In Nomine - Mutatis Mutandis

Artur Chachlowski,
ImageRock progresywny to bardzo pojemny gatunek. Ostatnio namnożyło się mnóstwo jego odmian i odcieni. Istnieje jednak pewien kanon, za pomocą którego opisowo definiuje się tę muzykę. Dla ogromnej rzeszy fanów kojarzy się ona  z tym, co pod koniec lat 60. robili The Beatles, w latach 70. Genesis, w 80. Marillion, a w 90. IQ i Galahad. Jeśli zatem podążymy tą ścieżką, to przy zachowaniu odpowiednich proporcji bardzo łatwo będzie nam określić muzykę, która na swojej debiutanckiej płycie grają młodzi Hiszpanie z grupy In Nomine. Długie, wspaniale rozwijające się i doskonale brzmiące kompozycje są prawdziwą ozdobą tego albumu. Już otwierający całość dziesięciominutowy „Beetles Of Concrete” wysoko ustawia poprzeczkę. A potem jest jeszcze lepiej. „Panem And Circenses”, a przede wszystkim finałowe „La Cadavre Exquis” to utwory mogące już niedługo przejść do kanonu artrocka. Wśród nich znaleźć się może także miniaturka „Snowly”, od której uroku, piękna i bezpretensjonalności nie można się wręcz uwolnić. Choć część nagrań posiada hiszpańskie tytuły, to wszystkie one są śpiewane poprawną angielszczyzną przez perkusistę Leonardo Pereza. Towarzyszą  mu Andres Carrera (k), Segundo Gonzales (g,bg) oraz Esteban Fragas (g, bg). In Nomine jest z pewnością najbardziej wartościowym nowym zespołem, który pojawił się w 2001 roku. Myślę, że tylko kwestią czasu jest zdobycie przez niego ogromnej popularności. Z całą pewnością In Nomine na to zasługuje.
MLWZ album na 15-lecie