Weedpecker - III

Piotr Cygan, Weedpecker - III

Weedpecker to warszawski zespół, którego historia sięga roku 2012 i wydanego wtedy „Demo EP”. Od samego początku jego trzonem i siłą napędową są bracia Piotr i Bartek Dobry. Już pierwszym albumem studyjnym zespół wyrobił sobie markę i zdobył fanów w kręgach muzycznych tzw. stone rocka, ale też już wtedy w oryginalnym brzmieniu muzyki zespołu usłyszeć było można, że grupa dąży w stronę nowych muzycznych rozwiązań. Rzeczywiście na przestrzeni kolejnych trzech albumów studyjnych usłyszeć można coraz więcej elementów psychodelii, space i rocka progresywnego. Przyznał to sam lider zespołu w wywiadzie udzielonym portalowi „Soulstone Gathering” tuż przed wydaniem płyty (z 21 września 2017): „[…] nasze gusta ciągle ewoluują. Mocno nas ciągnie w stronę psychodelii, tak samo w stronę progresu i bardzo lubimy te kierunki”. Album Weedpecker „III” z pewnością i w całości to potwierdza. Ale do rzeczy tzn. do albumu…

Jak nazwa płyty „III” wskazuje, jest to trzeci pełnowymiarowy studyjny album w dorobku grupy Weedpecker. Płyta została wydana w styczniu 2018 roku przez niemieckie wydawnictwo Stickman Records, które wśród wielu innych wydaje płyty takich zespołów jak Elder, King Buffalo, Mos Generator czy Motorpsycho. Powołując się na nadmieniony już wcześniej wywiad, Weedpecker ma szczególną relację z zespołem Elder, co specjalnie nie dziwi, bo obydwa zespoły przechodziły podobny rozwój i podążają w podobnych kierunkach muzycznych.

Płyta „III” została nagrana w następującym składzie: Piotr Dobry (gitary, wokal, syntezatory), Bartek Dobry (gitary, wokal, syntezatory), Grzegorz Pawłowski (gitara basowa) i Robert Kułakowski (perkusja). Składa się ona z pięciu utworów, z których najkrótszy to 6 i pół, a najdłuższy to 10 i pół minuty. Całość trwa troszeczkę ponad 42 minuty.

Pierwsze dwa nagrania „Molecule” (7: 05) i „Embrace” (8: 59) zaczynają się w wolnym, niemalże relaksowym tempie i rozkręcają się w miarę trwania utworów. „Molecule” rozpoczyna się delikatnymi dźwiękami gitar, do których wkrótce dołączają syntezator w melotronowym „odcieniu” i eteryczny wokal. Przy tym ten ostatni to pasywny wokal, otulony muzyką wokół siebie i równie dobrze mógłby być potraktowany jak kolejny instrument. Blisko środka utworu muzyka zmienia swój charakter gitarowymi riffami i bardziej dramatycznym wokalem. „Embrace” również zaczyna się spokojnie, ale już z wokalem w roli głównej i przy akompaniamencie gitar i klawiszy w tle. Wcześniej aniżeli poprzednik przechodzi w bardziej intensywne granie z gitarową solówką w instrumentalnej środkowej części utworu i ponownie zwalnia tempo pod jego koniec. Używając analogii muzyka obydwóch utworów przypomina tu rzeczną falę powodziową, która wzbiera powoli, przybiera powoli na sile i na różne sposoby próbuje się wedrzeć w nowe miejsca aż do momentu, kiedy przychodzi fala kulminacyjna i bierze nad wszystkim górę.

Dwa kolejne nagrania to „Liquid Sky” (6: 33) i najdłuższy utwór na płycie „From Mars to Mercury” (10:36). Używając poprzedniej analogii obydwa utwory rozpoczynają w odwrotnej kolejności od poprzedników, czyli zaczynają od „fali kulminacyjnej” zwalniając w miarę upływu czasu. To szczególnie pasuje w przypadku Liquid Sky ze świetnym instrumentalnym fragmentem rozwijającym się od połowy utworu aż do jego końca. Tutaj szybkie tempo jest dyktowane gitarą basową, z gitarowymi solówkami i kończy się fantastyczną wymianą basowej i prowadzącej gitary. „From Mars to Mercury”, będąc najdłuższym kawałkiem, ma trochę więcej swobody na wprowadzenie różnych klimatów. Zaczyna się intensywnie prowadzącą gitarą, riffami i melotronowymi dźwiękami w tle, później również z wokalem. Muzyka zwalnia w środku i ponownie nabiera na sile pod koniec utworu.

„Lazy Boy and the Temple of Wonders” (8: 50) jest ostatnim utworem na płycie i niejako składową poprzednich czterech kompozycji tzn. jest tu łagodny początek, burzliwy środek i ponownie łagodny koniec, czyli nijako cały cykl użytej analogii. Ale jest to też najbardziej spokojny utwór, a więc „leniwy chłopiec” z tytułu ma tu swoje uzasadnienie. Po spokojnie toczącej się melodii następuje mocne, choć dość krótkie, wejście, po którym muzyka ponownie leniwie dopływa do końca. Co wyróżnia ten utwór z pośród innych to komentarz słowny w środku utworu. Pokazuje to, że zespół nie boi się użyć innych form, aby przekazać swoją wizję.

Co można napisać w podsumowaniu tego albumu? Słowa na pewno nie oddadzą tego w pełni, tym bardziej że każdy z nas ma swoje upodobania i inaczej odbiera muzykę (… i bardzo dobrze, że tak jest). Jeśli chodzi o mnie, bardzo długo jeszcze „szukałem szczęki po podłodze” po pierwszym odsłuchaniu tego albumu, pomimo tego, że zespół przecież już znałem i śledziłem jego postępy praktycznie od samego początku. Album Weedpecker „III” to już na pewno czołówka światowa i to nie tylko świata ciężkiego rocka. Jak już pisałem wcześniej, zespół rozszerza swoją muzyczną paletę poza swoje stonerockowe znamię o elementy psychodelii, space i progresywnego rocka i łączy te elementy nadzwyczaj dobrze. Pomimo że album został wydany już w styczniu 2018 roku pozostał do końca roku w samej czołówce moich płyt tego roku i nie tylko, bo cały czas mam ogromną przyjemność słuchania, kiedy tylko do niego wracam. Jeśli czegokolwiek tej płycie brakuje, jest to niezamieszczenie tekstów w książeczce. Bardzo lubię wiedzieć o czym dany utwór jest, a czasami jest to trudne bez tekstów przed oczyma. Tak czy inaczej, w niczym nie umniejsza to muzyce. Nic nie zastąpi doświadczania muzyki samemu, więc gorąco polecam przesłuchanie albumu (również tych wcześniejszych), co łatwo można zrobić na stronie Weedpeckera na portalu bandcamp: https://weedpecker.bandcamp.com/album/iii

Przyjemnego słuchania…

MLWZ album na 15-lecie