Sylvan - Home

Artur Chachlowski,

Image„Home” to dziewiąty studyjny album grupy Sylvan, który ukaże się na rynku 20 lutego. Album, na który czeka wielu słuchaczy. Wszak od premiery bardzo dobrze przyjętej poprzedniej płyty „Sceneries” minęły już trzy lata. I choć swoim nowym albumem ta niemiecka formacja nie musi już nic nikomu udowadniać, to poprzeczka wisi wysoko. Nie wypada wypaść gorzej. Bo przecież Sylvan od lat należy do pierwszej ligi światowego prog rocka. Dlatego od razu spieszę z informacją, że płytą „Home” Sylvan z całą pewnością jeszcze bardziej umocni swoją pozycję.

„Home” to klasyczny koncept album. Drugi w dorobku Sylvan, po „Posthumous Silence”, krążek, na którym od pierwszego do ostatniego dźwięku przewija się pewna fabuła. Tym razem rzecz dotyczy nigdy niekończących się poszukiwań własnego miejsca na ziemi, schronienia, bezpiecznej przystani, w której czujemy się dobrze, szczęśliwie i komfortowo. Takiego właśnie „domu” – i to zarówno w sensie fizycznym, jak i emocjonalnym – poszukuje główna bohaterka albumu. Jest nią dziewczyna, która powraca do swoich wspomnień z dzieciństwa i w trakcie dorastania odkrywa tajemnice swego świata. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, w teraźniejszości rodzą się marzenia dotyczące przyszłości, a całość sprowadza się do próby odpowiedzenia na pytanie: „Czy w labiryncie zmartwień, wątpliwości i lęków potrafimy odnaleźć miejsce, w którym możemy czuć się bezpiecznie i szczęśliwie?”.

Z muzycznego punktu widzenia Sylvan przygotował album utrzymany w swoim własnym stylu. Ani przez moment nie mamy wątpliwości, że tak grać potrafi tylko i wyłącznie ten właśnie zespół. I nie jest to tylko zasługa obdarzonego charakterystyczną ekspresją wokalną Marco Glühmanna (choć trzeba przyznać, że jego głos jest jednym z największych atutów grupy), ale i gry całego zespołu. Warto wiedzieć, że album „Home” Sylvan nagrał bez gitarzysty w podstawowym składzie. Za gitarowe partie odpowiedzialny jest niejaki Jonathan Beck, który na płycie posiada jedynie status „gościa”. Ale wywiązał się ze swojego zadania w sposób bezbłędny. Dodajmy jeszcze, że w składzie grupy Sylvan, obok Glüchmanna, sami starzy dobrzy znajomi: na perkusji Matthias Harder, na gitarze basowej Sebastian Harnack, a na instrumentach klawiszowych - Volker Söhl. I to on właśnie cięgnie do przodu muzykę grupy Sylvan, to wylatujące spod jego placów dźwięki są kołem zamachowym muzyki na „Home”, to na stworzonych przez niego osnowach, muzycznych plamach i orkiestracjach osadza się cała płyta. To właśnie on – w zależności o potrzeb i rosnącej dramaturgii historii opowiadanej na płycie - albo zachwyca delikatnymi partiami fortepianu, albo agresywnymi zagrywkami syntezatorów. To on stopniuje tempo, on kreuje klimat, w którym przewija się ta długa, ale bardzo interesująca opowieść.

Tak, długa to płyta, bo trwa aż 77 minut, a na jej program składa się dwanaście utworów. Nie chcę rozpisywać się o każdym z nich z osobna. Owszem, jest kilka, które w taki czy inny sposób wyróżniają się na tle innych (na przykład wybrany na singla „Shine” czy dwie najdłuższe, bo dziesięciominutowe kompozycje „The Sound Of Her World” i „In Between”, w której wykorzystano głos radiowego spikera czytającego wiadomości sprzed… kilkudziesięciu lat), ale najlepiej album „Home” prezentuje się, gdy słuchamy go w całości. Tak zresztą został pomyślany i tak właśnie ma być: miał przykuwać uwagę słuchacza od pierwszej do ostatniej minuty i dokładnie tak się dzieje. Niemieckim muzykom po raz kolejny udało się nagrać płytę, która potrafi fascynować feerią zmieniających się barw, klimatów i nastrojów. Pełną interesującej muzyki, z dobrymi melodiami i w perfekcyjnym wykonaniu. Płytę pełną emocji, wdzięku oraz typowej dla Sylvana urokliwej magii. Płytę, której słucha się z prawdziwą przyjemnością.

Ktoś kiedyś powiedział: „Tam dom twój, gdzie serce twoje”. Myślę, że tu tkwi odpowiedź na postawione na „Home” pytanie. Jeżeli liczyć ilość emocji, które budzą się w nas przy słuchaniu tego albumu, to właśnie nasze serca i rodzące się w nich uczucia mogą okazać się taką bezpieczną przystanią, której – wzorem bohaterki płyty „Home” – poszukujemy przez całe swoje życie. Szczęśliwi ci, którzy potrafią ją znaleźć…

MLWZ album na 15-lecie