Smith, Malcolm - We Were Here

Artur Chachlowski,

ImageGitarzysta amerykańskiej formacji Metaphor, Malcolm Smith, wykorzystując przerwę w działalności macierzystego zespołu wydał swój solowy album. „We Were Here” to w przeważającej części album instrumentalny. Właściwie tylko jeden z sześciu utworów ma charakter rockowej piosenki z tekstem. Jest to „Still…Life” z gościnnym wokalnym udziałem kolegi z Metaphor, Johna Malory’ego. O ile w jeszcze jednym nagraniu („Sykiatry”) słychać delikatny żeński chórek (w wykonaniu Deborah Roth), to reszta materiału to intensywnie zagrany instrumentalny prog z licznymi odwołaniami do jazz rocka i muzyki fusion.

Jest to pierwszy solowy projekt Smitha, który sam skomponował cały materiał i zagrał na gitarach. Ale otoczył się też gromadką nieprzeciętnie utalentowanych i niezwykle biegłych technicznie muzyków. O Johnie Malorym już wspomniałem. Na instrumentach klawiszowych na płycie „We Were Here” zagrał kolejny członek Metaphor, Marc Spooner. Nadał on swoją grą kolorytu tej niełatwej, a chwilami mocno skomplikowanej muzyce. Sekcja rytmiczna to także wspaniali instrumentaliści. Na basie gra Loren Gustafson, a na perkusji Mattias Olson. Tak, tak… To ten sam człowiek, którego można spotkać na płytach grup Ånglagärd, White Willow i Necromonkey.

„Wydaje mi się, że słuchacze lubiący muzykę, która z natury wymaga wysiłku, by ją zrozumieć i poznać, która wymaga skupienia i która cechuje się nieoczywistymi kompozycjami, z pewnością znajdą na moim albumie sporo interesujących ich dźwięków. Mam nadzieję, że brzmienia, które obecnie tworzę będą moim materialnym śladem, który zachowa się w przyszłości. Tak, jak prehistoryczne malowidła w jaskiniach sprzed 25 tysięcy lat, które niedawno oglądałem w muzeum Centre de Préhistoire we Francji. One przetrwały do dzisiaj. Mam nadzieję, że moja muzyka też” – tak mówi Malcolm Smith – muzyk zafascynowany nie tylko dźwiękami, ale i antropologią i historią.

Reprodukcje malowideł, o których wspomina nasz bohater są ozdobą szaty graficznej albumu „We Were Here”. Czy kompozycje tego amerykańskiego gitarzysty mają faktycznie szanse, by stać się jego muzycznym śladem w historii? Nie sposób o tym rozstrzygać dzisiaj. Jedno jest pewne: muzyka Malcolma Smitha wypełniająca program albumu „We Were Here” należy do nietuzinkowych i nieczęsto powszechnie słuchanych. Nie jest to płyta łatwa w odbiorze. Ale audiofile, którzy faktycznie lubią ambitne i nieoczywiste propozycje brzmieniowe odnajdą w tych dźwiękach mnóstwo dowodów na kompozytorski i wykonawczy geniusz naszego bohatera. Tylko czy ludzkość, lecz nie za 25 tysięcy lat a teraz, potrafi to docenić?...

MLWZ album na 15-lecie