Emerald Dawn, The - Nocturne

Artur Chachlowski, Emerald Dawn, The - Nocturne

Nie znałem wcześniej tej grupy. A okazuje się, że wydany w lutym br. „Nocturne” jest już trzecim albumem w dorobku brytyjskiego zespołu The Emerald Dawn (poprzednie płyty, „Searching For The Lost Key” oraz „Visions”, ukazały się odpowiednio w 2014 i 2017 roku. Ta druga była u nas recenzowana przez Keva Rowlanda - angielskojęzyczna recenzja do przeczytania tutaj).

Kompletnie nie wiedziałem więc czego się spodziewać, gdy wkładałem płytę do odtwarzacza. Lecz po zaledwie kilku chwilach wiedziałem już, że to album niezwykły. 52 minut muzyki podzielone na 5 utworów o monumentalnych rozmiarach (jedynie „Prologue” stanowiący klimatyczne intro z narracją wprowadzającą w snutą na płycie muzyczną opowieść trwa ledwie 30 sekund; reszta to utwory trwające po około 10 minut, z tym, że finałowa suita „The Child Within” to już ponad 20-minutowy gigant) pełnych subtelnych dźwiękowych niuansów, chwytliwych gitarowych riffów, hipnotycznych klimatów i przykuwających uwagę melodii (przeważnie wykonywanych na syntezatorach – instrument ten stanowi główną siłę napędową muzyki The Emerald Dawn).

„Nocturne” to album, którego wartość rośnie z każdym przesłuchaniem i który szybko zapada w pamięć, tak jak i szybko o tej porze roku zapada noc. Bo to album o nocy. Od samej okładki, poprzez szatę graficzną, intro („all alone as night doth fall, soon all lies hidden ‘neath its hooded cape…”), samą muzykę aż po teksty i tytuły poszczególnych utworów („The Darkness Falls”, „Moonlight”, „In The Dead Of The Night”) wiadomo, że przewodni temat tej płyty to noc, kiedy to wszystko wydaje się większe, bardziej tajemnicze, mroczne, zimne i wyostrzone. To właśnie noc jest najlepszą porą dnia do słuchania tej muzyki. Lecz muzyka The Emerald Dawn wcale nie jest ani mroczna, ani surowa. Może tajemnicza, niejednoznaczna, majestatyczna i trochę posępna?... To tak!

Płytę otwierają dwie długie kompozycje instrumentalne: „As Darkness Falls” i „Moonlight”. Obie epickie, wielowymiarowe i bardzo stylowe. Szczególnie ta druga ze zmieniającymi się na głównym planie partiami raz gitar, a raz monumentalnych syntezatorów, robi świetne wrażenie. Dopiero po około 20 minutach pojawia się pierwsza kompozycja wokalno – instrumentalna „In The Dead Of The Night”, w której główną linię wokalną prowadzi keyboardzistka Tree Stewart. W drugiej części tego utworu wspomaga ją na wokalu gitarzysta Ally Carter, który w dodatku czaruje niezwykle efektowną solówką graną na saksofonie. Utwór ten zanurzony jest w mrocznym bluesowym klimacie, ale gdzieś w czwartej minucie wchodzi niezwykle efektowna epicka część symfoniczna, w której łkająca gitara wyczarowuje mistrzowsko brzmiące dźwięki. Świetne nagranie!

Zamykająca album suita „The Child Within” rozwija się powoli, by nie rzec, że dostojnie i brzmi jeszcze bardziej epicko i symfonicznie niż reszta płyty. Zachwycają bogate dźwięki grane na organach i syntezatorach, porywają niezliczone gitarowe solówki, a intensywna sekcja rytmiczna (David Greenaway na basie i Tom Jackson na perkusji), która pojawia się dopiero około piątej minuty, cały czas trzyma w ryzach hipnotyczny rytm odmierzający kolejne fragmenty tej epickiej opowieści. Mówi ona o dziecku zagubionym w ciemności, a w przeszywającym duszę śpiewie Tree Stewart słychać rozpacz i lament z powodu niemożności zaśpiewania zaginionemu dziecku kolejnej kołysanki…

Album „Nocturne” to czysta przyjemność słuchania. Wszystko tu gra, idealnie pasuje do siebie i jest na właściwym miejscu. Pomimo, że płytę wypełniają utwory o monumentalnych rozmiarach, to sama muzyka jest dość przystępna i stosunkowo łatwa w odbiorze. Grupa The Emerald Dawn spory nacisk kładzie na budowanie nastrojów, dzięki czemu otrzymujemy w prezencie album prawdziwie klimatyczny i symfoniczny zarazem. Pobudzający wyobraźnię. Tak, to zaskakująco dobry album nieznanego mi wcześniej zespołu, który w mojej kolekcji pojawił się trochę jakby znikąd, a teraz niespodziewanie należy już do moich ulubieńców.

Płytę „Nocturne” grupy The Emerald Dawn dystrybuuje w Polsce agencja Oskar.

MLWZ album na 15-lecie