Magnus, Nick - N'monix

Artur Chachlowski,

ImageKim jest Nick Magnus, tego oddanym fanom progresywnego rocka nie muszę wyjaśniać. Niezorientowanych odsyłam do recenzji poprzedniej płyty tego artysty „Children Of Another God”, którą opublikowałem na naszym portalu równo cztery lata temu.

Nakładem wytwórni Esoteric Antenna ukazał się właśnie nowy album Nicka Magnusa. Jego tytuł to „N’monix”, co jest pewnego rodzaju wariacją na temat angielskiego słowa „mnemonics”, które oznacza tak uwielbiany przez Anglosasów system mechanicznego zapamiętywania pewnych pojęć za pomocą ich inicjałów. Na przykład, by zapamiętać kolejność kolorów tęczy (z angielska: Red, Orange, Yellow, Green, Blue, Indigo, Violet) bierze się pierwsze litery każdego słowa – w tym wypadku ROYGBIV – i układa się zdanie, np. „Richard Of York Gave Battle In Vein” (Richard z Yorku rozpoczął bitwę na próżno – przyp. autora). Wyrażenie z reguły nie ma logicznego sensu, ale niewątpliwie ułatwia zapamiętywanie dłuższych list i pojęć. Ma to wszystko związek z samym konceptem nowego albumu Magnusa, który ogólnie rzecz biorąc, dotyczy tematu czasu i pamięci. Aż trzy utwory na płycie są zainspirowane takimi „mnemonikami”. Przykład kolorów tęczy znajduje odzwierciedlenie w kompozycji „Kombat Kid”, w której poznajemy historię bujającego w obłokach chłopaka uzależnionego od gier wideo. Z kolei w „Eminent Victorians” rzeczonym mnemonikiem jest fraza „Can Victoria Eat Cold Apple Pie?”, której inicjały pomagają zapamiętać nazwy siedmiu wzgórz, na których położony jest Rzym, a w „Headcase” mnemonik „Old People From Texas Eat Spiders” pomaga w zapamiętaniu nazw sześciu kości ludzkiej czaszki.

To tyle teorii dotyczącej nowej płyty Magnusa. Teraz o samej muzyce. Ale najpierw o wykonawcach. Bo do nagrania albumu „N’monix” Nick zaprosił szacowne grono renomowanych gości. Tym najważniejszym jest wieloletni przyjaciel i współpracownik naszego bohatera, mistrz progresywno-rockowej gitary, sam Steve Hackett. Gra on w trzech spośród ośmiu utworów na płycie i… wyraźnie słychać, że to właśnie on. Ponadto występują tu także znani z wcześniejszej współpracy z Magnusem wokaliści Tony Patterson i Pete Hicks, śpiewaczka operowa Kate Faber (jej wspaniały sopran słychać w utworze „Memory”) oraz nadworny hackettowski saksofonista, Rob Townsend. No i jest jeszcze wisienka na tym torcie w postaci wokalnego udziału Tima Bownessa, który śpiewa (genialnie!) w (równie genialnym!) utworze „Broken”. To zdecydowanie najpiękniejszy i chyba najważniejszy punkt programu całego albumu. Choć tak naprawdę, każda z ośmiu wypełniających go piosenek (właściwie to siedmiu, bo jedna z nich to krótki, niespełna trzyminutowy, instrumentalny temat „Shadowland” będący prawdziwym popisem duetu Magnus - Hackett) to rzecz z wysokiej progrockowej półki.

Płyta utrzymana jest w marzycielskim i spokojnym klimacie. Produkcja jest bezbłędna, wręcz perfekcyjna, każdy pojedynczy dźwięk ma tu swoje miejsce i uzasadnienie. Mnóstwo jest tu ładnych melodii i właściwie każdy utwór ma szansę spodobać się odbiorcy wrażliwemu na piękno i potrafiącemu docenić romantyczną naturę muzyki. A już sympatycy brzmienia Genesis z drugiej połowy lat 70. będą z pewnością wniebowzięci. Szczególnie ci najbardziej stęsknieni za dawno niesłyszanym ciepłym, wysmakowanym brzmieniem syntezatorów a’la Tony Banks.

„N’monix” to album, do którego będę często powracał. Bo to po prostu świetna płyta. Dziękuję, Nick, za tak wspaniałą muzykę. Nareszcie coś się dzieje w tym, póki co – pisze to z żalem - wyjątkowo nudnym muzycznie 2014 roku.,.

MLWZ album na 15-lecie