Perihellium - The New Beginning

Artur Chachlowski,

Image10 marca miała miejsce premiera płyty "The New Beginning” tarnowskiej formacji Perihellium. Zespół ten to nowy przedstawiciel fali polskich wykonawców, którzy upodobali sobie prog metalową stylistykę. Jednak brzmienia, które usłyszeć można na debiutanckim krążku zespołu świadczą o tym, że młodzi Tarnowianie nie tylko rozglądają się za panującymi w obecnym metalu modami, lecz niezwykle odważnie (a do tego umiejętnie) sięgają po klasykę hard rocka. Tak więc Perihellium to nie żaden kolejny „klon” Dream Theater, Metalliki, czy Iron Maiden. W muzyce tej grupy z łatwością odszukać można też wpływy Deep Purple i Black Sabbath. Nie ukrywam, że ta umiejętność łączenia nowych trendów i klasycznych wzorców w wykonaniu Perihellium przemówiła do mojej wyobraźni i spowodowała, że albumu „The New Beginning” wysłuchałem z dużym zaciekawieniem.

Początki grupy sięgają 2004 roku. Z inicjatywy gitarzysty Gerarda Wróbla powstał zespół łączący w sobie elementy rocka, metalu i muzyki progresywnej. Po okresie intensywnych prób i eksperymentów muzycznych zespół zadebiutował w styczniu 2005 roku na koncercie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Tarnowie. Miesiąc później grupa zwyciężyła w Przeglądzie Zespołów Rockowych, co umożliwiło jej zorganizowanie licznych koncertów. Po kilku zmianach personalnych ostatecznie z końcem 2006 roku wykrystalizował się skład, który do dzisiaj tworzą: Gerard Wróbel - gitara, Bartek Bachula - bas oraz Seweryn Błasiak - perkusja. W ciągu 3 miesięcy wytężonej pracy zespół opracował materiał na debiutancką płytę. W grupie nie było wokalisty, a skomponowane przez trio utwory wymagały zatrudnienia osoby, która byłaby w stanie udźwignąć odpowiedzialność umiejętnego odnalezienia się w charakterystycznej stylistyce Perihellium. Wybór padł na Marcina Sułka. Dla potrzeb płyty barwy pod stworzone  wcześniej przez Gerarda partie klawiszowe midi podkładalł  Grzegorz Kasprzyk z IMP Studio, w którym dokonano nagrań.

Album jest wyjątkowo krótki jak na współczesne standardy (trwa on ledwie 41 minut) i zawiera tylko 5 kompozycji. Cztery z nich to stosunkowo krótkie, kilkuminutowe utwory, a kończąca płytę pięcioczęściowa kompozycja „Beyond The Time” to rozbudowana i wielowątkowa suita, która trwa bez mała 20 minut. To dzieło piękne, magiczne i skończone. Nie ukrywam, że utwór ten stanowi chyba tą ciekawszą „połowę” płyty. Choć przecież cała reszta też nie wypada źle. Płyta rozpoczyna się od czterominutowego nagrania instrumentalnego „Chrome”, po którym następuje żywiołowy motyw o orientalnym zabarwieniu (kłania się dreamtheaterowski „Home”). To sygnał, że właśnie rozpoczyna się dynamiczny numer pt. „Redd”. Trzeci na płycie, „The Traveller”, posiada wszelkie cechy rasowej hard rockowej ballady. Zespół gra w naprawdę doskonale, a Marcin, który obdarzony jest ciekawym i mocnym, lekko grunge’owym głosem, lśni w nim ze swoim śpiewem w sposób przewspaniały. Barwa jego głosu po części przypomina mi Jamesa Hetfielda, a po części Chada Kroegera. Czwarte spośród „krótkich” nagrań, „Dream Within A Dream”, to kolejny instrumental, w którym zespół serwuje żywiołową jazdę, nie zapominając wszakże o melodyce i kreowaniu odpowiedniej atmosfery oraz przeplatając ze sobą wątki dynamiczne z lirycznymi.

Muszę przyznać, że zespół Perihellium pozytywnie mnie zaskoczył. Ich materiał, który słyszymy na płycie „The New Beginning” brzmi dojrzale. Zaskakująco dojrzale, zważywszy na to, że wykonują go debiutanci. Zespół gra swoją muzykę w sposób mądry i przemyślany. Nie epatuje odbiorcy ścianą ciężkich dźwięków, nie drażni też niezliczoną liczbą ostrych i karkołomnych solówek. Zamiast tego pamięta o melodiach, o niezbędnych chwilach na oddech i o logicznej sekwencji granych przez siebie dźwięków. Wszystko to czyni ten album łatwo przyswajalnym i sprawiającym dużo satysfakcji przy odbiorze. I to już od pierwszego przesłuchania.

W produkcjach Perihellium wyraźnie słychać muzyczne fascynacje Metalliką, Dream Theater, Tool, Iron Maiden i Symphony X. Słychać też, że Mike Portnoy, Jeff Campitelli, John Petrucci, Al di Meola, James Hetfield, Tony Levin i John Myung to artyści, z których dokonań czerpią (razem, bądź osobno) poszczególni członkowie tego tarnowskiego zespołu. Jak widać sięgają po dobre wzorce. Jak w praktyce przekłada się to na muzykę Perihellium? O tym najlepiej przekonać się na własne uszy. Gorąco zachęcam do zapoznania się z albumem „The New Beginning”.

Jeśli mogę coś na koniec doradzić grupie Perihellium, to proponuję dokoodoptowanie na stałe Marcina i Grzegorza do składu zespołu. Ich partie na „The New Beginning” idealnie komponują się z obraną przez Was stylistyką i umiejętnie eksponują zawarte w tekstach i dźwiękach Waszych utworów przesłanie. Warto razem z nimi iść dalej w tym kierunku.

www.insanity-records.pl       
MLWZ album na 15-lecie