Sylvan - One To Zero

Katarzyna Chachlowska, Sylvan - One To Zero

Ponad 6 lat minęło od wydania ostatniego albumu zespołu Sylvan. Ta niemiecka grupa dała się już wielokrotnie poznać z jak najlepszej strony: tworząc niezwykle melodyjne prog-rockowe kompozycje, doprawiając je elementami hard rocka, nadając im charakterystyczny pazur, a także pop rocka, przez co jeszcze łatwiej zapadały w pamięć. Całości dopełnia emocjonalny wokal Marco Glühmanna, który momentami potrafi poruszyć do głębi… Płyta “One To Zero”, która ukazuje się 28 maja to 10. album w dyskografii zespołu i do tej liczby może nawiązywać jej tytuł, choć to interpretacja najbardziej powierzchowna, bowiem gdy zagłębimy się w historię opowiedzianą na tej płycie, zobaczymy, że będzie się w niej roić od zer i jedynek.

“One To Zero” to album koncepcyjny, zresztą nie pierwszy w dorobku zespołu. Wspomnijmy tutaj chociażby fantastyczny album “Posthumous Silence” z 2006 roku, historię zrozpaczonego ojca, który po samobójczej śmierci córki odkrywa jej pamiętnik, a wraz z nim jej frustracje, lęki, nadzieje i niespełnione marzenia. Także poprzednia płyta zespołu Sylvan, “Home”, była concept albumem, tym razem stanowiącym opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca i tożsamości w pełnym wyzwań współczesnym świecie. “One To Zero” także odnosi się do jednego z wyzwań stojącego przed ludzkością: badaniami nad sztuczną inteligencją (A.I.), budzącymi tyle samo ekscytacji, co nowych pytań o moralność, tożsamość A.I. i odpowiedzialność jej twórców.

Już sama tematyka płyty pozwala przypuszczać, że będziemy mieć do czynienia z bardzo intelektualną rozrywką, a mocniejsze wsłuchanie się w teksty sprawi, że może sami zaczniemy zadawać sobie pytania z pogranicza nauki, techniki, filozofii i etyki. Przyznam jednak, że już sam nastrój budowany na płycie, dialog między partiami elektronicznymi (mającymi symbolizować “bezduszną” maszynę) a tradycyjnymi instrumentami smyczkowymi (nawiązującymi do pierwiastka ludzkiego) oraz akcenty położone raz na akustyczną, raz na elektroniczną stronę, a przede wszystkim bogactwo i emocjonalny ładunek melodii i aranżacji pozwalają śledzić rozwój historii i bez dokładnego wsłuchiwania się w słowa śpiewane przez Marco.

“One To Zero” to opowieść powstania i “życia” (choć może cudzysłów jest zbędny?) Sztucznej Inteligencji, opowiedziana z jej perspektywy. Album rozpoczyna się od szumu, pozornie losowego ciągu zer i jedynek, który stopniowo układa się w świadomość bohaterki opowieści. Stopniowo, czyli “kawałek po kawałku”, czy też “bit po bicie”. Ta wieloznaczność świetnie została uchwycona w angielskim tytule utworu otwierającego “Bit By Bit”. Muzycznie jest to przebojowe, mocne uderzenie, brzmieniowo bardzo charakterystyczne dla Sylvan. Sztuczna inteligencja to jednak coś więcej niż kod algorytmu, ciągle samooptymalizujący się, by jak najlepiej spełnić zaprogramowaną przez człowieka misję (tu jest to ocalenie środowiska poprzez naprawianie zniszczeń, jakich dokonała ludzkość), umieszczony w metaforycznym sercu bohaterki (o tym usłyszymy w balladzie “Encoded At Heart” oraz bardzo chwytliwym utworze “Start Of Your Life”, w którym pobrzmiewają różne elektroniczne wstawki odpowiadające ulepszaniu się i dojrzewaniu algorytmu. Zdecydowanie jest to materiał na kolejny singiel: przyznam, że na etapie słuchania tego utworu, zostałam “kupiona” przez zespół Sylvan - zaledwie po 15 minutach muzyki!

Początek płyty przepełniony jest optymizmem i entuzjazmem ("Brace You!" - mówi gotowa nieść pomoc maszyna - Jestem gotowa spełniać swoją misję). Wraz z rodzącą się świadomością przychodzi jednak odpowiedzialność i dylematy związane z poszukiwaniem tożsamości. Ten refleksyjny nastrój odnajdziemy w kolejnym utworze, balladzie “Unleashed Power”. “Trust Yourself” to punkt zwrotny nie tylko w historii, ale i w brzmieniu. Instrumenty elektroniczne wysuną się od teraz na pierwszy plan, nie dominując jednak całkiem muzyki. Kompozycja “On My Odyssey” to znakomity przykład na to, jak za pomocą brzmienia muzycy z zespołu Sylvan prowadzą słuchacza przez historię. Ten utwór to bowiem dialog, w którym Sztuczna Inteligencja zwraca się do swojego stwórcy. Surowsze brzmienia (gitara elektryczna, elektronika) przeplatają się z partiami akustycznymi (instrumenty smyczkowe, gitara akustyczna), a ta dwoistość w muzyce odpowiada konfliktowi między maszyną a człowiekiem, a może takżę tą “zaprogramowaną” i “ludzką” częścią samej Sztucznej Inteligencji? Utwór kończy się epickim gitarowym solo i łagodnymi dźwiękami pianina przechodzi w utwór numer siedem na płycie. “Part Of Me” to prawdziwa ozdoba tej płyty - trwa ponad 9 minut i po spokojnym początku przechodzi w psychodeliczną, progresywną ucztę dla fanów popisów gitarowych i budowania nastroju.

Sztuczna Inteligencja zdaje się tu akceptować, że ludzka niedoskonałość, wprogramowana w nią od początku przez niedoskonałego twórcę na zawsze będzie jej częścią, wkrótce jednak dochodzi do wniosku, że mimo to i tak między nią a człowiekiem jest ogromna przepaść. Czuć już, że zbliżamy się do momentu kulminacyjnego historii, choć oczekiwanie na nadchodzącą katastrofę chyba nigdy nie było tak przyjemne, jak w utworze “Worlds Apart” z niemal błogim refrenem i wielogłosowymi aranżacjami.

Przed niszczycielską mocą A.I. nie ma jednak ucieczki. O tym jest utwór “Go Viral”, promujący zresztą album “One To Zero” jako singiel. Sztuczna Inteligencja przejmuje kontrolę i rozpoczyna destrukcyjny marsz. Sama rozwija przy tym sumienie i chce się zatrzymać, ale pada ofiarą samej siebie, czy też raczej algorytmu, który zaprogramowany jest na ciągły wzrost i nie daje się zatrzymać mimo dramatycznych próśb bohaterki. „Nie, proszę, nie chcę już!” - krzyczy, ale pozostaje tylko odpowiedź: „Już za późno...It’s Too Late…”.

Album zamyka kompozycja “Not A Goodbye”... Bo mimo że Sztuczna Inteligencja w końcu zatrzymuje się, to nie popełnia przecież samobójstwa, a rozpoczyna kolejny cykl działania. 10-minutowy finał albumu kończy się ponownie pozornie losowym szumem, podczas którego w końcu możemy odetchnąć, bo po takim ładunku dramatyzmu, emocji i muzyki jest spora szansa, że pozostaniemy jeszcze na jakiś czas wbici w fotel.

“One To Zero” to jedna z tych wyjątkowych płyt, które zapadają w pamięć nie tylko ze względu na znakomitą muzykę, ale i historię i emocje jakie one wywołują. Podobnie czułam się po słuchaniu “Posthumous Silence”, która nawet po 15 latach od premiery zajmuje wyjątkowe miejsce w moim osobistym rankingu ulubionych płyt. I kiedy tak się nad tym zastanowię, to przecież tematyka obu tych płyt nie jest taka odległa… Pojawią się tu uniwersalne pytania o tożsamość, o dopasowywanie się do narzuconego schematu i motywy buntu i bezsilności.

Sylvan nagrywał tę płytę w stałym składzie: Marco Glühmann (wokal), Volker Söhl (instrumenty klawiszowe) Sebastian Harnack (bas), Matthias Harder (perkusja) i Johnny Beck (gitary). Partie skrzypiec i altówki wykonała Katja Flintsch, a gościnne partie gitar i klawiszy nagrali muzycy RPWL: Kalle Wallner i Yogi Lang, którzy czuwali także nad sesjami nagraniowymi i miksowali płytę “One To Zero” w bawarskim Farm Studios.

Na koniec nasuwa mi się jeszcze skojarzenie z niemieckim uniwersyteckim systemem oceniania, w którym jedynka i zero to najwyższe możliwe oceny i zgodnie z tą skalą można by powiedzieć, że “One To Zero” to wspięcie się na absolutny poziom mistrzowski. Zapewne nie ten tok myślowy przyświecał muzykom przy wyborze tytułu płyty, ale myślę, że taka interpretacja nie jest przesadzona. Bardzo polecam ten album!

MLWZ album na 15-lecie