Mostly Autumn - Glass Shadows

Artur Chachlowski,

ImageSerią swoich bardzo udanych płyt Mostly Autumn zapracował sobie na miano czołowej brytyjskiej grupy kojarzonej z falą muzyki progresywnej nasyconą elementami folku i celtyckiego rocka. Zespół swoim dotychczasowym dorobkiem udowodnił, że należy do najbardziej wyrazistych i oryginalnych formacji ostatniej dekady, a dwa jego najważniejsze wyróżniki: gitarowe solówki Bryana Josha i rewelacyjny wokal Heather Findlay, rozwijały się i zachwycały słuchaczy z płyty na płytę, przyczyniając się do rosnącej popularności zespołu. Lecz również, z płyty na płytę, dawało się dostrzec rosnącą komercjalizację muzyki Mostly Autumn. Począwszy od płyty „Passangers” (2003) zespół przykładał coraz większą wagę do przebojowości, uproszczenia i urockowienia swoich produkcji, puszczając w coraz większe zapomnienie długie epickie kompozycje nasycone soczystymi partiami gitar w stylu Davida Gilmoura oraz zdecydowanie odchodząc od folk rockowego zabarwienia swojej muzyki. Kolejne płyty grupy Mostly Autumn miały w sobie coraz mniej młodzieńczej świeżości i entuzjazmu pamiętanego chociażby z „The Spirit Of Autumn Past” (1999), czy „The Last Bright Light” (2001). Zespół na swoich kolejnych wydawnictwach coraz bardziej przybliżał się do muzyki środka, wypełniając swoje albumy, co prawda ładnymi, ale mającymi w sobie coraz mniej epickiego rozmachu, piosenkami.

Nowa płyta, „Glass Shadows” jest doskonałym obrazem tego zjawiska. Wypełnia ją 10 utworów, z których tylko jeden, tytułowy, posiada pewne cechy prog rockowej epickości. Nagranie to wyróżnia się też na tle innych swoimi rozmiarami (11 minut 20 sekund). Reszta to kilkuminutowe piosenki, śpiewane raz przez Josha, raz przez Findlay, od czasu do czasu okraszone efektownymi, lecz niezbyt rozbudowanymi, solówkami granymi na gitarze (jak np. w „Paper Angels” i „The Second Hand”), partiami dud gościnnie występującego na płycie członka Iony, Troya Donockleya (w „Until The Story Ends”), porywającymi refrenami (jak np. w „Tearing At The Faerytale”), czy lirycznym i wyciszonym nastrojem („Above The Blue”). Trzeba zdecydowanie podkreślić ewidentny fakt, iż muzyka Mostly Autumn uległa na płycie „Glass Shadows” znacznemu uproszczeniu. W większości piosenek pozostał ten sam, znany z poprzednich płyt zespołu, klimat, ale nie ma już teraz miejsca na złożone aranżacje, na niespodziewane zwroty akcji, czy na jakieś ekstrawaganckie pomysły. Wszystko jest tu bardziej wyważone, stonowane i uładzone. A tym samym jakby bardziej przewidywalne. Najwyraźniej z wiekiem i wraz z nabywanym doświadczeniem zespół Mostly Autumn zdecydowanie wyciszył się i uspokoił. Okres młodzieńczych szaleństw przeszedł do lamusa.

Muszę też z przykrością stwierdzić, że jest na nowym krążku Mostly Autumn kilka ewidentnych wpadek. Pierwsza z nich to otwierający płytę utwór „Fireside”. Tak miałkiego i bezbarwnego utworu próżno szukać w całym, bogatym już przecież, katalogu nagrań tego zespołu. Kolejne nieporozumienie to finałowa piosenka „A Different Sky”. Nie tak wyobrażałem sobie zamknięcie nowego dzieła Mostly Autumn, pamiętając o tak efektownych finałach z przeszłości, jak „The Night Sky”, „The Gap Is Too Wide”, „Mother Nature”, czy „Pass The Clock”. No i jest jeszcze trzecie nagranie na tej płycie, do którego kompletnie nie mogę się przekonać: „Flowers For Guns”. Liryczny nastrój tej miłosnej piosenki zatraca się bezsensownie przez niepotrzebnie piętrzące się piętrowe partie wokalne trzech, skądinąd potrafiących wspaniale śpiewać, pań. Skąd ich tyle na tej płycie? Trzeba wiedzieć, że Mostly Autumn A.D. 2008 to pod personalnym względem trochę dziwna hybryda. Dzisiaj to grupa totalnie zdominowana przez duet Heather Findlay – Bryan Josh. Ten drugi oprócz gry na gitarze, przejął też wszystkie partie grane na syntezatorach i instrumentach klawiszowych. W grupie jest nowy perkusista Henry Bourne, powracający do zespołu (bo przez chwilę nie było go w Mostly Autumn) basista Andy Smith, oraz… uwaga, uwaga… dwie śpiewające w chórkach panie: Olivia Sparnenn i Anne-Marie Helder. Ta pierwsza znana jest z zespołu Breathing Space, a ta druga działała niegdyś w Karnatace, a ostatnio stała się podporą niedawno debiutującej formacji Panic Room. W składzie Mostly Autumn nie ma aktualnie Angeli Gordon (przebywa na urlopie wychowawczym; kilka miesięcy temu urodziła dziecko), Chrisa Johnsona, który na poprzednim albumie „Heart Full Of Sky” dał się poznać jako wszechstronnie uzdolniony kompozytor i muzyk, a także długoletnich członków zespołu, Liama Davisona (slide guitar) i Andrew Jenningsa (perkusja).

Tak właśnie prezentuje się grupa Mostly Autumn na swoim nowym albumie pt. „Glass Shadows”. Niby zespół nie schodzi na nim poniżej przyzwoitego poziomu, niby nie jest to płyta zła, niewątpliwie ma ona swoje liczne dobre momenty, wciąż panuje na niej atmosfera znana z poprzednich wydawnictw, ale gdyby ktoś przewrotnie zapytał mnie o najmniej przekonywujący album w dorobku zespołu, bez wahania wskazałbym na to najnowsze „dziecko” Mostly Autumn.

Czyli jednak rozczarowanie? Raczej tak. Niestety...

PS. Specjalna edycja albumu „Glass Shadows”, której jestem posiadaczem, zawiera dodatkowy krążek DVD, na którym oprócz dokumentalnego filmu „The Making Of Glass Shadows – Video Diary” znajdują się trzy nagrania bonusowe: zamykający podstawowy krążek utwór „A Different Sky” z inną, bardziej eksponującą głos Bryana Josha, ścieżką wokalną oraz dwa niedokończone (bez wokali) nowe utwory: „Slow Down” i „Black Stone”. Zasadniczo nie rzucają one nowego światła na obraz nowej płyty Mostly Autumn 
MLWZ album na 15-lecie