Gee, Peter - A Vision of Angels

Artur Chachlowski,
ImageJuż po raz drugi ten basista, a zarazem członek dobrze znanej wszystkim czytelnikom tej rubryki grupy Pendragon przypomina się publiczności swoim albumem solowym. Przed czterema laty wydał on płytę „Heart Of David”, na której towarzyszyło mu spore grono muzycznych przyjaciół. Takie nazwiska, jak Nick Barrett, Clive Nolan, Fudge Smith, Rik Carter, Karl Groom, Paul Wilson, Uwe d’Rose, Nigel Harris, Tracy Hitchings, czy Richard West mówią wiele tym wszystkim, którzy choć trochę interesują się rockiem progresywnym. Umiejętność zgromadzenia wokół siebie tak szacownych postaci mówi jakby całą prawdę o osobowości Petera Gee. Jego niezwykłej życzliwości, niesamowitego ciepła, otwartej postawy, zrozumienia dla potrzeb innych ludzi. Za tymi cechami idzie cała życiowa postawa tego muzyka. Znany jest on z licznych akcji charytatywnych i związków z instytucjami niosącymi pomoc potrzebującym. A takich ludzi nie brakuje przecież na świecie. Na szczęście nie brakuje też takich jak sam Peter Gee. Na szczęście znajduje on czas także i na swoją muzykę, którą przynosi niekłamaną radość tysiącom oddanych fanów. Spokój, prostota, majestat, niekiedy wręcz patos, wspaniałe melodie i niepowtarzalnie ciepły klimat poszczególnych kompozycji - to kolejne cegiełki mówiące prawdę tym razem o muzycznej osobowości tej ciekawej postaci. Nic dziwnego, że nikt nie odmawia mu muzycznego wsparcia na jego solowych płytach. Tak jest i na nowym, wydanym w kwietniu albumie „A Vision Of Angels”. Nie dość, że sam Peter Gee gra nie tylko na basie, ale i na gitarach oraz instrumentach klawiszowych, to znów pośród rozlicznych instrumentalistów, których usłyszeć można na tym wydawnictwie znajdujemy wielkie progresywne nazwiska. Przede wszystkim na płycie tej grają Clive Nolan i Nick Barrett, czyli koledzy Petera z macierzystej formacji Pendragon. Ponadto Steve Christey z zespołu Jadis na perkusji, Ian Salmon z Shadowland na gitarach, no i oczywiście Simon Clew - na codzień wokalista grupy A Million Blues. Nazwiska, które gwarantują sukces. Bo bez wątpienia solowa płyta Petera Gee to album wspaniały. Rozpoczyna się on od 10-cio minutowej kompozycji „Always”, która z minuty na minutę z przebojowego utworu o chwytliwym refrenie przeradza się w rozkołysaną balladę z pewnymi elementami fusion w stylu Santany, czy Steely Dan. Zaraz po nim następuje bardzo genesisowski utwór „Heart’s Desire” oraz chyba najpiękniejszy fragment całej płyty - kompozycja „Lost And Found”, która zdecydowanie najbliższa jest temu, co Peter robi wraz z grupą Pendragon. W ogóle prawie każda kolejna kompozycja przynosi nam na myśl pewne oczywiste muzyczne skojarzenia. W „Orphans” dzięki gitarze Nicka Barretta i wspaniałej wokalizie Tiny Riley słyszymy echa twórczości grupy Camel, a „Never Say Goodbye” do złudzenia  przypomina niektóre ballady Elvisa Costello. Dodajmy do tego jeszcze fenomenalny, rozbudowany utwór „Jordan” oraz kilka przepięknych, spokojnych gitarowych miniaturek, a będziemy mieli już pełny obraz tej doskonałej całości, jaką jest album „A Vision Of Angels”. Wypełnia go spokojna, momentami wręcz relaksująca, pełna przepięknych melodii i ciekawych rozwiązań harmonicznych muzyka. Muzyka do końca przemyślana, unosząca słuchacza na swoich anielskich skrzydłach. Muzyka doskonała na późne wieczory, ale także i na pogodne poranki, słoneczne popołudnia i nieprzespane noce, do słuchania we dwoje, lecz również i podczas szybkiej jazdy samochodem. Ciepła, optymistyczna, wspaniała i przystępna. Taka, jak cała osobowość Petera Gee.
MLWZ album na 15-lecie