Mermaid Kiss - The Mermaid Kiss Album

Artur Chachlowski,
ImageJeżeli ktoś lubi delikatne i uduchowione brzmienia z ciekawie brzmiącym żeńskim wokalem, jeżeli ktoś przepada za robiącymi ostatnio zawrotną karierę zespołami Mostly Autumn i Karnataka, to mam jedną dobrą, a drugą złą wiadomość. Dobrą, bo oto w grupie Mermaid Kiss znajdujemy kolejnego reprezentanta młodej fali brytyjskiego rocka, który właśnie debiutuje niezwykle ciekawym albumem zatytułowanym po prostu „The Mermaid Kiss Album”. Zła wiadomość jest taka, że o tę płytę, póki co, wcale nie będzie łatwo na polskim rynku muzycznym. Z tego, co wiem, to jeszcze nikt w naszym kraju nie dystrybuuje tego wydawnictwa i aby go zdobyć trzeba będzie trochę pobuszować w Internecie. A naprawdę jest warto. Mermaid Kiss to troje ludzi: obdarzona tyleż cudownym głosem, co niebanalną urodą Evelyn Downing, autor całego materiału Jamie Field (g, bg) oraz towarzyszący im Andrew Garman (k, dr, bg). Na swojej płycie proponują oni niezwykle ciekawą, delikatną i romantyczną muzykę, choć nie są to wcale wyłącznie łatwo przyswajalne popowe propozycje z cyklu „wpada jednym, a wypada drugim uchem”. Chociaż trzeba przyznać, że kandydatów na potencjalne hity wcale na tym albumie nie brakuje („Write My Name In Stars”, „Mermaid Kiss”, „Whisper”). Większość utworów prowokuje do myślenia, zmusza do wysilenia wyobraźni i dotarcia do podwójnego dna tych kompozycyjnych perełek. Najlepszym tego przykładem jest nagranie „Just Like You” opowiadające o dziewczynie, którą właśnie dowiedziała się, że jest pierwszym ludzkim klonem. Czuje się ona jakby cały świat wokół niej został sklonowany. I znajduje to idealne odzwierciedlenie w muzyce zespołu: nakładające się na siebie, różniące się o oktawę wokale, zdublowane gitary, czy podwójne partie perkusji. Takich smaczków jest na tej płycie więcej, takich perełek można znaleźć bez liku. Trzeba tylko chcieć i umieć do nich dotrzeć. Dlatego gorąco zachęcam, by spróbować sięgnąć po tą bardzo piękną i niezwykle romantyczna płytę.
MLWZ album na 15-lecie