Meer - Playing House

Artur Chachlowski, Meer - Playing House

To dopiero początek Nowego Roku, a tu już taka muzyczna rakieta na jego początek! Niesamowicie miła niespodzianka, oczywiście z Norwegii, i świetny album zatytułowany „Playing House” grupy o nazwie Meer.

Meer to prawdziwa rockowa orkiestra. Pochodzi z Hamar, zaczynali przed laty jako duet, w styczniu 2016 roku wydali swój pierwszy album (którego nie słyszałem), ale teraz zespół liczy aż 8 osób, w tym dwóch muzyków (Åsa Ree, Ingvild Nordstoga Eide), gra na klasycznych instrumentach (skrzypce, altówka), a klawiszowiec Ole Gjøstøl częściej używa fortepianu niż syntezatorów. W Meer mamy dwójkę wiodących wokalistów: panią Johanne Kippersund oraz pana Knuta Kippersunda (nie wiem czy to małżeństwo czy rodzeństwo, w każdym razie zbieżność nazwisk na pewno nieprzypadkowa). Ponadto Eivind Strømstad gra na gitarach, Morten Strypet na basie, a Mats Lillehaug na perkusji.

Grają w sposób rewelacyjny, a ich kompozycje (na płycie „Playing House” znajdujemy 11 utworów plus dodatkowo cover przeboju Whitesnake „Here I Go Again”) brzmią niesamowicie świeżo i oryginalnie. Zespół Meer zachwyca potężnym brzmieniem, bajecznymi melodiami, niesamowitymi harmoniami i kilkoma innymi sonicznymi niespodziankami. Trudno muzyczne produkcje grupy Meer nazwać wprost rockiem progresywnym. Byłoby to na pewno nadużyciem, gdyż stylistyczne ambicje Norwegów wykraczają poza ramy jednego gatunku. Muzykę Meer określiłbym raczej art rockiem z bogatym orkiestrowym brzmieniem („Lay It Down”, „Picking Up The Pieces”, „Beehive”, „Lay It Down”) połączonym z melodyjnym i chwytliwym pop rockiem („Song Of Us”, „Across The Ocean”) z dużą ilością energetycznych i pełnych rozmachu („Lay It Down”, She Goes”) oraz minimalistycznych („Where Do We Go From Here”, „Child”) wstawek.

Żeby nie było nieporozumień od razu powiem, że to nie muzyka wymienionego powyżej zespołu Whitesnake jest benchmarkiem dla brzmienia Meer. Nie jest nim też, pomimo podobieństw instrumentarium, Electric Light Orchestra. Zespół Meer gra bardzo oryginalnie i niepowtarzalnie. Jeżeli już miałbym doszukać się pewnych podobieństw (lecz nie we wszystkich kompozycjach!), to byłaby to Sade (barwa głosu Johanne często przybliża się do śpiewu słynnej czarnoskórej wokalistki, np. w utworach „You Were A Drum” czy „Honey”). Ale powiedzieć, że piosenki Sade mają wiodący wpływ na muzykę Meer to jakby nic nie powiedzieć. Prawdą jest, ze repertuar Meer to raczej krótkie 3-4 minutowe utwory, ale inspiracji, wpływów i źródeł jest w tej muzyce znacznie więcej, a samą twórczość Meer należy rozpatrywać w znacznie szerszym, rzekłbym: unikatowym, kontekście.

Uwaga, słuchając albumu „Playing House” można niepostrzeżenie zostać wciągniętym w magiczny świat cudownych dźwięków. Meer ma ten dar, że jego muzyka hipnotyzuje, wciąga jak narkotyk i nie wiadomo kiedy stajesz się oczarowany eklektycznym repertuarem, tym zaskakującym połączeniem orkiestrowego popu, muzyki klasycznej i rocka progresywnego. Dzięki imponującym aranżacjom smyczkowym i polifonicznym wokalom brzmienie Meer staje się wyjątkowe i zaskakujące, a zawartość płyty „Playing House” robi naprawdę piorunujące wrażenie. Wyjątkowy, zaskakujący i niesamowicie udany to album. Poproszę o więcej takich płyt w 2021 roku!

www.karismarecords.no

MLWZ album na 15-lecie