Euphoria Station - The Reverie Suite

Artur Chachlowski, Euphoria Station - The Reverie Suite
 
Niedawno skontaktował się ze mną Ronald Van Deurzen, klawiszowiec grupy Euphoria Station, który przesłał  mi jej nowy album "The Reverie Suite". Dzięki recenzjom w różnych magazynach, takich jak Fireworks, Background Magazine i muzycznych prezentacjom na portalach Progrock.com, ProgAlley i Progzilla, zespół chce teraz rozszerzyć swoją bazę fanów w Polsce.
 
W przesyłce, oprócz płyty CD, znalazłem jeszcze materiały informacyjne o zespole, z których dowiedziałem się, że Euphoria Station to wspólne muzyczne przedsięwzięcie utworzone przez gitarzystę Hoyta Bindera i wokalistkę Saskię Binder. Saskia to prawdopodobnie żona Hoyta, gdyż z biografii zespołu wynika iż przed laty spotkali się w Los Angeles i przez długie lata grali akustyczne koncerty w klubach Hollywood. Przygotowywali też materiał na debiutancki album, który ukazał się na płycie „One Heart”. Nagrali go wspólnie ze studyjnymi muzykami Chrisem Quirarte (dr), Paulo Gustavo (bg) oraz Mikiem Farrellem (k). Niedawno ukazał się wspomniany, przesłany do Małego Leksykonu album nr 2 – „The Reverie Suite” - nagrany z udziałem sporej rzeszy instrumentalistów, w tym grającego na harmonijce ustnej Tollaka Ollestada (grał m.in z Andreą Bocellim, Billy Idolem i Sealem), a obok Saskii i Hoyta z pierwszego składu ostała się jeszcze sekcja rytmiczna (Quirarte – Gustavo).

„Euphoria Station” to album koncepcyjny zawierający stylową syntezę progresywnego rocka i Americany, skupiony wokół trudnego, choć szczęśliwego dzieciństwa, pełen niezwykle pozytywnych muzycznych wibracji, z tekstami mówiącymi o najwcześniejszych doświadczeniach, pięknie i bólu miłości oraz nienasyconej młodzieńczej pasji życia.

Składający się z 12 tematów album zawiera muzykę, która wydaje się być mieszanką wszystkiego pod słońcem: od popu i rocka po jazz i klasykę, z szybującymi melodiami śpiewanymi przez Saskię czystym i mocnym, a w dodatku niezwykle pozytywnie brzmiącym głosem. Chwilami brzmi ona jak młoda Annie Haslam z Renaissance. Zespół Euphoria Station ma swój własny charakterystyczny styl. To jedyna w swoim rodzaju tożsamość bierze się z częstego używania banjo, mandoliny, skrzypiec i harmonijki ustnej. Zaś progresywny pierwiastek pochodzi głównie ze świetnych partii gitary elektrycznej, organów Hammonda, fortepianu i fletu.

Na „The Reverie Suite” Saskia i Hoyt Binder demonstrują wszechstronność swoich muzycznych zainteresowań i eksplorują klimaty muzyki rockowej z lat 70., które wydają się doskonale wręcz dostosowane do ich innej pasji - natury, zwłaszcza ogromnego i pięknego obszaru południowo-zachodnich stanów Ameryki. To bardzo marzycielska płyta z amerykańskimi bezkresami w tle.

Dobry, choć jak dla mnie ciut za bardzo "amerykański" jak na progrockowe standardy, to album. Ale na pewno godny uwagi.

MLWZ album na 15-lecie