Yacobs - Beautiful

Tomasz Dudkowski, Yacobs - Beautiful

Yacobs to solowy projekt multiinstrumentalisty i wokalisty Ulfa Jacobsa, który na co dzień zasiada za perkusją w niemieckiej grupie Argos. I o ile twórczość macierzystej formacji była już kilkukrotnie opisywana na naszych łamach, tak solowy dorobek Jacobsa do tej pory nam umykał. W tym roku mija dwudziesta rocznica ukazania się pierwszego albumu („Still Love You”) sygnowanego tą nazwą, a w dorobku ma jeszcze następujące płyty: „Lifespan” (2004), „Estella” (2007), „Time Machine” (2011) i „Clouds” (2012). „Beautiful” jest zatem już szóstym krążkiem w dorobku projektu. Ukazał się w październiku ubiegłego roku i przynosi 7 utworów trwających w sumie 45 minut.

Większość z nich stanowią zwarte, piosenkowe formy o czasie trwania wahającym się od 3 do 7 minut, w większości utrzymane w niespiesznym tempie. Uwagę przykuwają dwie ballady. Pierwszą z nich jest „Truth Or Dare”, oparta na brzmieniu fortepianu i gitary akustycznej z subtelnym elektronicznym tłem oraz ciekawą partią basu, na którym zagrała Tina Dieper. Jak możemy przeczytać w książeczce, utwór jest dedykowany jej pamięci, gdyż niestety nie doczekała premiery albumu.

”Truth or dare/ Too young too care/ A kiss good bye

Truth or dare/ A love so rare/ One last kiss good bye

The saddest song/ Is on the way/ To place this world/ Where you belong

So fly my love and don’t forget/ I’m your friend and always on your side

Reach for the sky/ Without regret/ Stars are diamonds of the night

(…schooner Morgen…) …wir sehen uns…”

I jeszcze delikatne solo na gitarze (zasługa kolegi z Argos, Ákosa Bogáti-Bokora) i tak kończy się ten piękny song, którego brzmienie kojarzy mi się dość mocno z twórczością The Blue Nile. Coś z klimatu nagrań grupy Paula Buchanana ma też, opublikowana na cyfrowym singlu w 2015 roku, kompozycja „Naked”, która za sprawą eterycznych dźwięków fletu (gra na nim Gábor Kecskeméti) zbliża się brzmieniem do utworów, które nagrywał kiedyś Camel, czy nasz Quidam…

„The naked eye/ A smile that hides the pain

The naked truth/ I won’t make the same mistake again”

W tle możemy usłyszeć dźwięki ksylofonu obsługiwanego przez lidera projektu i płynnie przenosimy się do zamykającego całość „How Will I Know” , który z kolei ma w sobie coś z utworów Genesis. Już we wstępie, dzięki partii instrumentów klawiszowych można mieć wrażenie, że za chwilę padną słowa „ There is lambswool under my naked feet/ The wool is soft and warm/ Gives off some kind of heat” ze słynnego „Baranka” . Z kolei dźwięki generowane przez automat perkusyjny przywołują echa „Fading Lights” z ostatniego albumu grupy nagranego z udziałem Phila Collinsa. W grze Jacobsa na perkusji też słychać spory wpływ sławnego kolegi (obaj, obok gry na bębnach, śpiewają i obsługują instrumenty klawiszowe, a także są… leworęczni). Podkład uzupełnia syntezatorowy bas oraz gitara, na której gra Sascha Conrad, a w chórkach udziela się Kari Jacobs.

Co ponadto? Otwierający album „To Be A Clown” oraz drugi „The Back Of My Hands” to kolejne nagrania z użyciem syntezatorowego basu. Szczególnie ten pierwszy może się podobać udanie wprowadzając w klimat płyty. Drugi, najbardziej żywiołowy na albumie, już nieco mniej przekonuje. Ot, taka fajna popowa piosenka, której jednak nie można odmówić uroku. Jest jeszcze ballada „A Contagious Fear”, która nie ustępuje wymienionym na początku ścieżkom. Możemy usłyszeć w niej innego kolegę z Argos, Thomasa Klarmanna, grającego na basie oraz urokliwe solo na gitarze w wykonaniu Conrada, a także śpiewającego w chórkach Bogáti-Bokor'ego.

Napisałem wcześniej, że na albumie umieszczono w większości krótkie formy. Jest jednak jeden wyjątek. Stanowi go najdłuższy w dotychczasowej karierze projektu (prawie) tytułowy „It’s Beautiful”, trwający niespełna 18 minut. Początek tej rozbudowanej kompozycji przywołuje klimat nagrań trio Banks – Rutherford – Collins z końcówki lat 70. Dalej możemy natknąć się na gitarowe zagrywki a’la Steve Rothery, czy camelowo (lub też bardziej lokalnie, quidamowo) brzmiący flet. Całość okraszona nienachalną elektroniką i mocnym basem. Raz tempo jest żywsze, innym razem przychodzi wyciszenie, a całość, zgodnie z tytułem, jest po prostu piękna. Duże pole do popisu dostał tu Ákos Bogáti-Bokor, który dba o basowe „doły” oraz czaruje kilkoma gitarowymi solówkami, ze szczególnie godną polecenia, finałową partią, której nie powstydziliby się mistrzowie Hackett czy wspomniany Rothery. Szkoda tylko, że jest taka krótka. A wszystko to zlane smakowitym klawiszowym sosem autorstwa Jacobsa.

„Beautiful” to muzyczna podróż opowiadająca o miłości, namiętności, melancholii, słońcu, niebie, kwiatach, ale także stracie, głębokim smutku i żałobie. Mimo, iż nagrał ją perkusista, to gra na tym instrumencie nie przytłacza brzmienia płyty. Na pierwszy plan wysuwają się zdecydowanie różne instrumenty klawiszowe. To plus wykorzystanie w nagraniach słynnego automatu perkusyjnego Roland CR78, czy też charakterystycznego brzmienia bębnów kieruje zawartość krążka do wszystkich, którzy uwielbiają Genesis, głównie z początkowego okresu gdy zostało ich trzech. Oni, a także fani Marillion, Camel czy też The Blue Nile odnajdą na tym wydawnictwie mnóstwo dźwięków, które bez wątpienia przypadną im do gustu. Ale nie tylko im, gdyż jest to bardzo udany progrockowy, z domieszką ambitnego popu, album, którego najlepiej słuchać w całości i pozwolić się nieść strumieniowi nastrojowych, pięknych, kompozycji.

Płytę można zamówić na stronie yacobs.bandcamp.com.

Przy okazji wspomnę, że macierzysta grupa Ulfa Jacobsa, Argos na maj zapowiada swój najnowszy krążek – „The Other Life”.

Gorące podziękowania dla Grzegorza Cetnera.

MLWZ album na 15-lecie