Drummer) powstał w 2011 roku. Album „Ab ovo” jest ich debiutem. W przeciwieństwie do większości zespołów z kręgów artrockowych, WALFAD śpiewa swoje kompozycje w języku polskim. Nagrany w krakowskim studiu Lynx Music materiał "Ab Ovo" jest albumem koncepcyjnym opowiadającym o historii młodego człowieka ze Śląska, który przebywa długą drogę ku dorosłości. Po rozczarowaniach życiowych rezygnuje z marzeń i podejmuje pracę w kopalni.

Na szczególną uwagę zasługuje osobowość wokalisty. Wojciech Ciuraj, będący jednocześnie autorem poetyckich tekstów, ma głos pasujący bardziej do innych rodzajów muzyki niż prog rock. Ale ten jego młodzieńczy, nienaznaczony jeszcze czasem, a przy tym pełen ekspresji wokal znakomicie wkomponowuje się w pozostałe instrumenty. Płytę w udany sposób otwiera utwór „Noc Kupały”. Kompozycja po prostu powala, ale niepotrzebnie w ostatniej minucie następuje gwałtowny zwrot akcji i całość zaczyna sprawiać wrażenie zlepku dwóch różnych fragmentów muzycznych. Moim zdaniem zespół nie powinien tej zmiany wprowadzać, tylko dokończyć kompozycję w podobnej stylistyce, dogrywając refren na koniec utworu. Ale to jest tylko moja uwaga, być może zamysł ten był założony i uzasadniony biegiem akcji. W podobnym duchu, jak końcówka „Nocy Kupały, rozpoczyna się kolejna kompozycja – „Giewont”. Ale ta kompozycja nie jest aż tak porywająca, choć w sumie słucha się jej z przyjemnością. Momentami wybrzmiewają w niej jeszcze echa poprzedniego nagrania. Także i tym razem mamy zmianę stylistyki utworu, lecz ta zmiana następuje bardziej płynnie w porównaniu do „Nocy Kupały”. „Snusmumriken” to nastrojowa kompozycja, ale także i w niej słychać nagłą zmianę brzmienia i stylistyki w samym środku kompozycji. Sprawia to wrażenie wydłużania tego utworu niejako na siłę. Dużo piękna mamy w utworze „Megi”. Sam tytuł już sugeruje imię dziewczyny, w której zakochał się główny bohater opowieści. Jest to kolejny mocny punkt płyty. Zaraz po nim znalazło się miejsce na kilka bardziej rozbudowanych kompozycji. Najpierw „Mój kosmos nie żyje” - kolejna ciekawa pozycja z przejmującym tekstem. Na uwagę zasługują ciekawe solówki gitarowe oraz równa, finezyjna gra sekcji rytmicznej. Można się tu śmiało pokusić o mały powrót w lata 70., konkretnie w złote czasy dla space rocka. Ta prawie siedmiominutowa kompozycja ani przez moment nie nuży, co dowodzi, iż muzycy naprawdę się postarali. „Pociągi” to nieco lunatyczna ballada o dość dramatycznym tekście. Gdy uważnie się wsłuchać, można się tu dopatrzeć pewnych wpływów Pink Floyd z okresu płyty „Animals”. Można też mieć skojarzenia z inną polską grupą, która parę lat temu przepadła bez wieści – Openspace, ale tylko ze względu na pewne rozwiązania melodyczne. Po raz kolejny można znaleźć w środku utworu pojawiające się nagle fragmenty muzyki, które pozornie zupełnie nie pasują do całej kompozycji, przez co znowu można odnieść wrażenie, że całość nagle przestaje się kleić. Zastanawiam się, może nie trzeba było tworzyć kolejnego ośmiominutowego kolosa, tylko skrócić to nagranie o kilka minut? Z pewnością byłoby ono wtedy znacznie mocniejsze. „2013” to kolejna rozbudowana kompozycja, której tytuł okazuje się być zbieżny z rokiem wydania płyty. To ważny moment opowieści, nasz bohater w tymże roku postanowił odmienić swe życie podejmując pracę w kopalni. Tu także mamy do czynienia z rozbudowanym formalnie utworem, w którym naprawdę wiele się dzieje. Dzieje się wiele dobrego. Można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z minisuitą. Nawet drobne ciągotki w stronę muzyki pop nie drażnią słuchacza, chociaż – powiem to po raz kolejny - wydłużanie utworu w końcowych sekcjach niekoniecznie jest udanym pomysłem. Płytę kończy utwór „Kwiaty na hałdzie”. Powraca piękny motyw z początku płyty i takim oto sposobem całość zostaje spięta klamrą. Aż się za chwilę chce ponownie włączyć płytę od początku.

Reasumując, „Ab Ovo” to niewątpliwie ciekawy debiut, ale niektóre niedociągnięcia kompozytorskie oraz nieco koślawe teksty mogą razić, co sprawia, że płyta traci swoistą spójność i naturalną siłę swojego przekazu. Myślę, że z czasem zespół WALFAD pozbędzie się tych mankamentów i kolejne płyty będą bardziej spójne. Uważam, że już teraz warto zwrócić uwagę na liczne pozytywy. Na przykład dużym plusem są polskojęzyczne teksty w czasach, gdy większość artystów z tych kręgów śpiewa przeważnie po angielsku. Słychać wyraźnie, że w zespole panuje dobra energia, że muzycy przejawiają młodzieńczy entuzjazm. Na pewno warto dać grupie WALFAD szansę i na pewno warto sięgnąć po jej debiutancką płytę.

MLWZ album na 15-lecie