Kayak - Night Vision

Artur Chachlowski,
ImageKayak to legenda holenderskiego rocka, która największe sukcesy święciła w latach 70. Jednak w 1982r. zespół przestał istnieć, a jego lider i pianista Ton Scherpenzeel dołączył do grupy Camel, nagrywając z nią pamiętne płyty „Stationary Traveller”, „Pressure Points” oraz „Dust And Dreams”. Sława, popularność,  a zwłaszcza związane  z nimi oczekiwania fanów były tak duże, że w końcu Kayak reaktywował się 2 lata temu powracając bardzo udanym albumem „Close To The Fire”. Potem była jeszcze podwójna koncertowa płyta „Chance For A Live Time” i wreszcie teraz Kayak przedstawia nam drugi studyjny album po blisko 20-letnim okresie  milczenia. I niestety płyta ta, porównując ją np. z „Close To The Fire”, nieco rozczarowuje. Przede wszystkim coś nie tak jest z wokalem. Poprzedni wokaliśc związani przed laty z Kayakiem już od dawna zajmują się  czymś innym. Edward Reekers współpracuje z formacją Ayreon, Irene Linders ogranicza się jedynie do pisania tekstów, a  słyszanego ostatnio Maxa Wernera zastąpił tu Bert Heerink. I to jest pierwsza zmiana na gorsze. Kolejnym minusem jest bardzo popowe, niemal komercyjne brzmienie materiału wypełniającego ten album. Nawet z  pozoru epickie, trwające po 8 minut utwory „Icarus” oraz „Tradition” brzmią niczym piosenki żywcem wyjęte z list przebojów. A przecież obok nich  znajdujemy na tej płycie  12 innych nagrań, które prócz łatwo wpadających w ucho melodii niczym specjalnym się nie wyróżniają.  Po stronie plusów umieściłbym jedynie charakterystyczne i łatwo rozpoznawalne  brzmienie zespołu. Na jego wspomnienie aż łza się w oku kręci za tak wspaniałymi kompozycjami jak na przykład „Merlin” z 1981roku...
MLWZ album na 15-lecie