Sectile - Falls Apart

Artur Chachlowski, Sectile - Falls Apart

Sectile to zalożony w 2016 roku progmetalowy kwintet działający w Dublinie. Szybko zdobył sobie uznanie swoimi spektakularnymi występami zarówno w małych klubach, jak i na festiwalach (m.in. dobrze przyjęty koncert na słynnym irlandzkim święcie metalu w ramach festiwalu Siege Of Limerick), a wydana w 2017 roku EP-ka ugruntowała jego markę i zaowocowała publikacjami w najbardziej renomowanych magazynach oraz platformach muzycznych w Irlandii.

Ostatnie miesiące Sectile spędził na komponowaniu nowego materiału i na dopieszczaniu starszych kompozycji z myślą o debiutanckiej płycie. Ukazała się ona pod koniec lutego, a jej wydanie poprzedził singiel „The Hunt”, który w sposób precyzyjny wskazuje kierunek muzyczny, będący podstawą albumu zatytułowanego „Falls Apart”. Irlandczycy łączą na nim melodykę klasycznego prog rocka z tradycyjnymi pierwiastkami metalu wzbogaconych nieprzeciętną techniką instrumentalistów. A jest ich w grupie Sectile czterech: Mark O'Reilly i Marcelo Varge grają na gitarach, a sekcję rytmiczną tworzą Cormac Hennigan (bas) i Zachary Newman (perkusja). Za mikrofonem stoi Gabriel Gaba i stanowi on, a właściwie jego głos stanowi prawdziwą siłę napędową zespołu.

Album „Fall Apart” to rzecz, która ucieszy fanów technicznego prog metalu. Być może nie jest to płyta odkrywcza, ale w muzyce Sectile słychać bunt i młodzieńczą energię, której powoli jakby zaczynało już brakować niektórym weteranom gatunku. Młodzi Irlandczycy grają głośno, szybko i dynamicznie, ale nie zapominają o melodyce i raz po raz z powodzeniem starają się przemycić w swoich kompozycjach pierwiastki nowoczesności.

Takie utwory, jak „Black Cloud” i „Boreal Void” łączą w sobie cięższe elementy twórczości The Ocean z melancholią i pokręconą stylistyką spod znaku grupy Leprous. Wspomniany już singlowy „The Hunt” to chwytliwy utwór w stylu, którego nie powstydziłby się amerykański Dream Theater. Gdzie indziej, jak w „Archetypes” czy „Daggers”, napotkać można ślady twórczości Porcupine Tree, a w finałowej, trwającej ponad 12 minut, trzyczęściowej muzycznej epopei „Dying Of The Lights” z łatwością wychwycić można fascynację dokonaniami największych progmetalowych tuzów, jak Periphery czy Opeth (tak z okolic albumu „Watershed”).

Tak więc, „Falls Apart” jest jak świeży powiew wiatru w nieco skostniałym już świecie progresywnego metalu i 50 minut spędzone z tym krążkiem na pewno nie jest czasem straconym. Ba, wydaje mi się, że każde jego kolejne przesłuchanie staje się jeszcze bardziej inspirujące od poprzedniego.

MLWZ album na 15-lecie