Soulsavers - Kubrick

Artur Chachlowski,

ImageSoulsavers, czyli producencko-kompozytorski duet Rich Machin – Ian Glover, zadebiutowali w 2003 r. albumem „Tough Guys Don’t Dance”. Do tej pory wydali cztery krążki, w nagraniu których brali udział tacy artyści jak Josh Haden (Spain), Mark Lanegan, Will Oldham, Jimi Goodwin (Doves), Jason Pierce (Spiritualized), Mike Patton (Faith No More), Richard Hawley czy Gibby Haynes (The Butthole Surfers). Ostatnio muzycy ponownie połączyli siły z frontmanem Depeche Mode, Davem Gahanem. Album „Angels & Ghosts” miał swoją premierę 23 października i był to już drugi projekt po „The Light The Dead See” (małoleksykonowa recenzja tutaj), który muzycy zrealizowali wspólnie z tym wokalistą.

Minęło sześć tygodni i oto 4 grudnia trafił do sprzedaży nowy krążek zespołu Soulsavers. Najnowsze dziecko brytyjskiego duetu nosi tytuł „Kubrick”. Dlaczego premiery obu płyt dzieli tak krótki okres czasu? Przede wszystkim dlatego, że oba albumy powstawały niezależnie, dwa - że zawierają one zupełnie inną muzykę i trzy - że prezentują kompletnie różne podejście do procesu kompozycyjnego. O ile album „Angels & Ghosts” był zbiorem zgrabnych i miłych dla ucha piosenek, to „Kubrick” jest dziełem całkowicie instrumentalnym. Można powiedzieć, że wręcz symfonicznym, przypominającym filmowy soundtrack. „Jak wiele osób mam fazy popadania w obsesję w odniesieniu do muzyki, albumów czy reżyserów filmowych. Jakiś czas temu powróciłem do przeglądania obrazów Stanleya Kubricka i nim się zorientowałam obejrzałem je wszystkie. Ogromne wrażenie robi na mnie dbałość o szczegóły oraz niepowtarzalny nastrój jego filmów. Od dawna nosiłem się z zamiarem nagrania albumu instrumentalnego i okazało się, że tym wyzwalaczem był ten właśnie niesamowity klimat filmów Kubricka” – tak o genezie płyty mówi Rich Machin.

I w taki oto sposób narodził się „Kubrick” - niezwykle przejmujący instrumentalny album Soulsavers. Każdy z ośmiu tytułów stanowiących program płyty odnosi się do jednego z bohaterów filmów wielkiego reżysera. Mamy więc tu nagrania (najczęściej sa to 3-4 minutowe utwory), których tytułami są imiona lub przydomki filmowych postaci: „DeLarge”, „Clay”, „Torrance”, „Dax”, „Joker”, „Hal”, „Mandrake” i „Ziegler”. Warto jednak podkreślić, że album z założenia nie miał być hołdem złożonym twórczości Kubricka. Chodziło bardziej o uchwycenie nastroju jaki wyzwalają jego filmy. I grupie Soulsavers udało się to bezbłędnie.

A nastrój płyty jest wyjątkowy. Orkiestrowy. Przestrzenny. Marzycielski. Epicki. Filmowy. Bardzo intymny. I przejmujący. Nic tylko zamknąć oczy i dać się porwać tym przecudownym dźwiękom. Niechaj zatem pod przymkniętymi powiekami toczy się film w rytm muzyki, która najlepiej „wchodzi” poprzez słuchawki. I wtedy, gdy słucha się jej w absolutnej ciemności.

MLWZ album na 15-lecie