Boston - Life, Love & Hope

Artur Chachlowski,

ImageRok 2013 jest nieprzewidywalny. I to nie tylko ze względu na traktowaną przez wielu za pechową trzynastkę, która według pesymistów sprawiła, że zdarzyły się rzeczy nieprzyjemne (jak chociażby niedawna śmierć Lou Reeda), ale też i dlatego, że spotkało nas kilka bardzo miłych niespodzianek. Któż by przypuszczał, że w tym roku sir Paul McCartney uraczy nas wspaniałą płytą „New”, że do czynnego życia powróci zespół Camel, no i że amerykańska, legendarna grupa Boston po ponad dziesięcioletniej przerwie wyda album z premierowym materiałem?

No właśnie, 6 grudnia, w szczycie przedświątecznego szału zakupowego na półki sklepowe trafi album zatytułowany „Life, Love & Hope”. To powrót w iście amerykańskim stylu. Za ściśle sprecyzowaną datą premiery oraz zgodną ze wszelkimi prawidłami marketingu bezbłędną kampanią reklamową, która nie może zaowocować niczym innym, jak ogromnym sukcesem komercyjnym. Ile będzie w Ameryce, gdzie zespół cieszy się największą popularnością, ale i też i na całym świecie choinek, pod którymi obdarowani znajdą pięknie wydany nowy album Bostonu. Tysiące? Setki tysięcy? Miliony? Jeszcze przed oficjalną premierą płyta ta jest skazana na sukces na przeogromną skalę.

I to nie tylko dlatego, ze stęsknieni muzyki Toma Scholza fani siłą rozpędu popędzą do sklepów płytowych, ale głównie dlatego, że „Life, Love & Hope” to po prostu dobra płyta. Bez niepotrzebnych wolt stylistycznych, bez pogoni za nowinkami, utrzymana w stylu poprzednich, doskonale sprzedających się (warto wiedzieć, że wydany w 1976 roku album jest do dziś numerem 1 wśród najlepiej sprzedanych debiutanckich płyt z muzyką rockową) albumów tego zespołu. Boston AD 2013 prawie niczym nie zaskakuje, no może poza tym, że w ogóle na rynku ukazuje się nowy album tego zespołu. Jest on dokładnie taki, jaki można sobie wyobrazić i wymarzyć.

Ale jest jednak na płycie „Life, Love & Hope” coś zaskakującego. Otóż, choć nie odbiło się to ani na jotę na brzmieniu, warto wiedzieć, że Boston to dziś zespół jednego człowieka. Praktycznie we wszystkich utworach na wszystkich instrumentach gra Tom Scholz (tylko w nagraniu tytułowym słyszymy gitarzystę Gary’ego Pihla, w „Someday” na harmonijce gra Curly Smith, a w „You Gave Up On Love (2.0)” na flecie Kimberley Dahme). Wzorem poprzedniej, wydanej – trudno w to uwierzyć – aż 11 lat temu płyty „Corporate America” w grupie Boston można usłyszeć wielu wokalistów: Davida Victora, Tommy DeCarlo, Kimberley Dahme, a także samego Toma Scholza. Śpiewa on w bardzo osobistej balladzie „Love Got Away”. W trzech utworach śpiewa też oryginalny i nieżyjący już od 2007 roku wokalista – Brad Delp. I właśnie wykonywane przez niego piosenki należą do najlepszych na płycie. „Didn’t Mean To Fall In Love” i „Someone” to nowe wersje utworów znanych już z „Corporate America”, a na miano stuprocentowo premierowego zasługuje „Sail Away”, który wydaje się zarazem – dzięki delikatnie rapowanym partiom – najnowocześniej brzmiącym nagraniem w tym zestawie.

A jest ich w sumie na „Life, Love & Hope” aż 12. Tom Scholz: „Wszystkie te piosenki płyną prosto z serca, każda z nich zabrała mi kilka miesięcy życia, a wszystko to po to, by każda spełniała najwyższe standardy, które niesie za sobą marka Boston. Dlatego wszystkie, bez żadnego wyjątku, zostały nagrane na starym analogowym sprzęcie, którego Boston używał od początku swojego istnienia”.

To prawda, Scholz nie należy do artystów pracujących szybko. Woli raczej cyzelować, dopieszczać i dbać o szczegóły swoich kompozycji. Dlatego nie dziwmy się, że na nowe nagrania trzeba było tak długo czekać. Ale z ręką na sercu powiem tak: gdyby na kolejną płytę grupy Boston przyszło mi czekać znowu 11 lat, a miałaby ona być równie dobra, równie „klasyczna” i równie fantastyczna w odbiorze, co „Life, Love & Hope”, to warto. Bo dawno nie czułem takiej autentycznej radości jak teraz, gdy po wielu latach przerwy po raz pierwszy wysłuchałem nowych nagrań Bostonu. Już od pierwszego razu serce zabiło mi mocno, a przy każdym kolejnym uczucie zadowolenia tylko narastało. Taki jest ten nowy album grupy Boston. 

MLWZ album na 15-lecie
On Air