Lizard - Destruction And Little Pieces Of Cheese

Paweł Świrek,

ImageZespół Lizard po uwolnieniu się od Metal Mindu nie zwalnia tempa, jeśli chodzi o działalność muzyczną. Po wydaniu studyjnego albumu „Master & M”, teraz przyszła pora na wydawnictwo koncertowe. Patrząc na okoliczności i sposób publikacji nie sposób nie zauważyć, że historia zatoczyła koło, albowiem, jak pamiętamy, przed laty, tuż po debiutanckim albumie, na rynku też pojawiło się wydawnictwo koncertowe „Noc żywych jaszczurów”.

Album zawiera koncert zarejestrowany w Łodzi 28 listopada 2014 roku. „Tej płyty właściwie miało nie być - nie mieliśmy jej w planach, ale uznaliśmy, że warto zrobić taki album, aby udokumentować jak Lizard brzmi na żywo po tylu latach. Wydaje mi się, że wyszło całkiem fajnie jak na takie nagranie bez przygotowania. To z resztą była główna idea - pokazać ludziom, że można dzisiaj grać na żywo bez dopalania i dodatkowej kosmetyki - tak jak to bywało dawniej. Tak więc trzeba tę płytę traktować jako kameralny kolekcjonerski "strzał"” – tak o okolicznościach powstania albumu zatytułowanego „Destruction And Little Pieces Of Cheese” opowiada lider Lizard, Damian Bydliński.

Chociaż zespół Lizard ma na swym koncie aż pięć albumów studyjnych, to nowe wydawnictwo zarejestrowane metodą „100% live” zawiera jedynie materiał z ostatniego albumu, uzupełniony o cover i krótką improwizację. Kwestie prawne związane z wygasłym już kontraktem grupy z wytwórnią Metal Mind nie pozwoliły na zamieszczenie na płycie utworów z wcześniejszych wydawnictw (które, mimo tego, zostały zagrane na tymże koncercie). „Z przyczyn formalnych musieliśmy wyciąć trzy utwory, które wtedy również zagraliśmy. Były to dwa „Psychopulsy” i „Ogród Przeznaczenia”. Prawa do nich ma ciągle MMP i nie możemy ich na razie publikować” – komentuje Bydliński.

Koncert zaczyna się utworem tytułowym, który jest instrumentalną improwizacją. Początek wydaje się być lekko niechlujny – w tle pojawia się pytanie: „czy można już zgasić światło?”. Po tym krótkim wstępie znajduje się obszerny materiał z płyty „Master & M”. Koncertowe aranżacje wydają się być nieco uboższe od studyjnych. Trochę szkoda, że brakuje tutaj mojej ulubionej (ze względu na tekst) kompozycji „Chapter III”. Jednakże wszystko zostało ciekawie zmontowane i połączone w jedną muzyczną całość. Mimo niekompletnego zapisu, słucha się tego dość przyjemnie. Jak ktoś polubił „Master & M”, to polubi również i to nowe wydawnictwo. Na zakończenie zespół zdecydował się na mały prezent w postaci wykonania „21st Century Schizoid Man” z repertuaru King Crimson. Tym coverem rozpoczynało się pierwsze koncertowe wydawnictwo zespołu. Muszę jednak podkreślić, że jak dla mnie wersja tej kompozycji AD 2014 wypada dość blado, ale może dlatego, że za bardzo jestem przyzwyczajony do oryginału i w moim odczuciu ten cover, choć momentami w sposób wierny utrzymany jest w karmazynowym klimacie, to jednak nie brzmi najlepiej. O ile pod względem wokalu jest naprawdę bez zarzutów (elektronicznie przetworzony głos Damiana dodaje charakterystycznego pazura całemu wykonaniu), o tyle instrumentalnie dziwnie się tego słucha. Ale nie od dziś wiadomo, że „Schizofrenik” to niełatwa do zagrania na żywo kompozycja, a oryginał jest przecież dziełem ze wszech miar skończonym, z którym nie sposób się równać.

Trochę szkoda, że fanom zespołu nie jest dane, by płyta koncertowa zespołu Lizard zawierała bardziej zróżnicowany repertuar. Zapewne wiele lat upłynie, zanim takową otrzymamy. Póki co, nie pozostaje nam nic innego, jak cieszyć się takim materiałem, jaki otrzymaliśmy na tej, skąd inąd, bardzo udanej koncertówce.
MLWZ album na 15-lecie