Haken - Vector

Artur Chachlowski, Haken - Vector

Nie chcę zaczynać od krytyki, ale mam kilka uwag do nowej płyty grupy Haken. Po pierwsze, wydaje się zdecydowanie za krótka. Nie mam nic przeciwko wydawnictwom o typowo „winylowych” rozmiarach. Biorąc pod uwagę długość poprzednich wydawnictw tej brytyjskiej grupy mam jednak świadomość, że zaledwie 44 minuty nowej muzyki, bo tyle łącznie trwa 7 premierowych utworów wypełniających program płyty „Vector”, ociera się o zarzut wydania zaledwie ‘półproduktu’. Druga sprawa to sekwencja utworów na płycie. Zamykający całość utwór „A Cell Divides” na pewno nie jest najlepszym kandydatem na udany finał tego wydawnictwa. Po jego zakończeniu, gdy płyta przestaje się już kręcić w odtwarzaczu, chciałoby się wysłuchać jeszcze czegoś. Czegoś podniosłego i epickiego, godnego fenomenalnego finału. Tymczasem… nic się nie dzieje. Tak sobie myślę, że o wiele lepiej pasowałby w tym miejscu oznaczony indeksem 4 utwór „Veil”, albo też poprzedzające go nagranie pt. „Puzzle Box”. No i wreszcie trzecia sprawa: choć „Vector” to najkrótsza płyta w dorobku Haken, to sporo na niej intensywnego grania. Sporo grania, ale mało melodii zapadających w pamięć. Prawdę mówiąc, tak słabo pod tym względem nie było na żadnym z poprzednich albumów.

Co po stronie plusów? Na pewno fakt, że muzykom tworzącym Haken udało się podtrzymać swoją stylistyczną tożsamość i nadal grają (a Ross Jennings śpiewa!) w bardzo rozpoznawalny sposób. Taki, że ani przez moment nie ma się żadnych wątpliwości, że to czego słuchamy, to właśnie Haken. Po stronie plusów zapisuję też kilka naprawdę mocnych numerów. Za takie uważam najdłuższe w tym zestawie nagranie „Veil” oraz znany już od kilku tygodni singlowy „The Good Doctor”. Także instrumentalny utwór „Nil By Mouth” ze swoim prawdziwym gitarowo-perkusyjnym szaleństwem to mocny punkt programu płyty. Z kolei „Host” to niezwykła progresywna ballada, której towarzyszą miękkie jazzowe aranżacje, a także zagrane na trąbce intro. A utwór „A Cell Divides” to – jak już pisałem – niekoniecznie najlepsze zakończenie płyty. Bardziej pasowałby bliżej początku, bo to utwór stosunkowo łatwy w odbiorze, w którym Haken przybliża się swym brzmieniem do… Muse.

Bilans? Chyba jednak na mały plus, choć nie tak zdecydowanie jak w przypadku poprzednich płyt (szczególnie „Aquarius”, którym to Haken „kupił” mnie od pierwszego momentu). Czyżby miało to oznaczać, że „Vector” to… najsłabsza płyta w dorobku Brytyjczyków? Nie sądziłem, że do takiej konkluzji dojdę na koniec tej recenzji, ale prawdopodobnie tak właśnie jest. Chociaż nie. W swojej prywatnej hierarchii stawiam „Vector” jednak ciut wyżej niż wydany dwa i pół roku temu album „Affinity”.

MLWZ album na 15-lecie