D Project

Starless - Missing You

Artur Chachlowski, Starless - Missing You

Nowe, zaskakujące wydawnictwo wypuszczone na rynek przez renomowaną wytwórnię Lynx Music. Dlaczego zaskakujące? Wydawane przez Lynx płyty zazwyczaj jednoznacznie wpisują się w linię progresywnego rocka. Album „Missing You” grupy Starless wyraźnie odbiega od tego stereotypu, choć ambitnej muzyki na nim nie brakuje. Ambitnej, której niektórzy, chyba z rozpędu, pewnie przyklejają łatkę „prog”. Ale jakże to? Prog bez perkusji, gitar i rozbudowanej sekcji instrumentów klawiszowych?! Okazuje się, że można.

Zostawmy jednak te gatunkowe dywagacje na boku. Stylistyczne szufladki nie są w tym przypadku istotne. Najważniejsze, że płyta może się podobać. Szczególnie miłośnikom fortepianowych piosenek, nokturnowych klimatów, dobrego śpiewu i dyskretnego, melancholijnego brzmienia instrumentów smyczkowych.

Grupę Starless tworzy wokalistka Marta Bejma (niektórzy pewnie pamiętają ją z formacji Alhena) oraz kompozytor, aranżer i instrumentalista Piotr Pryka (to właśnie on gra na tej płycie na pianinie, które przez cały czas „ciągnie” muzykę Starless do przodu). Są jeszcze dwie, gościnnie grające na „Missing You”, dziewczyny: Monika Moszczyńska (wiolonczela) i Weronika Podkul (skrzypce), które tworzą mocno wyeksponowaną sekcję smyczkową i które sprawiły swoją grą, że brzmienie płyty „Missing You” nabrało pięknych barw. Nie wolno zapomnieć o „tym trzecim” – Wojciechu Kokocińskim. Z zawodu prawnik, z zamiłowania poeta. To on i jego angielskojęzyczne wiersze będące odbiciem jego pasji stały się na tym krążku idealnym łącznikiem pomiędzy słowem, a muzyką.

“Chcemy zatrzymać Was na chwilę i pokazać świat w kolorach muzyki. Na płycie każdy usłyszy coś innego i sami jesteśmy ciekawi z czym kojarzy się Wam nasza twórczość” – tak członkowie zespołu zachęcają do wysłuchania swojej płyty. Składa się na nią 9 krótkich, kameralnych, romantycznie brzmiących piosenek. Pianino, smyczki i mocny, jakże piękny, wokal. Tyle. Nie trzeba nic więcej. Może odrobinę odpowiedniego nastroju, mroku w pomieszczeniu, klimatycznego światła i lampki ulubionego trunku w dłoni. Chyba najlepiej muzyka Starless sprawdzi się, gdy słuchać jej będziemy przy świecach, albo też na żywo – jeżeli to będzie nam kiedykolwiek dane – na małych koncertach w stylu intymnych wieczorów autorskich…

Całość rozpoczyna się od czytanego przez męski głos na tle delikatnego fortepianowego podkładu wiersza, będącego wprowadzeniem do tego albumu:

„I want to tell you a story

Not simple nor unbelievable

Maybe true or fictious

Story about love or desire…

 

…Oh listen to this marvellous song

The amazing singer that shines

Oh listen my dear friend

Listen

And don’t judge

This could really happened to you.”

A potem już scena należy do Marty i Piotra oraz towarzyszącej im sekcji smyczkowej. „Silhouette”, „I Could Be God”,. „Lady Of The Lake”, „Missing You”, „Homesick” – to nagrania, które można polubić od pierwszego słuchania. Ale tej klimatycznej płyty (krótkiej! – trwa ona niewiele ponad pół godziny) należy słuchać w całości. I to wiele razy. Wtedy dopiero te dźwięki układają się w logiczny ciąg barw, melodii i nastrojów. Każdy usłyszy na „Missing You” coś innego i każdy odkryje w tej muzyce swoją własną inspirację, przygodę i fascynującą podróż w nieznane…

MLWZ album na 15-lecie