Tic Tic - Comfort In The Echo

Artur Chachlowski, Tic Tic - Comfort In The Echo

Tic Tic to norweski syntezatorowy duet złożony z Irene Svendsen i Kaia Drange. 14 sierpnia nakładem Apollon Records na winylu, na płycie CD oraz w wersji cyfrowej zostanie wydany ich debiutancki album „Comfort In The Echo”.

Program płyty wypełniony jest muzyką elektroniczną z nutką alternatywnej nostalgii. Znaleźć na niej można też liczne elementy trip hopu, synth popu i post rocka. Słychać, że Irene i Kai czerpią ile mogą z dorobku zespołów Massive Attack, Depeche Mode i Dead Can Dance.

Pierwszy singiel w postaci utworu „Autopilot” ukazał się w listopadzie ubiegłego roku i błyskawicznie zyskał sobie doskonałe przyjęcie. Znalazł się nawet na playliście norweskiego nadawcy publicznego NRK P13. Nic dziwnego, gdyż to bardzo chwytliwa piosenka, która zawiera wszelkie najlepsze elementy muzyki pop i łączy je z indywidualnym znakiem jakości duetu, dając przy tym bardzo przyzwoity efekt końcowy.

Drugi singiel, „Eveything Familiar”, przedstawia bardziej alternatywną i mroczną stronę muzyki Tic Tic. Jeszcze bardziej przepełnioną elektroniką niż pierwszy singiel. Reszta nagrań, jak np. końcowa sekwencja utworów „Get Back In Line” – „You Dranken” – „In This Together” wraz z finałową piosenką „Puppets And Toys” mówi chyba najwięcej o charakterze muzyki norweskiego duetu: „Staramy się znaleźć równowagę między przystępnością naszej muzyki, a nieznaną, bardziej eksperymentalną sferą komponowania” – mówią o napisanych przez siebie utworach Irene i Kai.

I choć płycie „Comfort In The Echo” bardzo daleko jest do świata prog rocka, który staramy się przybliżać naszym Czytelnikom na naszych małoleksykonowych łamach, to wydaje się ona tak kameralna i delikatna, a w swoim artystycznym wydźwięku tak bardzo wartościowa, że postanowiliśmy zwrócić na nią uwagę wszystkich miłośników dobrej muzyki odwiedzających portal MLWZ.PL. Warto sięgnąć po ten album. Szczególnie latem, gdy ma się więcej czasu na odkrywanie ciekawych debiutantów i chętniej słucha się czegoś mniej wymagającego niż ambitne i złożone, a przy tym pokręcone dźwięki z krainy progresywnego rocka.

MLWZ album na 15-lecie