CETI – Oczy martwych miast

Paweł Świrek, CETI – Oczy martwych miast

Już w zeszłym roku podczas koncertów zarówno Grzegorza Kupczyka, jak i CETI można się było dowiedzieć, że kolejna płyta CETI będzie zaśpiewana w języku polskim (ostatnie wydawnictwa tego zespołu zawierały wyłącznie anglojęzyczne wokale). I rzeczywiście, stało się tak na wydanej przez wytwórnię Metal Mind Productions płycie zatytułowanej „Oczy martwych miast”.

Otrzymaliśmy na niej około 37 minut premierowej muzyki. Wszystkie kompozycje utrzymane są w typowych dla CETI powermetalowych klimatach. Jest głośno, jest ostro i jest klimat niczym ze słynnej „Kawalerii szatana” zespołu Turbo.

Jeszcze przed przystąpieniem do prac nad tą płytą nastąpiła zmiana na stanowisku perkusisty. Mucka zastąpił Jeremiasz Baum. Ponadto mamy też dwóch gitarzystów w zespole, reszta składu bez zmian. W muzyczny koncept duży wkład miał Tomek Targosz. Zgodnie z jego pomysłem album skonstruowany jest tak, że jego początek jest osadzony w heavymetalowej stylistyce, zaś umowna część druga to kompozycje bardziej klasycznie hardrockowe inspirowane brzmieniami grup AC/DC czy Thin Lizzy.

Z dziewięciu utworów zawartych na płycie „Oczy martwych miast” dwa najmocniej przykuły mą uwagę. Pierwszy to „Machina chaosu”. Jest to zarazem pierwszy singiel z tego wydawnictwa i znakomity reprezentant płyty. Pierwsze, co zainteresowało mnie w tym numerze, to charakterystyczny bas Tomka Targosza w pierwszych dźwiękach utworu. Do tego chwytliwa i porywająca linia melodyjna. Warto wspomnieć, że utwór ten był ostatnio często ogrywany na koncertach. O ile wersja z krakowskiego Kwadratu (kwiecień 2019) nie powalała zbytnio, o tyle wersja płytowa jest o wiele bardziej dopracowana w każdym szczególe.

Drugim wyróżniającym się fragmentem jest najdłuższy na płycie „W dolinie światła”. Rozpoczyna się piękną wokalizą, a dalej mamy klimat niczym z „Lamiastraty”. Na zakończenie otrzymujemy piękne solo gitarowe, które równocześnie zamyka płytę.

Drugi singiel z tej płyty, czyli „Linia życia” co prawda nie powalił mnie aż tak, jak „Machina chaosu”, ale nie oznacza, że jest to zły numer. Wręcz przeciwnie, to całkiem udany kawałek, zwłaszcza dzięki solówce gitarowej pod sam koniec utworu. Bardzo zauważalnym elementem w większości numerów są charakterystyczne klawisze brzmiące ciężko niczym Hammond. Przywodzi to na myśl inną klasyczną rockową grupę – Deep Purple. Reszta utworów, przynajmniej na razie, jakoś nie przykuła mojej uwagi. Ale kto wie, może z czasem odkryję kolejną ulubioną kompozycję? W każdym razie „Oczy martwych miast” uważam za bardzo udaną płytę, choć z warstwą tekstową jest niestety nieco słabiej (no, może poza numerem „Fałszywy Bóg”)...

Uzupełnieniem kampanii reklamowej towarzyszącej premierze nowego krążka CETI jest złocisty trunek wypuszczony z okazji 30. urodzin grupy i dostępny na koncertach zespołu oraz w… dobrych sklepach piwnych.

MLWZ album na 15-lecie