Sylvan - Posthumous Silence

Artur Chachlowski,

Grupa Sylvan na 2006 rok zapowiedziała aż dwie nowe płyty. Pierwsza z nich miała być prawdziwym art rockowym epikiem, a drugą wypełniać mają krótsze i mniej złożone utwory. Pierwszy z zapowiadanych albumów już ukazał się na rynku.

ImageGrupa Sylvan na 2006 rok zapowiedziała aż dwie nowe płyty. Pierwsza z nich miała być prawdziwym art rockowym epikiem, a drugą wypełniać mają krótsze i mniej złożone utwory. Pierwszy z zapowiadanych albumów już ukazał się na rynku. „Posthumous Silence”, czyli pośmiertna cisza to koncept album opowiadający historię ojca, którego córka popełniła samobójstwo. Czytając jej pamiętniki dowiaduje się on o przyczynach, które skłoniły ją do tego kroku. Zaczyna też rozumieć, że nie miał dla niej czasu, nie umiał dotrzeć w głąb jej duszy, by odpowiednio wcześnie poznać jej problemy, które w konsekwencji doprowadziły ją do tak dramatycznego kroku. Album złożony jest z 15 połączonych ze sobą muzycznych części, poszczególne utwory łagodnie przechodzą jeden w drugi, niektóre muzyczne tematy powracają i łączą się w pompatycznym finale w postaci zapierającego dech w piersi utworu tytułowego. Wszystko to dzieje się w sposób łagodny, niemalże niezauważalny, tak, że słuchacz ma wrażenie, że słucha jednej długiej, bo trwającej ponad 70 minut kompozycji. Dlatego pomijając fakt, że  przy takich utworach jak „Pane Of Truth”, „The Colors Changed”, czy „A Sad Symphony” zaznaczyłem duży plusik, to niesprawiedliwym byłoby wyróżniać poszczególne części tej wielkiej całości. Przez ten album trzeba się przegryźć za jednym razem. W przeciwnym razie całe przesłanie, a także rozliczne walory muzyczne nie dotrą do nas z taka siłą, jaką niesie ze sobą to wydawnictwo.

To nie pierwszy już tak dobry album w dorobku Sylvana, ale śmiem twierdzić, że to niewątpliwie najbardziej ambitne i dające najwięcej satysfakcji wydawnictwo w całej dyskografii zespołu. Czuję też, że będzie to jedna z najważniejszych pozycji  neoprogresywnego rocka A.D. 2006. Duża kultura wykonawcza idealnie łączy się tu z przekonywującą, acz smutną historią, ciekawe pomysły muzyczne na długo zapadają w pamięć, a całości słucha się z prawdziwymi wypiekami na twarzy bez żadnego znużenia, i to od pierwszej do ostatniej minuty. Trzeba przyznać, że panowie Marco Gluhmann (v), Volker Sohl (k), Matthias Harder (dr), Sebastian Harnack (bg) i Kay Sohl (g) na płycie „Posthumous Silence” wykonali kawał solidnej prog rockowej roboty. A co najważniejsze, w niezwykle ciekawie podaną muzykę włączyli historię z mądrym przesłaniem. Bo ta opowieść może dotyczyć każdego z nas. Bo wszyscy możemy okazać się nieszczęśliwymi, zabieganymi i nieświadomymi czyichś problemów ojcami, którzy dopiero poniewczasie dowiadują się o bólu swoich najbliższych, kochających osób. Warto nad tym morałem, a także nad całą płyta pochylić czoła.

MLWZ album na 15-lecie