Perdomo, Fernando - The Crimson Guitar

Artur Chachlowski, Perdomo, Fernando - The Crimson Guitar

Choć nie jest to album świąteczny i choć trwa niespełna pół godziny, to fantastycznie wręcz pobrzmiewa w gorącej atmosferze Świąt Bożego Narodzenia. Gitara akustyczna, sprawne ręce amerykańskiego gitarzysty Fernando Perdomo (znamy go głównie z projektów Dave’a Kerznera) i… muzyka grupy King Crimson podana w bardzo kameralny, ba akustyczny wręcz sposób. Nie do uwierzenia? A jednak!

Skomplikowane łamańce i złożone struktury słynnych kompozycji zespołu Roberta Frippa zostały rozłożone przez Fernando na czynniki pierwsze i sprowadzone wyłącznie do dźwięków granych na nylonowych strunach akustycznej gitary. I nieważne czy to „Starless”, „The Court…”, „Moonchild”, „Islands” czy „Prince Rupert…” – wszystko to brzmi po prostu pięknie i magicznie. Fernando znalazł idealny przepis na muzykę Karmazynowego Króla. Klucz do tego, by zaprezentować ją w niecodzienny sposób. A stało się to dlatego, że od najmłodszych lat jest on wielkim fanem tego zespołu. Podobno gdy miał 11 lat kupił w jednym z dyskontów w swoim rodzinnym Miami Beach na Florydzie trzy kasety magnetofonowe z płytami „Islands”, „Lizard” i „USA”. Akurat rozpoczynał naukę gry na gitarze klasycznej i karmazynowa muzyka wdarła się w jego krwioobieg. Nic dziwnego, że w ramach gitarowych wprawek rozpisał skomplikowane Frippowskie struktury na sześć gitarowych strun i teraz, już jako 39-latek nagrał je, by złożyć hołd tym nieskończenie pięknym karmazynowym dźwiękom.

Wszystkie aranżacje przygotował on z największym pietyzmem oraz szacunkiem należnym temu wielkiemu zespołowi, a główną myślą, która mu w tym przyświecała było pokazanie delikatnego piękna i liryki, jakie zaklęte są w tej wspaniałej muzyce.

Płytę zadedykował nieżyjącym już muzykom związanym z King Crimson. Wymieńmy za Fernando Perdomo tych kilka szlachetnych nazwisk Wielkich Nieobecnych: John Wetton, Boz Burrell, Greg Lake, Ian Wallace… To dla nich ten wspaniały akustyczny hołd. To ich pamięci poświęcona jest ta niezwykła płyta. To dla nich Fernando Perdomo gra tak pięknie i wspaniale… A ja, pewnie jak i tysiące innych szczęśliwych posiadaczy tego krążka, sącząc grzane wino przy choince, słucham tych przepięknych dźwięków i nie dowierzam, że tak fenomenalnie brzmią one w takim prostym i akustycznym, lecz jakże mistrzowskim wykonaniu.

MLWZ album na 15-lecie