Kruk - Be4ore

Andrzej Barwicki,

ImageIlekroć słucham muzyki zespołu Kruk przypominają mi się koncerty Uriah Heep czy Deep Purple, przed którymi występował na scenie. Wydaje mi się, że jego muzyka jest w jakiś magiczny sposób ściśle powiązana z tymi historycznymi kapelami i jest mostem łączącym hardrockowe tradycje z nowoczesnym brzmieniem. Budowanie swoich kompozycji na tak solidnych fundamentach jest nie lada wyzwaniem kompozytorskim, ale Kruk przykłada się do tego solidnie, co udowodnił na niejednym albumie studyjnym (zapraszamy do lektury naszych małoleksykonowych recenzji poprzednich płyt Kruka: „Before He’ll Kill You” (2009) oraz „Be 3” (2012)) czy spektakularnymi występami na żywo.

Najnowszy krążek zespołu zatytułowany jest „Be4ore” został wydany przez Metal Mind Productions i od wczoraj dostępny jest do dyspozycji słuchacza. W efektownym zielonym digipaku znajdują się płyty CD oraz DVD. A co na tych krążkach? Czytajcie dalej.

Wszystko bierze początek od rewelacyjnej kompozycji „My Sinners”. Ten bardzo długi (prawie 10 minut) utwór rozpoczyna nasze spotkanie z nową produkcją Kruka. Rozbudowane partie klawiszy (rewelacyjny Hammond!) i gitar, ukłon w stronę klasyki i pewne dźwiękowe nowinki przyjmuję z radością. No i przede wszystkim zmianę na stanowisku wokalisty. Miejsce za mikrofonem zajął teraz Roman Kańtoch i jedyne co mogę na jego temat powiedzieć to, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Już ten pierwszy utwór, który notabene skazany jest na to, żeby wkrótce stał się „okrętem flagowym” zespołu, pokazuje, że mamy do czynienia z bardzo dobrze zorganizowaną, rozpędzoną machiną z dobrze naoliwionymi trybami umożliwiającymi muzyczną jazdę pełną przygód i niezwykłych wrażeń. W porywającym tempie został wykonany kolejny utwór, „Last Second”. „Once” też jest melodyjnym, nieźle rozgrzewającym numerem i jestem pewien, że spodoba się koncertowej publiczności, która lubi być niesiona taką energią bijącą z sceny. Miłym dla ucha jest niespodziewanie pojawiający się kobiecy wokal, który należy do Ewy Toczkowskiej-Brzychcy (prywatnie żona gitarzysty Piotra Brzychcego). A to jeszcze nie koniec przyjemnych niespodzianek w wykonaniu grupy Kruk. Przekonacie się o tym podziwiając pełną ukrytych znaczeń okładkę, której wraz z Markiem Jastrzębskim współautorką jest Ewa (niemały jest też jej wkład w teksty poszczególnych utworów oraz linie melodyczne niektórych refrenów) oraz słuchając kolejnych kompozycji: bluesującego „Wings Of Dreams”, „Grey Leaf” czy „My Morning Star”. Wytchnienie po tak emocjonalnym gitarowym secie może nam dać ballada „Farewell”: akustyczna gitara i wokal potrafią na kilka minut ukoić nasze uszy. Uspokojenie trwa krótko, bo oto czas podciągnąć potencjometry, by pozwolić eksplodować kruczym dźwiękom w energicznym kawałku „Open Road”. Zaraz po nim mamy ostatnie w podstawowym programie płyty nagranie: „Timeline”. To delikatny i niepozbawiony prawdziwego uroku instrumentalny utwór. Kropka nad „i” nowego materiału grupy Kruk, końcowe uspokojenie, podsumowanie i zgrabne zamknięcie całości.

Ale to jeszcze nie koniec albumu. Wkraczamy w sekcję z bonusowym materiałem. Zawiera ona dwie śpiewane po polsku kompozycje: „Moja dusza” i „Szary liść”. Są one dla mnie integralną częścią nowej płyty Kruka, który tym zabiegiem podkreśla swoje polskie korzenie.

Na koniec kilka zdań o dodatkowym krążku DVD.  Zawiera on zapis koncertu z lutego 2014 roku, kiedy to Kruk supportował Deep Purple w katowickim Spodku. To był szczególny występ, pokazujący całą prawdę o zespole w wersji na żywo. Ponadto znajdziemy tu wywiady z muzykami i ujęcia ze studia podczas nagrywania nowego materiału.

Album „Be4ore” to muzyka, która zmienia naszą codzienność pobudzając wyobraźnię zarówno w hardrockowych tonacjach, jak i delikatnych pasażach. Niepostrzeżenie wyrósł nam zespól, który gra na najwyższym światowym hardrockowym poziome. W pięciostopniowej skali ocen cztery gwiazdki przyznaję lekką ręką. Może nawet cztery i pół. Coś mi mówi, że pięć będzie w przypadku następnej, piątej płyty grupy Kruk.

MLWZ album na 15-lecie