Cosmograf - Capacitor

Artur Chachlowski,

Image„Capacitor” jest już piątym krążkiem Robina Armstronga wydanym pod szyldem Cosmograf. I jak się okazuje, jest kolejnym ambitnym koncept albumem z pewnym filozoficznym przesłaniem. Tym razem Armstrong przygotował nam historie o… duchach. A właściwie o duszach zmarłych towarzyszącym nam, żywym, w codziennym życiu i otaczającym nas na każdym kroku.

Punktem wyjścia całej opowieści jest udowodniona przez Einsteina zasada zachowania energii, a właściwie twierdzenie, że energia nie może być ani utworzona, ani zniszczona, może jedynie zmienić się jej forma. W takim razie co dzieje się z energią skupioną w ludzkim ciele po jego śmierci? Czy nasza dusza faktycznie waży 21 gramów? I czy możemy ją wychwycić za pomocą jakichś urządzeń? Te pytania stawia Armstrong w otwierającym płytę utworze „The Spirit Capture”. Odpowiedzi na postawione kwestie udziela hipotetyczny doktor Robert Merrill, którego asystentami w tym muzycznym eksperymencie są następujący panowie: nasz główny bohater Robin Armstrong, Nicholas D’Virgilio (perkusja), Colin Edwin (bas), Nicholas Beggs (bas, Chapman stick), Matthew Stevens (gitary), Andrew Tillison (instrumenty klawiszowe) i Steven Dunn (bas), a także wszechobecne głosy rozlicznych mediów, duchów i fantomów.

Ta dowodzona przez Armstronga bardzo mocna ekipa spisała się naprawdę znakomicie. Nie dość, że w bardzo sugestywny sposób opowiedziała klika mrocznych historii (w trakcie niektórych z wrażenia aż skóra jeży się na plecach!), to muzycznie wypadła niezwykle przekonywująco. Każdy kolejny utwór uzmysławia nam, że mamy do czynienia z produktem tyleż finezyjnym, co nietuzinkowym. Właściwie im dalej w las (nomen omen finałowy utwór zatytułowany jest „Stuck In The Wood” i mówi o tym, że dusze zmarłych zaklęte są w drzewach), tym lepiej i ciekawiej. Począwszy od wspomnianego już openera „The Spirit Capture” poprzez wybranego na pierwszego singla (teledysk można obejrzeć na Youtube pod tym linkiem) „The Fear Created” oraz dwa pobudzające wyobraźnię tematy „The Reaper’s Song” i „The Drover” jesteśmy wciągnięci w mroczny świat monumentalnych muzycznych opowieści. Stylowych, wysmakowanych i przejmujących. A do tego, z obiektywnego punktu widzenia, niezwykle udanych. Ale najlepsze i tak dopiero przed nami. Trzy kończące płytę kompozycje: „White Car”, „The Ghost Gets Made” i „Stuck In The Wood” to prawdziwe artrockowe majstersztyki. Podczas słuchania ręce same składają się do oklasków.

Muzyka na płycie „Capacitor” jest monumentalna, epicka, chwytająca za serce, a do tego niesamowicie sugestywna. Słucha się jej znakomicie. W powietrzu gdzieś czają się duchy (!) twórczości Pink Floyd, Eloy, Genesis… Warto sięgnąć po ten album. Jeżeli znacie wcześniejszy dorobek Armstronga i jego Cosmografu, nie będziecie rozczarowani. Jeżeli spotykacie się z jego muzyką po raz pierwszy, dzięki płycie „Capacitor” dokonacie zapewne własnego, prywatnego wielkiego muzycznego odkrycia…

MLWZ album na 15-lecie