Pain Of Salvation - Remedy Lane Re:Visited

Przemysław Stochmal,

ImageNiebawem minie piętnaście lat, od kiedy zespół Pain Of Salvation zamknął się w studiu, by w zaledwie kilka tygodni napisać, nagrać i poddać masteringowi materiał przeznaczony na płytę, która miała okazać się nie tylko jednym z dwóch najbardziej docenianych dzieł w dorobku grupy, ale i stać się jednym z najznakomitszych przykładów progrockowego concept-albumu XXI wieku. Mowa oczywiście o płycie „Remedy Lane”, którą Daniel Gildenlöw przypomina dzięki opublikowanemu tego lata wydawnictwu, prezentującemu w dwóch nowych obliczach muzykę stworzoną przed piętnastoma laty.

Na pierwszym krążku, opatrzonym podtytułem „Re:mixed”, znalazł się cały oryginalny materiał, poddany gruntownemu remiksowi autorstwa Jensa Bogrena, producenta i inżyniera dźwięku, mającego na koncie współpracę z całym gronem progmetalowych wykonawców, by wspomnieć choćby Jamesa LaBrie, Devina Townsenda, Symphony X, Haken, Opeth, ale również i Pain Of Salvation, z którymi zetknął się przy nagrywaniu płyt „Be” i „Scarsick”. Osobiście zawsze uważałem, że to wydany w 2000 roku album „The Perfect Element Part I” w pierwszej kolejności potrzebuje porządnego mikserskiego „liftingu” (notatka zawarta w omawianym wydawnictwie w zasadzie budzi nadzieje na taki manewr), jednak odsłuch „Remedy Lane” w nowej wersji nie pozostawia wątpliwości – poddanie materiału działaniu fachowca od miksu i masteringu było strzałem w dziesiątkę. Album zyskał zdecydowanie korzystniejszą dynamikę, a imponująca mnogość ścieżek, tak instrumentalnych, efektowych, jak i wokalnych, tworzących misterną konstrukcję i aranżację utworów, stała się zdecydowanie bardziej przejrzysta i selektywna, dzięki czemu nawet maniakalni znawcy albumu odkryją coś, czego dotąd nie dało się wyodrębnić, a nawet usłyszą wyraźniej słowa, które do tej pory wygodniej było wyczytać z załączonej książeczki. Krótko mówiąc, materiał z „Remedy Lane” na nowej edycji zdecydowanie zyskał, a sam efekt „odmłodzenia” wydaje się optymalny, nie pozbawiający muzyki istotnych aspektów, w moim przekonaniu zdecydowanie akceptowalny dla ortodoksyjnych zwolenników pierwotnej wersji.  

Druga płyta, o podtytule „Re:lived”, zawiera zapis występu Pain Of Salvation na festiwalu ProgPower w Atlancie z września 2014 r., gdzie grupa po raz pierwszy w historii zaprezentowała materiał z „Remedy Lane” w całości (druga taka okazja zdarzyła się jedynie niespełna miesiąc później podczas europejskiej edycji festiwalu). Po dwunastu latach od wydania płyty, z oryginalnego składu pozostał jedynie prowadzący zespół Daniel Gildenlöw; oddanie w warunkach scenicznych tak złożonego, specyficznego tworu z zupełnie innymi muzykami, w dodatku po raz pierwszy od deski do deski, musiało być więc nie lada wyzwaniem. Pain Of Salvation A.D. 2014 sprostał jemu jednak w fenomenalny sposób. Materiał został wykonany wyśmienicie, z ogromnym polotem i szczerością interpretacyjną. Zespół pieczołowicie oddając niuanse tej muzyki, nie pozbawił jej mocy i właściwie utrzymywanego napięcia. Nie udałoby się to, gdyby nie świetna współpraca i fenomenalne zgranie muzyków, tak w warstwie instrumentalnej (gitarowe wymiany ról Gildenlöwa i Ragnara Zolberga doprawdy imponują!), jak i wokalnej – czterech śpiewających członków zespołu wykonuje świetną robotę, konstruując znakomite harmonie, natomiast główny wokalny partner Daniela Gildenlöwa, wspomniany Zolberg dysponuje tak wybornymi warunkami głosowymi, że część partii solowych lider powierzył do wykonania właśnie jemu.

Tym spektakularnym wydawniczym powrotem do „Remedy Lane” zespół sprawił nie lada frajdę swoim sympatykom. Potwierdza się tym samym nie tylko ogromny potencjał i artystyczna siła tegoż albumu, ale w przypadku edycji koncertowej również i słuszność doboru składu muzyków, których zgromadził wokół siebie Gildenlöw po kilkuletnich problemach kadrowych. Zdecydowanie dobrze rokuje to przed wydaniem nowego, premierowego albumu, które planowane jest na końcówkę bieżącego roku. W okoliczności takich zapowiedzi posiadanie tak atrakcyjnego i apetycznego wznowienia klasycznej płyty Pain Of Salvation nabiera jeszcze dodatkowego smaczku. Bon appétit!

MLWZ album na 15-lecie