Mars Project - House Of The Restless

Artur Chachlowski, Mars Project - House Of The Restless

Niespełna rok po poprzedniej płycie (album "Insomnia" - małoleksykonowa recenzja tutaj) Marek Sikora ponownie wprowadza nas w swój świat elektronicznych brzmień klawiszowych, tym razem z jeszcze większą ilością gitar elektro-akustycznych. Właśnie nakładem obchodzącej swój piękny jubileusz 20-lecia działalności wytwórni Lynx Music ukazała się nowa płyta firmowana przez Mars Project zatytułowana „House Of The Restless”.

Jak pamiętamy, Mars Project to jednoosobowy projekt multiinstrumentalisty Marka Sikory. Gra on na wszystkich instrumentach (gitary, instrumenty klawiszowe, sample) i jest kompozytorem wszystkich dziewięciu nagrań wypełniających jego najnowsze wydawnictwo. Zajął się także engineeringiem i produkcją swojego albumu. Co więcej, Marek jest także autorem szaty graficznej zdobiącej okładkę i książeczkę płyty. A więc mamy do czynienia z płytą autorską pod każdym względem.

Adresowana jest ona przede wszystkim do sympatyków elektronicznej muzyki instrumentalnej, ale nie tej z którą utożsamia się dzieła mistrzów gatunku, jak Jean-Michel Jarre, Mike Oldfield czy grupę Tangerine Dream. Propozycje Mars Project idą bardziej w kierunku Barbieriego, Sylviana czy, dajmy na to, wczesnych (tych najwcześniejszych!) realizacji Varius Manx. Znajdziemy na „House Of The Restless” pewne pierwiastki muzyki klasycznej i minimalistycznej, a także elementy niby soundtrackowe przesycone przejrzystymi harmoniami spod znaku world music.

Nie ma sensu rozpisywać się o każdym z dziewięciu utworów wypełniających program tego albumu. Stanowią one na tyle spójną całość, że najlepiej odbierać je w jednym 53-minutowym pakiecie. Powiem tylko tyle, że obdarzone są one angielskimi tytułami (choć nie pojawia się w nich ani jedno śpiewane słowo), co daje obraz tego, że Marek celuje w zagraniczne rynki sprzedaży. Co nie znaczy wcale, że w Polsce ta, było nie było, niszowa muzyka nie znajdzie swoich amatorów.

Muzyka ilustracyjna? Muzyka pobudzająca wyobraźnię? Marzycielska muzyka na długie jesienne wieczory, gdy za oknem plucha, a w ciepłym domowym zaciszu ciemny pokój, rozproszone światło świec, kieliszek dobrego wina i z głośnika dobywające się te dźwięki? Nieważne jakich słów spróbujemy użyć, by opisać muzykę, którą znajdziemy na płycie „House Of The Restless”, to i tak najlepiej będzie po nią sięgnąć, posłuchać uważnie i samemu wyrobić sobie zdanie. Warto! Ale koniecznie po zmroku…

MLWZ album na 15-lecie