Junk Farm - Ugly Little Thing

Artur Chachlowski,

ImageZaskakująco dobra płyta. A nawet bardzo dobra. Trójka młodych niemieckich muzyków Benjamin Schrippritt (g, v), Michael Sticken (dr) i Berthold Fehmer (k) gra muzykę blues rockową, w stylu mocno spokrewnionym z brzmieniem, z którego aktualnie słynie grupa Gov’t Mule. Może odrobinę więcej w muzyce Junk Farm jazz rocka i metalowych riffów, ale zespół ten wpisuje się w konwencję starej, tradycyjnej szkoły muzyki rockowej z wyrazistymi i chwytliwymi melodiami, efektownymi partiami gitar i organów Hammonda. Doskonale spisuje się też wokalista obdarzony charakterystycznym, niskim bluesowym głosem. Śpiewa on przy tym bez obcego akcentu i aż trudno uwierzyć, że Junk Farm nie jest grupą o anglosaskich korzeniach. Bo dźwięki rodem z amerykańskiego Południa oraz brytyjskiej szkoły rhythm’n’bluesa aż tryskają z poszczególnych kompozycji.

Utwory, które słyszymy na płycie „Ugly Little Thing” mają formę zgrabnych piosenek zagranych z ogromną swobodą, a przy tym z niesamowitym wręcz wykopem. Większość z nich ma w sobie wiele cech potencjalnej przebojowości. Raz jest to melodyjny, wpadający w ucho refren, raz ciekawy, łatwy do zapamiętania riff, a raz energetyczna partia instrumentalna. Najlepszym tego przykładem mogą być utwory „An Eye For An Eye”, „Damaged Brain”, czy „Vernissage”. Niektóre z nagrań mają jednak zdecydowanie bardziej jazz rockowy, czy blues rockowy („Ugly Little Thing”) posmak, a w niektórych („Master–Sync”) pobrzmiewają elementy fusion. Całość materiału stanowiącego program tego albumu utrzymana jest jednak w dość jednorodnym stylu. Dzięki temu płyty tej słucha się z prawdziwą przyjemnością od pierwszej do ostatniej minuty.

www.unicorndigital.com 
MLWZ album na 15-lecie