Ring Van Möbius - When The Sea And The Universe Were At One (Or The Introduction Of The Octopus On Tellus) EP

Artur Chachlowski, Ring Van Möbius - When The Sea And The Universe Were At One (Or The Introduction Of The Octopus On Tellus) EP

Omawiając wydany wiosną br. album „Past The Evening Sun” napisałem, że zespół Ring Van Möbius ma szansę stać się w progresywnych kręgach zespołem tak kultowym, jak uwielbiana w świecie klasycznego rocka formacja Greta Van Fleet. Czy tak się stanie? Czas pokaże. W każdym razie Ring Van Möbius zdążył już nieźle namieszać tego lata, zyskując sobie duży poklask za to, co zaprezentował na wspomnianej płycie, a tym samym podbijając serca miłośników organicznej progresywnej muzyki.

W recenzji debiutanckiej płyty Norwegów wspomniałem o wydanej jesienią ubiegłego roku EP-ce, która była faktycznym płytowym debiutem tej formacji. Wydana wtedy w niewielkim nakładzie została ostatnio wznowiona przez niezawodną wytwórnię Apollon Records i jest już dostępna dla entuzjastów progresywnych klimatów, którzy kochają analogowe organiczne dźwięki. Ze swoim wyjątkowym brzmieniem opartym przede wszystkim na organach Hammonda (gra na nich Thor Erik Helgesen, który pełni także rolę wokalisty), basem (Håvard Rasmussen) i perkusją (Dag Olav Husås) zespół Ring Van Möbius przedstawia muzykę mocno zakorzenioną w rocku progresywnym z lat 70. i inspirowaną takimi zespołami, jak Van Der Graaf Generator, King Crimson i ELP. To, że w zespole nie ma gitarzysty pozwala grupie budować własne, nietradycyjne i nietypowe brzmienie, które rozciąga się od delikatnych i lirycznych klimatów po jawne szaleństwa abstrakcyjnych pejzaży dźwiękowych.

EP- ka zawiera tylko dwa utwory. Umowna strona A trwa 7 minut (i to na niej te muzyczne szaleństwa), strona B – 3 minuty, które pełne są wyciszenia, melancholii i nostalgii. W obu utworach Ring Van Möbius koncentruje się na klasycznych vintage’owych brzmieniach, które dobywają się z oryginalnych analogowych instrumentów oraz opiera się na wskroś oldschoolowych technikach studyjnych, wykorzystując swoją kreatywność do tworzenia własnego, niemodnego dziś, ale jakże wspaniałego, muzycznego świata.

Razem to raptem tylko 10 minut muzyki, ale jakiej muzyki! Łącznie z zawartością płyty „Past The Evening Sun” to jedne z najbardziej urokliwych 50 minut, jakie słyszałem w tym roku.

 

www.apollonrecords.no

MLWZ album na 15-lecie