Broken Bridges, The - The Broken Bridges

Andrzej Kusy,

ImageZespół The Broken Bridges pojawił się na scenie muzycznej całkiem niedawno, bo w 2014 roku. Właśnie wtedy Marek Habryn wraz z piszącym teksty Wojciechem Podemskim oraz wokalistą Patrycjuszem Gamalczykiem zapragnęli wykonywać akustyczne covery utworów zespołu Pink Floyd. Jednak wiara we własne możliwości sprawiła, że muzycy zapragnęli też napisać własną, autorską kompozycję. Właśnie w ten sposób powstał utwór „Endless Road”, który został zamieszczony na premierowym minialbumie, bo tak trzeba nazwać debiut płytowy The Broken Bridges, na którym ostatecznie znalazło się sześć kompozycji.

Zespół z Grudziądza nigdy nie krył swoich fascynacji muzyką progresywną, w tym klasycznym odcieniu, ale przede wszystkim muzyką zespołu Pink Floyd. Zatem nie dziwi duży wpływ stylistyki muzycznej wypracowanej przed laty przez ten brytyjski zespół, którego przyznajmy, subtelne odbicie słychać w utworach zespołu.  Zresztą wpływ na twórczość The Broken Bridges, jak się okazuje, nie tylko pochodzi od Pink Floyd, ale po kolei…

„The Gate” to intro, niezwykle tajemnicze, z podniosłą partią organów Grzegorza Grzanki, które wprowadza nas powoli w nastrój płyty. Ta otwierająca ten minialbum dość krótka kompozycja (ok. 2 i pół minuty) płynnie przechodzi w kolejną propozycję. „Looking For The Hiding Place” to utrzymana w klasycznej formie artrockowej kompozycja, która z minuty na minutę nabiera rozmachu. Podczas utworu przyłączają się, niczym w bolero, kolejne instrumenty. Intro to domena organów, potem subtelnie włącza się gitara Marka Habryna, co prawda zafascynowanego brzmieniem Davida Gilmoura, ale swoje gitarowe patie lider zespołu z Grudziądza stara się wzbogacać o swoje pomysły, co tylko można doceniać i być pewnym, że muzyka The Broken Bridges nie zamierza być kopią wielkich progresywnych gigantów. Utwór „Looking For The Hiding Place” pięknie rozwija się przez kolejne minuty. Po tajemniczych, ale mocnych dźwiękach organów, subtelnych dźwiękach gitary, następuje eleganckie włączenie się sekcji rytmicznej (Michał Kusz – gitara basowa, Marek Sobiecki – perkusja) idealnie pasującej do natężenia dźwięku wypracowanego wcześniej przez organy i gitarę. Oczywiście świetnie współbrzmi z muzyką wokal Marka Habryna, który na szczęście nie stara się naśladować ani Gilmoura, ani tym bardziej Rogera Watersa. Śpiewa w swojej tonacji i to należy także pochwalić, bo stara się wypracować swój styl. Ciekawym elementem debiutu grudziądzkiej grupy jest kompozycja numer trzy na płycie. Może się wydawać, że „Tune In” nie pasuje do ogólnej stylistyki albumu, ale to tylko pozory.  Rzadko się zdarza, aby zespół w tak profesjonalny sposób potrafił wprowadzić do swojej koncepcji utwór, w tym wypadku na początku bluesrockowy, a nawet hardrockowy, który nie wywraca do góry nogami wcześniej nakreślonej koncepcji muzyki. Co prawda, w dalszej części kompozycji dołączone są elementy znane z pomysłów grup klasycznie progresywnych, jak chociażby odgłosy rozmawiających ludzi w tle, ale właśnie dlatego, że mamy akurat tutaj możliwość wysłuchania nagrania, które z blues rocka płynnie przechodzi w typowy utwór progresywny. W „You Have No Right” wracamy już do typowo artrockowych pomysłów, choć trzeba przyznać, że akurat ta kompozycja ma moim zdaniem najwięcej wspólnego z twórczością Pink Floyd i współczesnych zespołów prezentujących podobne pomysły muzyczne i brzmieniowe, jak choćby norweski Airbag czy polskie Millenium. Nastrojowa, niemal pejzażowa kompozycja idealnie pasuje do muzycznej koncepcji albumu. Podobnie jest na przedostatnim utworze tego ciekawego wydawnictwa: „I`ve Found My Hiding Place” to ciąg dalszy muzycznej opowieści zapoczątkowanej w drugim utworze, czyli w „Looking For My Hiding Place”. Najpierw szum morza, potem motyw gitary akustycznej z narastającym muzycznym napięciem. Całość przypomina mi kompozycje ikony progresywnego i art rockowego grania – grupy Procol Harum. Takie nawiązanie tekstowe plus dźwiękowy kierunek powoduje, że mamy do czynienia z muzyczną fabułą, opowieścią, co nawet na krótkiej płycie nie jest łatwe do opracowania. Zwieńczeniem całości jest „Endless Road”, najstarszy utwór jaki stworzyła grupa, który niczym coda obejmuje swoją klamrą całą muzykę. Doprawdy, to piękne podsumowanie i zamknięcie tej udanej płyty.

Jedynym mankamentem wydawnictwa jest to, że płyta po prostu jest zbyt krótka, bowiem takich utworów chciałoby się słuchać nieprzerwanie. Bardzo duża w tym zasługa twórcy muzyki i lidera zespołu Marka Habryna, ale nie zapominajmy o pozostałych wyżej wymienionych muzykach, którzy odegrali poważną rolę w tym ciekawym muzycznym przedsięwzięciu, a także o jedynej kobiecie w tym osobowym zestawieniu, mianowicie o Joannie Pulkowskiej, która wspiera lidera zespołu w partiach wokalnych. Natomiast głębokie, mądre teksty nadwornego tekściarza zespołu Wojciecha Podemskiego dopełniają udanej reszty. Zatem z wielką niecierpliwością nie tylko ja będę czekał na ciąg dalszy muzycznych opowieści grupy The Broken Bridges.

MLWZ album na 15-lecie