Parsons, Alan - The Secret

Kev Rowland, Parsons, Alan - The Secret

To pierwszy album Alana Parsonsa od piętnastu lat. Jeszcze więcej czasu upłynęło od kiedy rozwiązał on swój Project. Większość miłośników dobrej rockowej muzyki ma w swoich kolekcjach co najmniej jeden z jego czterech pierwszych, uważanych za klasyczne, albumów, podczas gdy wielu z nas ma wszystkie jego płyty. Bo wszystkie są godne uwagi.

Przez ostatnie lata płytowego milczenia Parsons przemierzał ze swoimi koncertami kontynenty, eksperymentował z innymi stylami muzycznymi, w tym elektroniką, lecz pod wieloma względami jego nowa płyta „The Secret” jest celnym spojrzeniem na softrockowy styl progresywny, w którym rozkochał nas przez długie lata swojej muzycznej aktywności.

Trochę szkoda, że rozpoczął on swój nowy album od instrumentalnego „The Sorcerer's Apprentice”, bo chociaż jest to dobry utwór, to udział w nim Steve’a Hacketta (który jest wyróżniony jako gościnny gitarzysta na tym albumie, ale tak naprawdę gra tylko w tym jednym utworze) stanowi tutaj tylko marketingowy magnes dla potencjalnych nabywców. Alan Parsons używa w tym utworze swoich orkiestrowych umiejętności aranżacyjnych i nagranie to brzmi wprawdzie nienajgorzej, ale nie wstrząsa ono ziemią i utrzymane jest w całkowicie innym stylu niż reszta albumu.

Gitarzysta Ian Bairnson (który grał na wszystkich albumach The Alan Parsons Project) powrócił po latach do pracy z Alanem, który na „The Secret” zachował się tak, jakby uruchomił obrotowe drzwi dla gości, w tym przede wszystkim dla piosenkarzy: Jasona Mraza, Todda Coopera, Marka Mikela, Jareda Mahone, Jordana Huffmana, PJ Olssona i Lou Gramma. Myślę, że o wiele bardziej interesująco byłoby usłyszeć, jak Parsons przedstawia więcej własnych ścieżek wokalnych, ponieważ miękki rocker „As Lights Fall”, w którym śpiewa, jest jednym z najbardziej pozytywnie wyróżniających się fragmentów tego albumu.

Zdecydowana większość zawartości tej płyty utrzymana jest jakby w pół drogi: wprawdzie długimi chwilami jest całkiem przyjemna w odbiorze, ale praktycznie nie jest w stanie poruszyć odbiorcy w jakiś wyrafinowany sposób. Ot, to po prostu zbiór kilkunastu ładnych piosenek. Minęło sporo czasu, odkąd po raz pierwszy usłyszałem pamiętny utwór „(The System Of) Doctor Tarr And Professor Fether” i nadal zdecydowanie bardziej wolę go niż cokolwiek, co usłyszałem na płycie „The Secret”.

Obiektywnie jednak muszę stwierdzić, że „The Secret” jest płytą solidną i myślę, że fani Alana Parsonsa będą z niej zadowoleni, lecz głównie chyba tylko dlatego, że ponownie wydał on coś utrzymanego w podobnym stylu, co jego muzyka ze starych, dobrych czasów.

 

Tłumaczenie: Artur Chachlowski

MLWZ album na 15-lecie