IQ - Subterranea

Artur Chachlowski,
Image„Czy mogę wreszcie porzucić to szaleństwo? Tak bardzo chciałbym należeć do waszego świata. Tu, gdzie jestem panuje niezdrowa atmosfera, chaos rządzi w Subterranea...”
   

Te słowa to swoiste wyznanie bohatera epickiej opowieści „Subterranea”, która wypełnia wydany pod koniec ubiegłego roku podwójny album brytyjskiej grupy IQ. Kiedyś takie płyty nazywano concept-albumami. A dzisiaj? Kto jeszcze u progu XXI wieku decyduje się na wydanie albumu, na którym przez ponad 100 minut snuje się opowieść o przedziwnych losach zagubionego we współczesnym świecie człowieka? Kto dzisiaj na swoich koncertach wciela się w postać bohatera płyty, niczym kiedyś Peter Gabriel, który ponad 100 razy odegrał na scenie rolę Raela? Kto dziś  tworzy jeszcze takie monumentalne dzieła, gdzie słowa przenikają się z muzyką, gdzie co jakiś czas powraca jakiś temat, gdzie kolejność poszczególnych utworów układa się w pewien głęboko przemyślany porządek? Chyba nikt inny, tylko zespół IQ, chociaż i w tym przypadku grupie tej przypadło niezwykle trudne zadanie, by po sporym sukcesie poprzednich płyt zadziwić słuchaczy i krytykę czymś nowym, czymś intrygującym i ciekawym. Bo przez długie lata swojej działalności IQ wyrobił sobie uznaną markę i wysoką pozycję  w świecie progresywnego rocka. Dlatego też członkowie zespołu IQ śmiało mogli podjąć ryzyko wydania z założenia mało przebojowej płyty, o ile o przebojach można w ogóle mówić w przypadku tego gatunku. Ryzyko opłaciło się i wydanie albumu „Subterranea” okazało się chyba największym dotychczasowym sukcesem w karierze zespołu.

Grupa IQ powstała w Southampton  w chwili, gdy inny pochodzący  z tego miasta zespół The Lens zaprzestał swojej działalności. Był początek 1981 roku, kiedy to dwóch członków tej formacji Martin Orford (k) i Mike Holmes (g) dokoodoptowało do składu Tima Essau (b), Marka Ridouta (dr) oraz wokalistkę Carmine Brudnell. Wkrótce okazało się, że w składzie niezbędne są pewne retusze, gdyż z brzmieniem zespołu koreluje bardziej męski wokal, a perkusista nie w pełni wywiązuje się z powierzonych mu zadań. Do grupy IQ dołączyli wówczas, zastępując swych poprzedników, wokalista Peter Nicholls i perkusista Paul Cook. W połowie 1982 roku skład był już na tyle ustabilizowany, że można było wejść do studia, by zrealizować pierwsze nagrania. Ukazały się one pod koniec roku na taśmie demo zatytułowanej „Seven Stories Into Eight” zawierającej 8 utworów, z których część do tej pory nie ukazała się jeszcze w wersji kompaktowej. (Na kwiecień br. zespół IQ szykuje swoim najwierniejszym fanom sporą niespodziankę i zapowiada wydanie w limitowanym nakładzie płyty CD dla członków swojego fan-clubu, która zawierać będzie ten najstarszy materiał w zremasterowanej wersji.) Jednakże już w rok później na rynku pojawił się oficjalny debiutancki album IQ „Tales From The Lush Attic”. I chociaż wypełniały go dość nierówne utwory i posiadał on szereg niedociągnięć typowych dla wykonawców stawiających pierwsze kroki, to kilka kompozycji z niego pochodzących stało się w krótkim czasie prawdziwymi klasykami. Szczególnie wyróżnić tu trzeba blisko 20 minutową tytułową suitę oraz dwie rozbudowane kompozycje  „The Enemy Smacks” i „Awake And Nervous”. Prawdziwym sukcesem okazała się dopiero druga płyta IQ „The Wake” (1985). Właściwie nie ma niej słabych punktów i uważana jest ona przez ekspertów za jedną z najważniejszych płyt w historii gatunku. Życie często okazuje się jednak przewrotne i w chwili, gdy IQ zdobywał coraz większą popularność nastąpiły dość poważne personalne perturbacje. Grupę postanowił opuścić jej filar  - wokalista Peter Nicholls, który zapragnął spróbować sił w innym repertuarze i założył własną grupę Niadem’s Ghost. Nota bene jedyny album w jej dorobku zatytułowany „In Sheltered Winds” (1987)  przepadł zupełnie niezauważony. Nicholls tłumaczył też swoją decyzję o opuszczeniu IQ brakiem czasu, by w pełni poświęcić się pracy w zespole. Jest w tym duża doza prawdy, gdyż właśnie w tym czasie zyskał on sobie spore uznanie jako grafik i rysownik serii udanych dziecięcych komiksów. Jego prace można też podziwiać oglądając okładki wszystkich płyty grup Shadowland, Strangers On A Train, a także późniejszej płyty IQ „Ever”. Niejako na pożegnanie z pierwszym wcieleniem IQ ukazał się w tym czasie koncertowy album „Living Proof”, będący zapisem występu w Camden Palace w Londynie w maju 19985 roku.   

 Następcą Nichollsa został niejaki Paul Menel, który wniósł jednak w klimat nowych kompozycji tego zespołu sporo elementów typowych dla muzyki pop. Na wydanym w kwietniu 1987r. albumie „Nomzamo” można z łatwością odczuć pewne złagodzenie brzmienia, ale i tak było to nic w porównaniu z następną płytą „Are You Sitting Comfortably?” (1989), która tylko chwilami przypomina starsze produkcje spod znaku IQ. Niezbyt przychylna reakcja krytyki doprowadziła do kolejnego przesilenia  w szeregach IQ. Grupę opuścił główny winowajca Paul Menel, a wraz z nim odszedł basista Tim Essau. Próbowano jeszcze znaleźć ich następców, ale z różnych przyczyn próby te zakończyły się fiaskiem. W świetle tak głębokiego kryzysu zespół IQ postanowił na jakiś czas zawiesić swoją działalność. Martin Orford uważany - głównie dzięki temu, że to właśnie on był dostarczycielem lwiej części muzycznych pomysłów - za lidera IQ, postanowił wspomóc kolegów z innej progresywnej grupy o nazwie Jadis. Jako regularny członek tej formacji wziął udział w realizacji jej dwóch pierwszych płyt, po czym - gdy uznał, że najwyższy już czas rozpocząć kolejny rozdział w historii swego macierzystego zespołu - opuścił Jadis zabierając ze sobą basistę Johna Jowitta. Sprawnie przystąpiono do prac nad nowym materiałem i rozpoczęto poszukiwania odpowiedniego wokalisty. I znowu, jak to w życiu bywa, problemy rozwiązały się same. Po kilku latach milczenia w słuchawce telefonu odezwał się pewien głos. Głos należał oczywiście do Petera Nichollsa, który stwierdził, że gotów jest powrócić do IQ, by kontynuować kiedyś rozpoczęte dzieło. W tych okolicznościach cały zespół szybko złapał wiatr w żagle i w czerwcu 1993r. na rynku pojawił się długooczekiwany album „Ever”. Wydawnictwo to uznano powszechnie za kamień milowy w dorobku IQ i, obok „The Wake”, za jego szczytowe osiągnięcie. Ogólnoświatowy sukces tego albumu zaowocował zaproszeniami na koncerty i w ramach długiej trasy koncertowej promującej płytę „Ever” IQ zawitał m.in. do Los Angeles, gdzie był gwiazdą kilkudniowego festiwalu Progfest. Inny występ, tym razem w niemieckim Kleve, został zarejestrowany przez kamery wideo i wydany w przepiękny sposób na boxie „Forever Live” (1996). Zawiera on podwójną płytę kompaktową oraz kasetę wideo, które są wspaniałymi dowodami ogromnych koncertowych możliwości całego zespołu.

Niezwykle trudno jest dorównać muzyce o takim ciężarze gatunkowym, jaką znajdujemy na płycie „Ever”. Koncertowe nagrania  oraz przepiękna książeczka boxu „Forever Live” również wydają się być pewnym wyznacznikiem dokonań z najwyższym znakiem jakości. Czym można przebić te dwa tak bardzo udane wydawnictwa? Czy IQ może przeskoczyć i tak wysoko zawieszoną już poprzeczkę? Nikogo nie dziwiły te właśnie pytania fanów, które pojawiły się w chwili pierwszych prasowych anonsów dotyczących przygotowywanej nowej podwójnej studyjnej płyty. Odpowiedź przyszła we wrześniu ubiegłego roku wraz z ukazaniem się albumu „Subterranea”. Pod każdym względem okazał się on produktem do końca przemyślanym i ze wszech miar udanym. Intrygująca okładka utrzymana w stylu prac słynnego Hipgnosisa, przepiękna 20 stronicowa książeczka z ciekawymi fotografiami ilustrującymi treść poszczególnych utworów, no i nade wszystko sama muzyka. Wspaniała muzyka zamieszczona na 2 krążkach z fenomenalnym finałem w postaci 20 minutowej kompozycji „The Narrow Margin”. Ale nie sposób wyróżniać jakiegokolwiek utworu na tej płycie, bowiem wszystkie one łączą się ze sobą, tworząc niepowtarzalną całość. Najbardziej oczywiste skojarzenia, które przychodzą do głowy,  przywodzą na myśl album „The Lamb Lies On Broadway” grupy Genesis. Również stanowił on pewną zamkniętą całość, spośród której dały się jednak wyróżnić niektóre nagrania, jak chociażby „In The Cage”, czy „Carpet Crawlers”. Na nowej płycie IQ także możemy doszukać się utworów, które śmiało mogłyby istnieć samodzielnie. Są nimi przede wszystkim tytułowa „Subterranea”, „Failsafe”, „Speak My Name”, czy „Breathtaker”. Ale nade wszystko stanowią one zaledwie fragmenty historii opowiadanej na tym albumie. Historii mówiącej o wyobcowaniu głównego bohatera, który pragnie wyrwać się z zamkniętej przed zewnętrznym światem krainy. Bohater ten pragnie żyć tak, jak inni ludzie, pragnie cieszyć się codziennością, być wolnym, borykać się ze zwykłymi kłopotami. „Subterranea” to album mówiący o potrzebie dążenia ku normalności, ku wartościom tak oczywistym, że aż czasami zbyt łatwo się o nich zapomina. To album niezwykły, wręcz magiczny, działający na słuchacza niczym narkotyk. I z pewnością obok pinkfloydowskiej „Ściany”, genesisowskiego „Baranka”, czy yesowskich „Oceanów” to najważniejszy klasyczny concept-album w historii progresywnego rocka.
MLWZ album na 15-lecie