Lazuli - Le Fantastique Envol de Dieter Böhm

Tomasz Dudkowski, Lazuli - Le Fantastique Envol de Dieter Böhm

Grupa Lazuli została założona w 1998 roku na południu Francji. Podczas swojej ponad dwudziestoletniej kariery zagrała wiele koncertów w Europie (w tym w Polsce - w 2015 roku towarzyszyła Fishowi na trasie "Farewell To Childhood"). Na jej czele stoją bracia Léonetti - Dominique (śpiew, gitary) i Claude (The Léode*). Skład uzupełniają Gédéric Byar (gitary), Romain Thorel (instrumenty klawiszowe, waltornia) oraz Vincent Barnavol (perkusja, marimba). Jak można zauważyć zespół ubarwia swoje brzmienie instrumentami nie do końca kojarzącymi się z muzyką rockową. Mogą także, jako jedyni, pochwalić się wykorzystaniem w nagraniach (i na scenie) tajemniczego instrumentu o nazwie The Léode. Został on stworzony przez Claude'a (we współpracy z Vincentem Maury) po tym jak w wyniku wypadku jego lewa ręka została sparaliżowana. Uniemożliwiło mu to granie na ukochanej gitarze, ale nie poddawał się i zbudował jej własną wersję. Kształtem przypomina Warr Guitar, z tym, że brak tu strun. Claude przesuwając palcami po gryfie wydobywa różne dźwięki zapisane w samplerze jednocześnie mogąc płynnie zmieniać ich ton i barwę. Brzmi jak miks gitary, syntezatora i piły. To tak w wielkim skrócie. Po więcej szczegółów zapraszam na stronę zespołu.

Wydany w lutym album “Le Fantastique Envol De Dieter Böhm" jest już dziewiątym studyjnym dokonaniem francuskiego kwintetu. Ukazał się 2 lata po poprzednim – „Saison 8”, który nieco mnie zawiódł. Tym razem jednak wrócili na właściwe tory.

Album został podzielony na cztery akty oraz prolog i epilog. Już od pierwszych dźwięków otwierającego utworu „Sol” zespół zabiera nas w bajkową podróż po morzach i lądach. Rozpoczyna się spokojnie by wspaniale się rozwinąć i uraczyć nas „fantastyczną” melodią, która potem jeszcze powraca kilkukrotnie. Które utwory należałoby jeszcze wyróżnić? Może najdłuższy „Les Chansons Sont des Bouteilles à la Mer“ z magicznym solem na The Léode, albo „Mers Lacrymales“ z kolejnym popisem Dominique’a, Claude’a i Gédérica, lub „Dieter Böhm” z końcówką w stylu Petera Gabriela. Niemniej ciekawy jest najłagodniejszy, oparty na brzmieniu fortepianu i wokalu, „Baume“ czy nastrojowy „Un Visage Lunaire“ z kolejnym popisem Claude’a lub też instrumentalny „L'envol“ z większą dawką elektroniki. No i nareszcie finał w postaci „L'homme Volant“ i „Dans les Mains de Dieter“, w których powraca motyw z „Sol“. Prolog, cztery akty, epilog… Dziewiąty album podzielony na dziewięć utworów. I tyle właśnie wymieniłem, albowiem płyta absolutnie nie ma słabych punktów. Jest tu wszystko, co u sympatycznej piątki Francuzów lubię najbardziej: charakterystyczny wokal Dominique’a (pamiętam jak ze zdziwieniem odkryłem słuchając płytę „Tant que l’herbe est grasse”, że nie śpiewa na niej kobieta), wspaniałe sola na gitarze i The Léode oraz niebanalne partie klawiszy (czy to jako tło, czy pełniących główną rolę) i perkusji (co ciekawe w składzie nie ma basisty). Może jest tu nieco więcej elektroniki niż na wcześniejszych płytach, ale przede wszystkim mamy tu mnóstwo pięknych melodii, które zapadają w pamięć. Muzyka sprawia, że czujemy jakbyśmy sami odbywali ten tytułowy „fantastyczny lot”. Po wybrzmieniu czuje się lekki niedosyt, że niecałe trzy kwadranse obcowania z nową muzyką Lazuli już dobiegły końca. Na szczęście można ponownie wcisnąć przycisk „play” i odbyć niesamowitą podróż z Dieterem jeszcze raz.

Dominique, Claude, Gédéric, Romain i Vincent słyną z dużego poczucia humoru (polecam ich stronę na facebooku). Zwykli kończyć swoje występy instrumentalnym utworem „9 hands around marimba”, podczas którego cała piątka gra jednocześnie na marimbie, zawsze wplatając fragment jakiejś znanej piosenki innego wykonawcy, czerpiąc z tego autentyczną radość. Naprawdę polecam wyszukanie takiego filmiku w sieci… O dużym dystansie do życia i własnej twórczości może świadczyć także okładka opisywanej płyty, bo jak inaczej można ocenić zilustrowanie fantastycznego lotu Dietera Böhma przez obraz przedstawiający tytułowego jegomościa siedzącego na olbrzymim ptaku dodo?

A kim jest tajemniczy Dieter? Tu światło rzuca wstęp do albumu:

„Na bezludnej wyspie muzyk hoduje nutę. Staje się ona melodią, pieśnią i, niczym list w butelce, powierza ją fali. Od brzegu do brzegu dziewiąty album Lazuli opowiada fantasmagoryczną historię Dietera Böhma, który wtapia się w dźwięk... Alegoryczna bajka Lazuli dla swoich Słuchaczy.

Pod postacią Dietera Bohma mamy na myśli każdego z Was. Bez Was muzyka nie istniałaby. Mogliśmy zostawić puste miejsce w tytule, abyście wpisali tam swoje imię, np. „Fantastyczny lot Tomasza Dudkowskiego” ;).

Po raz kolejny wrzuciliśmy nasze piosenki do morza, a teraz trzymacie je w rękach. Dziękujemy bardzo, inspirujecie nas.

Dedykujemy ten album Wam wszystkim,

Dom, Clo, Ged, Vince i Romain”.

Mija dopiero drugi miesiąc tego roku, a ja mam kolejnego kandydata do tytułu albumu roku…

Płyta ukazała się w formie 60–cio (!) stronicowego digibooka oraz (po raz pierwszy w karierze zespołu) na winylu. Niebawem za sprawą wydawnictwa Oskar powinna być dostępna również w Polsce.

MLWZ album na 15-lecie
On Air