Electric Litany - Under A Common Sky

Maciej Lewandowski, Electric Litany - Under A Common Sky

Wyobraźcie sobie wspaniale podane danie, w którego skład wchodzą cudowne melodie, rodem z najpiękniejszych przebojów ery new romantic, z klawiszami z płyt Ultravox, OMD, aurą Talk Talk, z dodatkiem przypraw w postaci charakterystycznej gitary i pulsującego basu a'la The Cure czy New Order, a wszystko to oblane przepysznym sosem Radiohead, przyrządzone według najnowszych przepisów i trendów mistrzów kulinarnych.

Taka właśnie jest najnowsza płyta grecko-angielskiej grupy Electric Litany. Zapewne z racji pochodzenia muzyków, została ona nagrana w czasie lata 2017 na wyspie Korfu. To już trzeci krążek w dorobku tego, niestety mało znanego u nas zespołu. Choć muzycy mogą pochwalić się faktem, że poprzednia ich płyta "Enduring Days You Will Overcome" z 2014 r. została wyprodukowana przez samego Alana Parsonsa. Tym razem realizacji materiału pojął się George Boris i wyszedł z tego krążek wręcz perfekcyjny.

Otwierający "Azure" to wymarzony początek, a wręcz intro, prawie jedynie instrumentalne, nie licząc gdzieniegdzie głosów w tle, narzucających automatycznie skojarzenia z Sigur Ros. Zaraz potem, kiedy następuje drugi utwór  "CFU", słyszymy przez chwilę afrykańskie zaśpiewy niczym z płyt Petera Gabriela, które przechodzą w mariaż nowej technologii spod znaku Thoma Yorka i spółki. Dalej jest już tylko jeszcze lepiej!

Są tu cudowne potencjalne dreampopowe przeboje jak "Sealight",  "England" czy ten chyba najważniejszy "Refugee (Under a Coming Sky)", do którego zespół zrealizował niezwykle sugestywny teledysk (koniecznie zobaczcie na YT!). Końcówka płyty choć jest bardziej łagodna, czasami wręcz jak kołysanka "Embark", czy rozmarzona z przepiękną trąbką w zamykającej płytę kompozycji "The World Is Changing  While You Sleep",  to prawdziwa uczta dla uszu, a nade wszystko duszy każdego wrażliwego słuchacza.

Nie boję się zaryzykować stwierdzenie, że oto mamy do czynienia z albumem kompletnym. Przemyślanym i dopracowanym, od początku do końca. Z tego co mówią sami członkowie grupy, w warstwie muzycznej i literackiej chcieli oni zestawić piękno zainspirowane urokami greckiej wyspy z brutalną i tragiczną aktualną sytuacją humanitarną, której jesteśmy świadkami.

Czyż nie jest paradoksem naszych czasów, że w pobliżu tych prawie wyciągniętych z raju wysp, rozgrywają się największe tragedie życiowe niewinnych, bezbronnych ludzi, którzy uciekając przed śmiercią szukają nowego miejsca do życia dla siebie i swoich bliskich? Czy w dobie marzeń o podbojach kosmosu i o kolejnych planowanych wyprawach na Księżyc, a nawet jeszcze dalej w głąb układu słonecznego, nie zapominamy o naszej Ziemi i przed wszystkimi jej mieszkańcach, tych biedniejszych, tych pokrzywdzonych przez wojny i los? Czyż obecny świat nie staje się syntetyczny, pozbawiony empatii? Tragedie i śmierć ludzi w obszarze Morza Śródziemnego i na całym globie, zaczynamy oglądać w serwisach informacyjnych z coraz większą obojętnością, niczym materiały o pospolitych wydarzeniach z kraju i zagranicy, a serwis sportowy lub o prognozie pogody nie wzbudza w nas większych emocji i zainteresowania? Do tego jeszcze odradzające się ruchy nacjonalistyczne, coraz skuteczniej przyciągające tłumy młodych ludzi, którzy z pokolenia na pokolenie stają się coraz bardziej obojętni na potworności wojny globalnej. Do takiej właśnie zadumy, pomimo swojego piękna, prowokuje ten album. Nie sposób kiedy się on skończy nie otworzyć go na nowo, a wręcz zapętlić...

Electric Litany to Alexandros Miaris śpiew, gitary, fortepian i syntezatory, Pavlos Mavromatakis – bas, Benjamin Prince -  instrumenty klawiszowe i Richard Simic - perkusja.

Alan Parsons powiedział o nich kilka lat temu: "mogą być następnym Radiohead". Ale niech będą Electric Litany, tylko żeby ten album okazał się dla nich niczym "OK Computer" dla Radiogłowych. Tego szczerze im życzę!

To danie jest przepyszne, smaczne i czuć w nim serce kucharza. Dla mnie murowany kandydat do albumu 2019 roku.

MLWZ album na 15-lecie