D Project

And You And I - Rise

Artur Chachlowski,

ImageNowojorski kwartet And You And I zadebiutował w ubiegłym roku albumem zatytułowanym „Rise”. Nazwa zespołu może być odrobinę myląca, gdyż akurat w muzyce Amerykanów niewiele jest śladów po symfoniczno-rockowych dźwiękach grupy Yes („And You And I” to jeden z dwóch utworów wypełniających stronę B wydanego w 1972 roku klasycznego longplaya „Close To The Edge”). Nowojorczycy grają żywiołowego rocka, owszem z pewnymi elementami prog rocka, ale powiedzieć o ich muzyce „artrockowa” byłoby sporą przesadą.

Nie znaczy to wcale, że proponowane przez And You And I dźwięki nie zainteresują Czytelników naszego portalu. Myślę, że warto zwrócić na ten zespół uwagę, a że tu i ówdzie album „Rise” zbiera (zasłużenie) ciepłe opinie, to właśnie dlatego niesiemy Wam kaganek oświaty w postaci dzisiejszego omówienia tego krążka.

Zawiera on 10 nagrań, które trwają łącznie 46 minut. Już to daje obraz z jakiego rodzaju utworami mamy tu do czynienia. Żaden z nich nie wykracza poza pięciominutowe ramy, a większość z nich to osadzone na rytmicznych gitarowych riffach klasycznie skrojone rockowe piosenki. Czasem pojawia się tu trochę brzmień funk (jak w rozpoczynającym płytę nagraniu „I Refuse”), dużo tu elementów amerykańskiego rocka („Been Travelin’”, „Point Of View”, „Secrets”) i akurat tu wcale nie jest najlepiej, jeżeli chodzi o potencjalne zainteresowanie słuchacza. Ciekawiej robi się, gdy zespół odważniej wprowadza pewne elementy progresywnego rocka. Jest tak np. w kompozycji tytułowej czy w „Armored Soul”. W „Smooth Sailing” na chwilę pojawia się nawet melotron, co od razu przykuwa uwagę niczym magnes. W tym samym nagraniu pojawia się też żeński wokal (Brit Presley), który w połączeniu z głosem śpiewającego klawiszowca (i głównego kompozytora), Erica Grossartha, tworzy harmonie przypominające odrobinę styl grupy Mr. So & So. Zresztą końcówka płyty jeszcze bardziej przynosi podobne skojarzenia. Gdybym nie wiedział i gdyby ktoś mnie znienacka spytał „kto to gra?”, bez wahania odparłbym, że to właśnie Mr. So & So.

Tak więc, jeżeli ktoś lubi podobną stylistykę, jeżeli komuś nie przesadza de facto brak epickich momentów i dłuższych partii instrumentalnych, a z drugiej strony – ceni sobie zwięzłość artystycznej wypowiedzi oraz po prostu dobre gitarowe rockowe granie, temu bez żadnego wahania polecam to wydawnictwo. 

MLWZ album na 15-lecie
On Air