Lindh, Par & Johansson, Bjorn - Dreamsongs From Middle Earth

Artur Chachlowski,
ImageKtóż z nas nie zachwycał się trylogią Tolkiena?... Obsypana Oskarami filmowa adaptacja tego dzieła robi naprawdę ogromne wrażenie, nie wspominając już o samej prozie zebranej w trzech przepastnych tomach opowieści o hobbitach, elfach, czarodzieju Gandalfie, Aragornie oraz Frodo i jego dzielnej Drużynie. Skoro filmowe dzieło Petera Jacksona zafascynowało miliony widzów na całym świecie nie dziwi fakt, że wśród zainspirowanych znaleźli się też rockowi twórcy, którzy postanowili muzycznie zilustrować własne wizje przygód bohaterów książki Tolkiena. Niedawno pisaliśmy na łamach MH o płytach grup Mostly Autumn i Glass Hammer, będącymi muzycznymi impresjami na temat „Władcy Pierścieni”, teraz przyszła kolej na dwóch szwedzkich muzyków Para Lindha i Bjorna Johanssona. „Dreamsongs…” nie jest ich pierwszym wspólnym dziełem. W 1996r. wydali oparty na innej powieści Tolkiena album zatytułowany „Bilbo”. Widać więc, że niedawno wydany nowy album jest swego rodzaju kontynuacją ich wspólnych fascynacji. Płyta zawiera wyłącznie instrumentalną muzykę, nie licząc pobrzmiewającego od czasu efemerycznego wokalu Magdaleny Hagberg. Całość podzielona jest na 10 ściśle powiązanych ze sobą i w sumie bardzo jednorodnych części opowiadających o snach Frodo po opuszczeniu Grey Havens. Słucha się ich bardzo przyjemnie, kompozytorski kunszt obu panów wyziera z każdego pojedynczego dźwięku, a brzmieniowo i stylistycznie blisko im do niektórych produkcji Mike’a Oldfielda. Płyta Lindha i Johanssona ma charakter ilustracyjny, najlepiej słucha się jej przy przygaszonym świetle i zmrużonych oczach, pozwalając wyobraźni gnać razem z bohaterami tolkienowskiej trylogii po rozległych otchłaniach Śródziemia. Za poziom artystyczny przyznałbym temu albumowi piątkę, jednak za oryginalność jedynie trójkę. Daje to średnią w postaci mocnej czwórki. Ocena dobra. Bo to po prostu dobra płyta.
MLWZ album na 15-lecie