Fizbers - Die Without Living

Paweł Świrek, Fizbers - Die Without Living

Od płytowego debiutu grupy Fizbers minął rok, a już mamy drugi album tego młodego progresywnego zespołu. Zamieszczone na płycie „Die Without Living” utwory klimatycznie i stylistycznie nie odbiegają od debiutu. O ile jednak album „First Mind” zawierał raczej krótkie utwory, o tyle na nowym krążku też mamy wprawdzie kilka krótszych nagrań, ale też jedną 17-minutową kompozycję.

Bardziej ożywione kompozycje trafiły na początek albumu. W sześciominutowym „54” mamy w początkowym fragmencie całkiem udaną wokalizę Mileny Locksmith. Potem doświadczamy częstych zmian nastrojów. „Deal of Red” rozpoczyna się od trzasków płyty winylowej, jego początek jest spokojny, a na koniec jest już dość ostro – to jakby nawiązanie do wczesnych dziejów zespołu (o których można było się dowiedzieć chociażby na wrześniowym koncercie w krakowskim Kijów Centrum). Dużym atutem utworu „Shape” są klawiszowe pasaże w wykonaniu Dominika Pawlusa (który w zespole jest zarówno perkusistą, jak i klawiszowcem). „Shape” to bardzo spokojna balladka, zaś znowu balladowy „C.E.L.” to jeden z bardziej udanych numerów na płycie. Podobnie chwyta za serce jak „Neverland” z repertuaru Marillion (wyraźnie słychać zapożyczenia z tej kompozycji (klawisze i poniekąd także linia melodyczna), a solo gitarowe pod koniec też jest bliskie Marillionowi). A na sam koniec mamy najdłuższą, tytułową, kompozycję. Drugi raz, w początkowych fragmentach, słychać trzaski płyty winylowej. Dalej mamy piękne brzmienie gitary akustycznej, a po chwili zaczyna się robić coraz bardziej intensywnie i niepokojąco. Akustyczne dźwięki stanowią przerywniki pomiędzy bardziej intensywnymi fragmentami. Każdy z nich jest inny, zaś te akustyczne są bardzo podobne do siebie. Bardzo dużo dzieje się w tym utworze. Nawet akustyczne fragmenty okraszono różnymi efektami: na początek trzaski winylu, potem mewy i szum morza. 17 minut mija niepostrzeżenie i nagle płyta kończy się nie wiadomo kiedy... Ten najdłuższy utwór nie jest jednak moim zdaniem najlepszy na płycie (zdecydowanie najciekawiej brzmi „C.E.L.”). Czasy trwania utworów zostały idealnie dobrane z myślą o wydaniu albumu na płycie winylowej (pojawiające się dwukrotnie trzaski winylu sugerują, że byłby to dobry pomysł, tym bardziej, że moda na winyle powraca): na stronę B proponuję „C.E.L.” i „Day Without Living”, resztę wrzuciłbym na stronę A.

Drugi album grupy Fizbers dowodzi, że zespół stale rozwija się i to rozwija się w bardzo dobrym kierunku. Rzadko się zdarza w dzisiejszych czasach, żeby młodzi muzycy sięgali po tak ambitny gatunek, jak rock progresywny. Oby tak dalej i życzę im mnóstwa sukcesów.

MLWZ album na 15-lecie