Merchants Vice - Amber

Artur Chachlowski,
ImageZ jednej strony odczuwam ogromną radość, gdy „odkrywam” kolejne młode zespoły z kręgu progresywnego rocka, z drugiej zaś - zastanawiam się czy kolejni młodzi twórcy są w stanie wnieść jeszcze coś nowego do gatunku, w którym zdążono powiedzieć już chyba wszystko. Na szczęście raz na jakiś czas pojawia się na tyle ciekawy zespół, że w krótkim czasie wspina się na szczyty popularności zajmując należne mu wysokie miejsce na rockowym panteonie. Tak 20 lat temu było z Marillionem, trochę później z Pendragonem, jeszcze później z Porcupine Tree oraz Spock’s Beard, a ostatnio z tak wspaniale prezentującym się Pineapple Thief. Jaki los pisany jest debiutanckiej płycie grupy Merchants Vice? Czy dołączy ona do wąskiego grona art rockowych liderów, czy podzieli los dziesiątków innych, jednosezonowych wykonawców? Wydaje się, że płyta „Amber” posiada sporo atutów mogących zapewnić grupie Merchants Vice ciepłą reakcję publiczności. Zespół powstał w 1997r. jako trio: Les Wardle (v), Mark English (k) i Chas Allen (dr). Nieco później dołączyli do nich Nick Martin (g) oraz Paul Brown (bg). Uwadze uważnych słuchaczy nie umknie zapewne fakt, że obaj działali swego czasu w cieszącej się umiarkowaną popularnością formacji Medicine Man. Już jako kwintet Merchants Vice wydał w 2001r. EP-kę „A Story To Tell”, a teraz wypuścił na rynek swój debiutancki pełnowymiarowy album. I chyba nie ma nim jakichś rewelacyjnych, czy przełomowych rozwiązań muzycznych. Całość utrzymana jest jednak w rzetelnym neoprogresywnym stylu, a mocnymi punktami programu płyty są otwierające całość nagranie „Reason To Change” oraz dwa najdłuższe utwory „Intoxicated” i „All Our Limes”. Trzeba przyznać, że musi upłynąć trochę czasu zanim przyzwyczaimy się do oryginalnej ekspresji wokalnej Lesa Wardle’a, którego głos chwilami przypomina Petera Hamilla. Również dopiero za którymś przesłuchaniem zapadają w pamięci niektóre partie instrumentalne. Jednym zdaniem trzeba wykazać minimum cierpliwości, by odkryć prawdziwe piękno tej muzyki. A że nie brakuje go w niemal każdej minucie tego albumu, o tym z całego serca zapewniam Szanownych Czytelników MH.
MLWZ album na 15-lecie