Fish - Internal Exile

Przemysław Stochmal,

ImagePo rozstaniu z Marillion Fish, podobnie zresztą jak i jego dawni koledzy, nie wstrzymał artystycznej aktywności i zaczął intensywnie dążyć do zaprezentowania światu nowej muzyki. Jako że w swojej macierzystej formacji nie stanowił on głównej siły kompozytorskiej, wraz z ukazaniem się „Vigil In A Wilderness Of Mirrors” odbiorcy otrzymali skomponowany przez „ludzi z zewnątrz” zestaw piosenek od strony czysto muzycznej w większości odmiennych od tego, do czego przyzwyczaił ich Marillion. Los chciał, że przy pracy nad drugim, wydanym ostatecznie jesienią 1991 roku albumem Fish trafił w ręce producentów, którzy współpracowali z zespołem przy tworzeniu „Misplaced Childhood”, wykreował się więc pewien specyficzny klimat, a ryzyko wpadnięcia w pułapkę autoimitacji stało się większe, aniżeli w przypadku debiutu. Powstał jednak album w równie silnym stopniu nawiązujący do Marillion, co poszukujący nowego.

Już od samego początku słychać więcej Marillion, niż w jakimkolwiek nagraniu opublikowanym po opuszczeniu zespołu przez Fisha. „Shadowplay”, wzburzonym i cierpkim wyznaniem przekazanym przez znakomicie korespondujący z muzyczną emocjonalną sinusoidą tekst, przywołuje echa nagrań pochodzących z płyty „Fugazi”. Sytuacji, w których konkretną kompozycję bez trudu można przypisać wcześniejszemu „pierwowzorowi” jest tu jednak więcej („Credo”, „Tongues”), tu i ówdzie na płycie przewijają się również patenty i brzmienia jakby zapożyczone wprost z repertuaru instrumentalnych rozwiązań Steve’a Rothery’ego, generując nastroje niemal tożsame z tym, co kilka lat wcześniej można było usłyszeć na płytach Marillion.

Wskazanie akcentów kojarzących się w tak jednoznaczny sposób z przeszłością Fisha zdecydowanie nie wystarczyłoby jednak na charakterystykę albumu jako całości. Pomiędzy tym, co wydawałoby się dobrze znane i już wcześniej w podobnej formie zasłyszane, pojawiają się klimaty z różnych muzycznych bajek, o które wcześniej Fisha ciężko byłoby posądzać. Wiele tu pop-rockowej przebojowości charakterystycznej dla początku lat 90., przy okazji lepiej przemyślanej aniżeli w przypadku tego typu kompozycji Marillion z tego samego czasu; Fish potrafi również zakołysać na nutę soulową („Favourite Stranger”), wrócić do korzeni swojej narodowej przynależności w folkowym „Internal Exile”, czy wreszcie, wykorzystując hit „Something In The Air” Speedy Keena z lat 60., zaskoczyć tanecznym wykonaniem rodem z MTV początku dekady. Słowem, dobór nastrojów i konwencji mocno zróżnicowany – na tyle, by materiał w konsekwencji tak przez autora, jak i odbiorców został okrzyknięty nazbyt eklektycznym, nie do końca udanym.

Po latach wydaje się jednak, że płyta niesłusznie przepadła, podobnie jak i nie do końca sprawiedliwie ustępuje popularności „Vigil In A Wilderness Of Mirros”. Dotyczący drugiego albumu zarzut estetycznej rozrzutności Fisha, która w tamtym czasie mogła być dowodem na desperackie starania znalezienia własnej artystycznej drogi, teraz w zasadzie traci rację bytu - po tych niemal 25 latach „Internal Exile” broni się lepiej; tych solidnych, melodyjnych kompozycji słucha się zdecydowanie dobrze.

MLWZ album na 15-lecie